Ted Cruz Ted Cruz
146
BLOG

Po co putinowi mali Ukraińcy?

Ted Cruz Ted Cruz Polityka Obserwuj notkę 15
Skradzione. Po co putinowi mali Ukraińcy? Po co?

Rozmawiam z dr Alicją Bartnicką, badaczką nazizmu, o germanizacji polskich dzieci w czasie II wojny światowej i grabieży nieletnich jako formie ludobójstwa, oraz o tym, że współczesna rosja idzie tropem III Rzeszy. Wywiad ukazał się w styczniowym wydaniu magazynu „Polska Zbrojna” – tu publikuję tylko jego fragmenty. Nim zaproszę Was do lektury, dodam tylko, że rozmowę wieńczy taka refleksja mojej rozmówczyni: „Trudno mi pogodzić się z myślą, że to znów się dzieje…”. Ano trudno…

W marcu 2023 roku Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakaz aresztowania władimira putina. Zarzuca się mu popełnienie zbrodni wojennych, w tym grabież tysięcy ukraińskich dzieci. Znamy z najnowszej historii tę metodę działania agresorów, prawda?

To, co robi rosja, tożsame jest z działaniami podejmowanymi przez III Rzeszę. Niemcy także rabowali dzieci z terenów podbitych.


Po co putinowi mali Ukraińcy?

Oddani w adopcję do rosyjskich rodzin, z czasem staną się „pełnoprawnymi rosjanami”. Przymusowa rusyfikacja, jak kiedyś germanizacja, jest metodą pozyskiwania nowych członków wspólnoty. Ale to także sposób na prowadzenie wojny, anihilacji przeciwnika. Niszczenie nie odbywa się tylko na froncie, pod postacią zabijania żołnierzy. Kradnąc małych obywateli napadniętego państwa, robimy coś równie dotkliwego – kradniemy przyszłość narodu, który to państwo tworzy.

W odniesieniu do rosjan sprawa wydaje się prostsza – oni nie uważają Ukraińców za „gorszych rasowo”. W III Rzeszy przekonanie o wrodzonej wyższości Niemców miało rangę faktu. Jak w ten schemat myślenia o narodzie wpisuje się pomysł germanizacji obcych dzieci?

Tysiącletnia Rzesza miała być rozległa, sięgająca aż po Ural. Do ziszczenia tej wizji 60-milionowy naród niemiecki był za mały. Naziści potrzebowali 90-milionowej wspólnoty Aryjczyków, której dodatkowo miały służyć narody „gorsze”. Problem w tym, że nie dało się w krótkim czasie „wyprodukować” kilkudziesięciu milionów nowych Niemców. Już u zarania nazistowskiej państwowości uruchomiono różne programy prodemograficzne – jak zasiłki rodzinne czy preferencyjne kredyty dla małżeństw – ale one nie przyniosły pożądanego efektu. Kompletnie też nie wypalił pomysł „hodowli rasy panów”, realizowany przez podległą Heinrichowi Himmlerowi SS. Esesmani się nie żenili – przed wybuchem wojny tylko 30-40% z nich była w związku małżeńskim, z rzadka realizowali nakaz posiadania czwórki dzieci. Niewypałem okazała się niesławna instytucja Lebensborn, w której placówkach do końca 1939 roku przyszło w nich na świat dokładnie 1371 dzieci.

Dzietność w Niemczech wzrosła pod koniec lat 30., dobijając do progu zastępowalności pokoleń, a aneksja Austrii i czeskich Sudetów dała Rzeszy osiem milionów „pożądanych” obywateli…

To wciąż było za mało jak na ambicje nazistów. Tak zrodził się pomysł, by poszerzyć społeczeństwo o „najbardziej wartościowe rasowo” dzieci z podbitych krajów. U jego podstaw leżała wiara, że w każdym narodzie, na skutek różnego rodzaju okoliczności historycznych, rozsiana jest niemiecka krew – trzeba ją tylko „przywrócić” Rzeszy.

To zadanie wziął na siebie Himmler. Czy germanizacja dzieci to był jego autorski pomysł?

To raczej zbiorowe „dzieło” pracowników Urzędu Rasy i Osadnictwa [Rasse- und Siedlungshauptamt, RuSHA]. Ten, w listopadzie 1939 roku, stworzył dokument mówiący o konieczności wyszukania „dzieci o krwi niemieckiej” wśród Polaków. Zakładano, że część polskich sierot może mieć niemieckie pochodzenie – zaczęto więc od „kwerendy” w domach dziecka. Szybko jednak ta idea przerodziła się w jawną grabież dzieci, które wcale nie były sierotami. W lutym 1942 roku Ulrich Greifelt, jeden z zastępców Himmlera, wydał zarządzenie dotyczące systematycznego odbierania dzieci polskim rodzinom, żeby poddać je germanizacji.

Podstawowym kryterium był „aryjski wygląd” – co, jeśli żydowskie dziecko miało odpowiednie cechy?

