Nie, nie będzie tutaj ani słowa o "zbawicielu" i jego wielbicielach. :)
Przedstawiam zupełnie inną ciekawostkę przyrodniczą.
Natknęłam się, otóż, kiedyś, podczas penetracji pleneru, na Drzewo, które istnieje (bo przecież nie "żyje"?) wyłącznie po to, by karmić i wspierać bluszcz, który sobie je upodobał.
Przyszło mi na myśl, że gdyby nie ten bluszcz, który, notabene, zapewne wyssał z Drzewa ostatnie soki, Drzewo by upadło...
Jakieś paralele ktoś widzi? ;)


Komentarze
Pokaż komentarze (91)