3 obserwujących
46 notek
9992 odsłony
  247   0

Bankructwo? - Czyje? Kościoła czy Katolików?

Nie Kościół bankrutuje, jak by tego pan Tusk sobie życzył, ale bankrutują katolicy, właśnie tacy jak on i jemu podobni.

Przytoczę na wstępie wypowiedź Donalda Tuska. Czynię to z oporami, gdyż pan ten wielokrotnie dowiódł, iż jego wynurzenia, czy to polityczne czy prywatne nie mają pokrycia, a wiadomo, że taka waluta nic nie warta. Ale w tym przypadku stwarza on okazję, by zastanowić się nad tym, co właściwie oznacza czyjeś wyznanie, że jest się katolikiem?

W więc Tusk oświadcza:

„Wydaje mi się, że czas przywilejów finansowych dla Kościoła kończy się i tak nieuchronnie. Moim zdaniem prawdziwym, problemem - i mówię to jako katolik, ba - jestem do końca maja liderem europejskiej chrześcijańskiej demokracji - mamy dzisiaj do czynienia z Kościołem w Polsce jako instytucją polityczną, która nie finansowo, ale politycznie właśnie na naszych oczach bankrutuje, bo cała, prawie bez reszty zaangażowała się w złą politykę po stronie władzy, bardzo często przeciwko ludziom”.

O wątpliwej wartości wypowiedzi Tuska, jakie by one nie były, najlepiej świadczy przytoczony tekst. Bo o jakich to przywilejach finansowych Kościoła tu mowa? Dalej: w czym upatruje Tusk polityczny charakter Kościoła jako instytucji? Tutaj nie mógł się wykręcić o rozwinięcia tematu. Zatem, jego zdaniem, Kościół jako instytucja bankrutuje ponieważ, jak sądzi Tusk, „bez reszty zaangażowała się w złą politykę po stronie władzy, bardzo często przeciwko ludziom”. Mógłby przytoczyć choćby jeden przykład. Ale woli strzelać bez prochu, jak zawsze, bo w ten sposób można bezkarnie gadać bzdury.

Owszem, Kościół jest po stronie władzy, w takiej samej mierze, jak opozycja, ta totalna, sprzeciwia się każdej inicjatywie tej władzy, balansując stale na krawędzi zdrady i sabotując korzyści, jakie są udziałem samego Tuska i, w sposób wręcz skandaliczny, także tej części społeczeństwa (ok. 25-30 %) głosującej na totalnie wypaloną PO. W dodatku „czarna sotnia” z ramienia opozycji małpująca targowicę w PE wali w Polskę w interesie owych, zdaniem Tuska, dobrych rządów, które już kiedyś pod jego wodzą prowadziły Polskę w kierunku niemieckiego Siedlungsgebietu, czy wyzbytego z własnej tożsamości Landu Unii Europejskiej. Jeśli ktoś działał przeciwko ludziom, to właśnie on i jego ferajna. A to, że Tusk argumentuje swój katolicyzm faktem, „że jestem do końca maja liderem europejskiej chrześcijańskiej demokracji” zakrawa już na żart. Europejska Chrześcijańska Unia i katolicyzm, to jak ogień woda.

Tak więc ani Kościół nie zbankrutuje z powodu swej lojalności wobec rządu, który okazał się dobry dla kraju i właśnie dla ludzi, ani z racji braku przywilejów finansowych. Ale z katolicyzmem sprawa nie jest już tak prosta. Gdyby większość Polaków okazała się takimi katolikami jak Tusk, to rzeczywiście słowo katolik tak by się zdewaluowało, że bankructwo byłoby tu właściwym słowem. Tak na szczęście nie jest. Ale nie cieszmy się zbytnio, bo są pewne symptomy nie wróżące niczego dobrego.

O niektórych warto podumać.

Powołania. Pomijam zjawisko kurczenia się liczby kleryków od strony ilościowej. Jest znaczne. Przyczyny są złożone, ale istota ich tkwi w materiale ludzkim; nie w powabach obecnego świata. One raczej wielu odstręczają. Młodzi dzisiaj boją się decydować o swoim losie. Boją się małżeństwa, rodziny, boją się podejmowania decyzji, wielu tkwi w marazmie, a jednocześnie marzy o samodzielności. Wystawianie się na wyzwania sięgające w głąb ich światopoglądu, podatność na wzorce zachowań, na hasła, których wspólnym mianownikiem jest indyferentyzm: gdyż każda opcja jest rzekomo równie dobra, zatem co ty zrobisz także będzie dobre bez względu na jakiś cenzus moralny. To pułapki czyhającego na człowieka zwłaszcza młodego. Bo wmawia się mu, że moralne jest to co sam wybiera. Duże i niebezpieczne obciążenie.

Przy takim zawirowaniu i to w momencie, kiedy człowiek formuje swą osobowość, trudno o decyzję tak dalekosiężną jak kapłaństwo. Stąd też jej podejmowanie następuje częściej niż było kiedyś, dopiero w czasie pobytu w seminarium. Nie wszyscy przychodzą z przekonaniem, że mają powołanie. Ostatnio mówi się, że w Olsztynie nie będzie w tym roku święceń kapłańskich, bo cały kurs sukcesywnie wystąpił z seminarium. To o czymś świadczy. Łatwo powiedzieć, że należy zadbać o dalsze przygotowanie kandydatów do stanu duchownego. Trudniej znaleźć odpowiednią metodę. Zwłaszcza, że w życiu publicznym lansowany jest różnymi sposobami pogański styl życia. Nawet systematyczne szerzenie ateizmu nie jest tak wydajne jak to. Swego czasu pewien wiekowy kapłan, kiedy spytałem go czym się na emeryturze zajmuje, odpowiedział: oglądam seriale telewizyjne. Zdziwiłem się. A on na to: nigdzie nie zobaczysz lepiej lekcji współczesnego pogaństwa jak właśnie tam. Nie mam zbytnio czasu i ochoty na seriale, ale zacząłem częściej i dokładniej jeden czy drugi oglądać. Najczęściej: Lombard. Życie pod zastaw. Pozornie nic specjalnego. Ale wziąłem pod lupę wartości promowane tam w postaci sytuacji życiowych. I okazało się, że jest to model pogaństwa w najczystszej formie, bo nawet z domieszką takiego trochę ckliwego altruizmu. Przecież to działa skuteczniej niż najlepiej przeprowadzona katecheza lub agitacja ateistyczna. Nie mam porównania z innymi produkcjami. Może niekiedy z filmami policyjnymi. Tam jest to samo, tylko nie tak wyraziście artykułowane. Mniej groźne są tzw. kabarety. Nie chcę mówić o ich poziomie artystycznym, wystarczy jeden choćby obejrzeć, by mieć zgagę na dłuższy czas. Tam w dodatku pojawia się takie chamskie i chałowate przedstawiania księdza, Kościoła, wiary. Słyszałem wiele wypowiedzi, że telewizja fastryguje swój program tymi produkcjami, w których zabawne jest tylko zachowanie widowni. Myślę, że jest ona starannie dobrana. Normalny człowiek nie wiedziałby z czego się śmiać.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo