Nieoficjalne pogłoski o zamiarze “zaostrzenia” kampanii Bronisława Komorowskiego jakie dobiegają z jego sztabu wyborczego w połączeniu z gorączkowymi nominacją Belki i rozwiązaniem KRRiTV dowodzą, że wreszcie dostrzeżono, że okręt nabiera wody. Tyle, że jeżeli istotnie „zaostrzą” kampanię, będzie to podobne do decyzji kapitana tonącego okrętu, który by nie dopuścić do zatonięcia jednostki nakazał …wysadzić ją w powietrze.
Cóż, jeżeli chcą przegrać już w pierwszej turze, chcą dać Napieralskiemu 15%, a swojego kandydata sprowadzić do poziomu 30% to zdrówka życzę. Rysująca się możliwość, że Kaczyński wygra już w pierwszej turze nie byłaby optymalna z punktu widzenia długoterminowego interesu PiS. Wyobrażam sobie co stanie się, przed drugą turą, jeżeli pierwszą wygra Kaczyński uzyskując ok. 45% (co jest scenariuszem nie tylko prawdopodobnym, ale i optymalnym).
Będziemy mieli benefis Kuca, Palikota, Bartoszewskiego, Hołdysa jakiego świat nie widział! Najśmieszniejsze, że na ten cyrk bijący bezpośrednio w PO i Donalda Tuska nie ma on większego wpływu. Po tym jak zbudował swoją popularność na byciu „Antykaczorem” każdy prostacki atak na Kaczyńskiego idzie na jego konto. Może sobie robić zbolałe miny podczas odtańczania przez „profesora” Burundi Dance, może odcinać się od Palikota ile chce, może tłumaczyć, że Komorowskiego wybrano w prawyborach. Wszystko na nic, zbyt długo w milion desek wbijano milion gwoździ (według komunistycznego szefa Radiokomitetu Sokorskiego, tym jest właśnie propaganda).
Mam nadzieję, że nie są to czcze zapowiedzi, że naprawdę mają zamiar w ostatnim tygodniu używając młodzieżowego języka „dać czadu”. Jak wygląda młodzieżowy język w kampanii wyborczej pokazała wczoraj wyleniała gwiazda rocka z czasów późnego Gierka. Tyle razy widziałem jak Palikot, czy Niesioł wyzywając Kaczyńskiego o chamów, pijaków, buraków, ostatkiem sił powstrzymywali się, by nie przejść do krótkich żołnierskich słów, że Kaczor to ch… złamany. Teraz już nie muszą, świat się nie zawalił, wkoło jest jeszcze weselej, odkąd otrąbiono, że na po trupach do celu, by leżeć na Wawelu zmierza smętny ch…
W gruncie rzeczy to pozornie nie mają nic do stracenia, kampania i tak przegrana, Gajowemu trzeba wyłączać mikrofon by nie plótł bzdur, gorzej nie będzie. Tyle, że na horyzoncie kolejne wybory, PiS jest politycznym synonimem Kaczyńskiego i na odwrót. Te wybory to walka: Kaczor vs PO. Nikt nie traktuje Komorowskiego jako samodzielnego bytu, ale jako emanację PO i Donalda Tuska. Przegrają raz, okaże się, że pomimo sondaży i wsparcia mediów nie dali rady, w 2011 r. będą mieli pod górkę. Jak im jeszcze nowo wybrany prezes NBP podniesie stopy z powodu zbyt dużego deficytu budżetowego, wkoło będzie wesoło, bo małpy od dawna już nie są w zoo, ale w rządzie.
Tak czy inaczej, spokojnie możemy czekać na tekst Śmiłowicza w powyborczym „Newsweeku”, w którym obwieści nieuchronny rozpad PiS w wyniku zwycięstwa Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. Możemy czekać na obwieszczenie przez „politologów”, że doszło do jednorazowej mobilizacji biernego politycznie elektoratu. Trzeba będzie czymś pokrzepić skołatane platformiane serca.
79
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (1)