11 obserwujących
44 notki
55k odsłon
  1060   0

Polska bywa mocarstwem na papierze… tylko skąd ból tyłka, że ktoś (znowu) to pokazał?

Najlepiej jest dostawać coś za darmo i się nie narobić… zjeść ciastko i mieć ciastko…

Od końca dynastii Jagiellonów nasza rola w Europie stopniowo malała. Mieliśmy wielkie imperium, potem do głosu doszła złota wolność szlachecka, warcholstwo, przekupstwo i przedkładanie prywaty nad własnością wspólną. Konstytucja 3 maja była łabędzim śpiewem, i choć w kraju znajdowały się rzesze ludzi, którym nieobce były szlachetne ideały, to kraj był na tyle słaby, że upadł. Tragedią narodu pozostało to, że właściwie cały późniejszy czas Polacy falami opuszczali terytorium Polski i rozpraszali się po całym świecie, budując tam, a nie u siebie dobrobyt (nawet w sytuacji, gdy nie zawsze byli poważani i szanowani). Działo się to w trakcie zaborów, działo się to w okresie międzywojennym, w trakcie panowania komunizmu, a nawet w czasie III czy IV RP.

Sięgnijmy do drugiej wojny światowej i tematów, które dla wielu wydają się być bolesne i niedokończone, czy też nie do końca niewyjaśnione:

  1. polscy lotnicy w trakcie bitwy o Anglię mieli problem z tym, żeby przekonać angielskich instruktorów o tym, że w ogóle wiedzą, co to jest samolot (w wielu opowieściach o dywizjonie 303 przewija się to, że byliśmy uważani za niezdyscyplinowanych nieokrzesanych brutali, którzy przybyli z jakiejś zapyziałej kolonii, gdzie lata się na co najwyżej na poklejonych na ślinę dwupłatowcach z I wojny światowej)
  2. kwestia pomocy w 39-roku, potem powstania warszawskiego, decyzji w Teheranie, Jałcie czy Poczdamie
  3. śmierć generała Sikorskiego miała miejsce jakby nie było w samolocie brytyjskim z załogą brytyjską, i do dnia dzisiejszego nie wyjaśniono do końca całej historii
  4. jak wieść niesie (nie do końca wiem, czy to prawda), po wojnie rząd na emigracji musiał zapłacić koszty paliwa i sprzętu zużytego w trakcie pomocy przy obronie wysp brytyjskich

Jeśli chodzi o punkt pierwszy, to trzeba tutaj przypomnieć sobie chociażby osiągnięcia panów Żwirki i Wigury czy pierwsze egzemplarze nowoczesnych Łosi (to świadczy o tym, że nie wszystkim byliśmy tak opóźnieni, jak inni chcieli myśleć).

Wróćmy też do kwestii polskich matematyków i ich prac nad maszynami deszyfrującymi. Weźmy choćby Henryka Zygalskiego, który chyba nie dostał żadnego medalu zagranicznego. Strona brytyjska wykazała duży konserwatyzm i, nawiasem mówiąc, miała problem nawet z własnym obywatelem Alanem Turingiem (skazany na terapię hormonalną popełnił samobójstwo w 1954, i dostał ułaskawienie dopiero w 2013 roku)

Obecna sytuacja (Brexit) obnażyła problemy Unii Europejskiej, ciągoty ku odbudowie dawnego imperium brytyjskiego (wielka potęga i może kolonie), ale też słabości (imperium potrzebuje pracowników najemnych, a tych dramatycznie brakuje).

My mieliśmy być drugą Japonią, drugą Szwajcarią, a tymczasem… Polska nie ma mocnej pozycji na świecie i na to sobie mocno zapracowała i pracuje (stąd chociażby bieganie prezydenta za prezydentem USA, ale też mylenie prezydenta Trumpa z Bidenem).

W tej sytuacji – dlaczego ktokolwiek jest zdziwiony, że odmówiono wjazdu jakiemuś felietoniście? Skąd ten wrzask i ból dupy, że kraj Karyn i Brajanów jest ignorowany? Skąd to tupanie nóżkami małego Dyzia, który nagle dostrzegł, że dorośli mają go w serdecznym poważaniu? Że nie może się bawić w czyjejś piaskownicy? I gdzie te miliony patentów, samochodów elektrycznych i innych epokowych wynalazków, dzięki którym trzęsiemy obecną Europą?

Mam wrażenie, że strona brytyjska być może miała i ma duży problem z zaakceptowaniem polskiej imigracji, a sama polska imigracja często i gęsto niektórym być może kojarzy się z nizinami społecznymi (i problemami). Biorąc to pod uwagę, to chyba jasne, że nikt nie chce kolejnych „problemów” ze strony „jakiegoś” pana Ziemkiewicza z końca świata.

Nasz kraj doznał ogromnych zniszczeń w trakcie II wojny światowej, i nie mówię nawet o kwestiach materialnych, ale o utracie prawdziwej inteligencji. To się teraz mści. Musi do nas dotrzeć, że nie przyjedzie marszałek na białym koniu. Szacunek i siłę trzeba sobie wypracować. Nie dostaniemy ich na Tik-Toku ani kupując miliony iPhonów, tanków czy Xiaomi. Potrzebne jest prostsze prawo (a nie kolejne ustawy „Nowego Ładu”), likwidacja biurokracji, budowanie nauki i kultury, i wiele innych rzeczy.

Można to oczywiście też rozpatrywać inaczej, czyli jako walkę cywilizacji wschodu i zachodu, albo jak walkę starych (pan Ziemkiewicz to rocznik 1964) z młodymi postępowymi nowoczesnymi „bojownikami” (dzisiaj w kontekście sprawy często wymienia się panią o wyraźnie indyjskich rysach twarzy, która urodziła się w 1972 roku).

Takie walki stają się codziennością w Europie i USA (i pan Ziemkiewicz nie jest tu jakoś specjalnie uprzywilejowany) - wymieńmy choćby banowanie autorki "Harrego Pottera" czy kontrowersje związane z aktorem grającym w "House of cards".

Niezależnie od motywów - bądźmy przygotowani, że w Europie, która jest coraz bardziej podzielona, będzie coraz więcej sytuacji jak wczoraj. I że coraz częściej będziemy pouczani przez innych, co mamy myśleć o swojej własnej historii. To jest polityka przez wielkie P, a nie zabawy dla małych Dyziów. A gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi pewnie o...

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka