11 obserwujących
44 notki
55k odsłon
  1939   3

Google i inni dają nam kopa z laczka, bo sami tego chcemy

Z ogromnym zainteresowaniem przeczytałem notatkę „Google da wam z laczka. I poprawi z kopyta”, która ogólnie potwierdziła to, co też wielokrotnie opisywałem (na TechRacji i wcześniej). Przebiła się być może do świadomości iluś osób, miała dobry marketing i trafiła na wykop, ale czy coś zmieniła?

Ogarnęła mnie smutna refleksja, że w sumie sami tego wszystkiego chcemy. To nie jest po części tak, że przyszli jacyś oni, i nam wcisnęli pewne rzeczy do gardła.

Ale po kolei… Lata mojej młodości i wieku bardziej dojrzałego. Edytor TAG, Foltyn Commander, Pajączek (z tego nie korzystałem, bo uważałem, że lepszy jest zwykły edytor tekstowy), PCKurier, Enter, Bajtek, od 1997 Chip. Były i polskie gry, i masa artykułów technicznych, o szachach i rozwoju. Było Gadu-Gadu (przez chwilę miałem), Nasza Klasa (nie korzystałem), przez długi czas w moim życiu pojawiło się swojskie Allegro (wtedy jeszcze takie było), itd. itd. Pewne elementy były może i karykaturalne (część słownictwa pana Bieleckiego), ale tworzono je lokalnie.

A potem Polska zachłysnęła się zachodem.

A teraz? Patrzę na dużo spraw z pewnej perspektywy, i może mam zaburzony ogląd rzeczywistości, ale… mam wrażenie, że w wielu miejscach działa się na zasadzie „Zrobi pan to za flaszeczkę, i będzie dobrze panie Areczku”. I zamiast postawić porządny serwer w firmie (nie, nie trzeba do tego dużych piniędzy), wszystko wrzuca się w chmurę. Zamiast wszędzie, gdzie tylko się da, używać darmowego softu, wszystko robi się na bogato, czyli obowiązkowo z użyciem „Microsoft Office w najdroższej możliwej wersji” i „Windows Professional” (ewentualnie z Office 365, którego koszty na koniec często i gęsto przewyższają koszt wersji pudełkowej). Zamiast inwestować w rozwój, oddaje się decyzje osobom nietechnicznym, a do tego w żaden sposób nie wspiera lokalnych inicjatyw. Jeden jedyny przykład niech to będzie fantastyka.pl (nie chcę już nawet opisywać tej drogi przez mękę, histerii zbiorowej i wyjaśniania, że nikt nie chce zlikwidować ulubionego portalu, tylko chodzi o jego ruszenie do przodu – litościwie podam tylko jeden z linków), drugi dobreprogramy.pl (po rewolucjach w kwietniu wyszli chyba jak Zabłocki na mydle, i szkoda, że kilku ich starych blogerów dalej podtrzymuje ich treścią, co działa jak kurowanie umierającego kroplówką), a trzeci pclab.pl.

Jednym z największych kłamstw jest to, że kapitał nie ma narodowości. Ma, i to jak (za przeproszeniem) jak cholera. Kupując chińskie, wspieramy Chińczyków. Kupując amerykańskie, wspieramy Amerykanów. Itd. itd. Z firm polskich (lub takich, które na polskie wyglądają) mógłbym wymienić GoodRam, HyperBook, nazwa.info czy lh.pl. A ty? Kiedy ostatnio coś u nich kupiłeś? Kiedy ostatnio sprawdziłeś, kogo popierasz? Nie wszędzie potrzebny jest MacOS, czy pewne rzeczy znane np. z Della (jak gwarancja on-site). To się zresztą odnosi też do innych dziedzin życia – czy ostatnio kupowałeś coś w sieciówce czy lokalnym sklepiku pani Krysi? Czy zapłaciłeś gotówką i nie dałeś przy tym prowizji jakimś tam zagranicznym cfaniakom ludziom sukcesu?

Ja np. zamiast kupować MacBooka wpierw do pisania próbowałem użyć Acera Swift 1 (Acer to generalnie firma tajwańska), a potem skierowałem się w stronę HyperBooka L14 (produkt polsko / tajwański, który coraz bardziej szanuję). Z telefonów (jeśli mogę) nie wybieram marek chińskich ani pogryzionego jabłka, a o wszystkim piszę na swoich stronach.

A Ty? Naprawdę musisz mieć ostatniego Iphone? (swoją drogą, przypomina mi się pewna młoda osóbka z mojej rodziny, która chorowała na ten telefon, a po roku stwierdziła, że ten nie umywa się do tego, co miała wcześniej) Musisz płacić bezprzewodowo? Albo czy naprawdę musisz ekscytować się Xiaomi? I czy musisz co roku mieć nowy model? Czy coś zmienia to, że ma 1 GB RAM więcej? Urośnie ci od tego kilka cm?

Pójdźmy dalej. Na WikiPedii, Tik-Toku, Google.com czy YouTube świat się nie kończy. Kiedy ostatnio ruszyłeś dupę i spróbowałeś chociażby DuckDuckGo? Czy potem gdziekolwiek opisałeś swoje doświadczenia? Czy próbowałeś zainteresować znajomych? Czy w ogóle stworzyłeś lub próbowałeś stworzyć cokolwiek wartościowego?

Na tym właśnie powinno to wszystko polegać – zamiast pisać sponsorowane „coś” (i polecać pasty, które niszczą szkliwo), należy nazywać rzeczy po imieniu. Podam dwa przykłady:

  1. jakiś czas temu oglądałem video którego z YouTuberów, na którym mówił o tym, że poszukiwani są ochotnicy do wszczepienia chipów płatniczych, i reklamowania, jakie to są wspaniałe płatności z ich użyciem (opinia oczywiście nie była zbyt pozytywna)
  2. podoba mi się również inicjatywa tępienia scamów

Można też oczywiście uczestniczyć w różnych darmowych (ale dobrych inicjatywach) – sam np. widzę, że praktycznie nikt z użytkowników moich darmowych programów nie chciał wysłać nawet jednego najmarniejszego commita czy komentarza.

Lubię to! Skomentuj37 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie