Zobaczyłem przed chwilą, krótką rozmowę z „dziennikarką” Katarzyną Kolendą – Zaleską w zaprzyjaźnionej do granic możliwości stacji. Na wstępie urocza Pani Kasia z burzą pięknie zakręconych loków oznajmia z dumą, że od zeszłego tygodnia jeździła z Premierem Donaldem Tuskiem w jego tuskobusie i uczestniczyła we wszystkich spotkaniach z wyborcami. Najpierw pomyślałem, ale kutwa z tego Waltera, nie dać nawet służbowego samochodu takiej gwieździe „dziennikarstwa”, ale z dalszej części rozmowy zorientowałem się, że chodzi o podkreślenie faktu, że tak powiem, dopuszczenia.
Przez chwilę z moim pokręcono prawicowym umyśle pojawiła się wizja jakiegoś dziennikarza BBC przechwalającego, że półtora tygodnia spędził na pokładzie autobusu jednej z biorących udział w wyborach partii w czasie szczytu kampanii wyborczej. Wizja ta jakoś nie mogła się do końca zmaterializować, bo z tego co wiem robota w BBC to całkiem dobra fucha w ogarniętej kryzysem Wielkiej Brytanii.
Skoro już Pani Kasia rozgrzała widownię perspektywą wiedzy pochodzącej z samego serca Tuskobusu posłuchałem co ma do powiedzenia. Opłaciło się. Zaczęło się oczywiście od rytualnych zapewnień, że Pan Premier (oby żył wiecznie, a panował jeszcze dłużej) walczy o zwycięstwo, że sondaże pokazują zbliżanie się PiS do PO, ale do zwycięstwa partii Jarosława Kaczyńskiego nie dojdzie. Na marginesie, ciekawe, że ostatnio mamy pojedynek „Platformy Obywatelskiej z partią Jarosława Kaczyńskiego”.
Najciekawszy był jak zwykle deser. Co będzie jak respondenci znów ołgali ankieterów w żywe oczy i pomimo zapewnień, że zagłosują na PO, zagłosują skrycie na Kaczyńskiego. No to wtedy Pani Kasia pojechała otwartym tekstem – Prezydent uszanuje wolę wyborców i powierzy, w pierwszym konstytucyjnym kroku, misję formowania rządu Jarosławowi Kaczyńskiego. Nie dodała, bo przecież nie musiała, nawet najdurniejsza pogodynka z Walterowi wie, że już tam nieleźno-zaprzyjażnione media dopilnują, by „cała Polska” widziała jak to kłótliwy Kaczor, pomimo werdyktu wyborców nie potrafi się dogadać i sformować rządu.
Wisienką na torcie, była uwaga, że w drugim kroku konstytucyjnym powstanie rząd PO – PSL – Palikot - SLD, ale bez Donalda Tuska. Zgroza i sromota, jakże to tak, nie dalej jak tydzień temu piękna blond redaktor z przejęciem relacjonowała słowa samego Donalda, że z odpowiedzialności za Polskę zostanie premierem na druga kadencję, a trzecią pozostawi komuś młodszemu. Teraz słyszymy, że już druga kadencja Tuskowi może nie być dana.
Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że Pani Kolenda – Zaleska nawiązała jakieś połączenie z tymi samymi krasnoludkami, którzy poza zaplataniem warkoczyków koniom i siusianiu do mleka poczuli się w obowiązku wytłumaczyć Donaldowi Tuskowi, że prezydentura to cieciowanie na Krakowskim Przedmieściu przy kryształowym kandelabrze (nikt lepiej od prezydenckiego rzecznika, nie wie, że cieciowanie to naprawdę nic fajnego). Znając jednak cechy charakterologiczne owych krasnali może to one postanowiły jasno i dobitnie uświadomić Premierowi, że jeżeli skrewi choćby jednym procentem, to misję rządu ocalenia Polski przed Kaczorem otrzyma ktoś inny, a Tusk wyleci z sań na pożarcie wilkom, jako winny temu, że Kaczor wybory wygrał.
W sumie logika krasnali jest oczywista, skoro nie da się wytłumaczyć nadchodzącej katastrofy gospodarczej rządami Kaczora z Lepperem, a winny musi być, to wybór jest aż nadto oczywisty. W tym kontekście pochwalić trzeba krasnali za dalekowzroczność, już w zeszłym roku wiedzieli, że kogoś z sań będzie trzeba wyrzucić i szkoda marnować idealnego kandydata na zająca mającego odciągnąć uwagę wilków na cieciowanie kandelabrów.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)