Stwierdzenie kryteriów wizualnych – blond włosy i niebieskie oczy – było jedynie pierwszym etapem. Potem badano m.in. pochodzenie, co dyskwalifikowało Żydów, nawet jeśli „właściwie” wyglądali. Znamienna jest tu historia, którą poznałam, pracując w Bundesarchive w Berlinie nad książką o Himmlerze. Ten, podczas wizytacji na froncie wschodnim, spotkał rosyjskiego chłopca, który miał blond włosy i niebieskie oczy. „Jesteś Żydem?”, spytał go, a gdy dziecko zaprzeczyło, szef SS nakazał sprawdzenie papierów chłopca. W efekcie młody Rosjanin i jego brat trafili do Niemiec, co Himmler postrzegał w kategoriach osobistej zasługi…

Jakie były inne kryteria selekcji?

Dzieci przechodziły testy psychologiczne. Sześciotygodniowa obserwacja mogła zakończyć się odrzuceniem: wystarczyło jąkanie, moczenie nocne czy buntowniczość, by w dokumentach wpisano „wrodzony imbecylizm”. Takie dzieci kierowano do obozów koncentracyjnych, gdzie ginęły lub były wykorzystywane do pseudoeksperymentów, które w większości także kończyły się śmiercią.

A co z tymi, które pomyślnie przeszły selekcję?

Młodsze, między 2. a 6. rokiem życia, trafiały do placówek Lebensbornu, które w czasie wojny stały się ośrodkami adopcyjnymi – i stamtąd przekazywano je niemieckim rodzinom. Starsze kierowano do specjalnych szkół, gdzie intensywnie uczono je języka i dyscypliny. Dopiero po tym okresie – gdy uznano, że „rokują”, a ich germanizacja się powiedzie – były przekazywane rodzinom adopcyjnym.

Czy rodzice biologiczni wiedzieli, co się dzieje?

W większości przypadków – nie. Dzieci odbierano podczas wysiedleń i akcji pacyfikacyjnych, do których dochodziło w trakcie wojny. Ludzie ginęli, gubili się, tracili ze sobą kontakt, nie było jasności, co się z kim stało, gdzie jest, czy żyje.

Zaboru dokonywano także pod pretekstem np. badań lekarskich.

Rodzice dostawali wezwanie do stawienia się w placówce medycznej, zostawiali dziecko, po czym po kilku dniach wręczano im informacje o śmierci syna czy córki. Ciał nie wydawano, co czasami rodziło wątpliwości, lecz nie dało się ich zweryfikować. Nie było swobody przemieszczania się czy dostępu do informacji medycznej. A Polacy byli ludźmi gorszej kategorii, więc ich działania uznane przez Niemców za zbytnią dociekliwość groziły utratą życia. Dodajmy do tego celowe zacieranie śladów. Zrabowanym dzieciom jeszcze w Polsce zmieniano metryki i wpisywano inne imiona, nazwiska, często daty urodzeń. Formalnie stawały się Niemcami, zanim trafiły do Rzeszy. Oryginalne dokumenty niszczono, by w przyszłości nikt nie mógł się o te dzieci upomnieć, a one nie były w stanie zrekonstruować swojej historii.

Rozumiem, że świadomość społeczna dotycząca tego rabunku była w okupowanej Polsce szczątkowa?

Niemcy dobrze się z tą akcją kryli. Nie mamy też źródeł, z których wynikałoby, że Polskie Państwo Podziemne dysponowało informacjami o skali procederu. Zorganizowanych prób oporu nie było.

Czy dzieci grabiono wyłącznie w Polsce?

Rabowano też dzieci ukraińskie, rosyjskie, jugosłowiańskie, norweskie. Jednak w Polsce robiono to na największą skalę. Szacuje się, że wywieziono stąd od 50 do 200 tys. dzieci. Ten duży rozrzut liczb to skutek braku materiałów źródłowych, bo Niemcy nie tylko niszczyli dokumentację w Polsce. Gdy wojna miała się ku końcowi, spalono też wiele archiwów w samej Rzeszy.

Co działo się z dziećmi po tym jak trafiały do Niemiec? Co wiedzieli o nich rodzice adopcyjni? Co działo się po wojnie?

Jakie były psychologiczne skutki tego, co zrobiono zrabowanym dzieciom? O tym dowiecie się z lektury całości wywiadu, który opublikowałem w „Polsce Zbrojnej”. Miesięcznik w papierowym wydaniu jest dostępny w salonikach prasowych, wersję elektroniczną możecie nabyć pod tym linkiem.

—–

https://bezkamuflazu.pl/


ps.

Serdecznie dziękuję Kałmukowi z Donbasu vel VivaPalestina. vel SOW-a vel Geo-Polityk vel Kasia Lanckronska vel Czarny Łabędź za przesłanie mi materiałów i zdjęć do tej notki.

Na naszych starszych braci w wierze zawsze mogę liczyć

Dziękuję


image

Ted Cruz
O mnie Ted Cruz

Jestem patriotą nie cierpię chamstwa , obłudy i zdrajców Ojczyzny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka