Fredd Fredd
3766
BLOG

Czarna owca w narodzie wybitnych samobójców

Fredd Fredd Polityka Obserwuj notkę 37

Tak jak Włosi w XVI i XVII wieku słynęli z umiejętności swych trucicieli, tak III Najjaśniejsza zapisała piękna kartę, gdy idzie o samobójców. Kogóż w naszej Hall of Fame samobójców nie ma.
 

Poczet otwiera minister Sekuła, który twardy był, a nie miętki i wziął przykład z Samurajów (może w jego żyłach płynęła kropla samurajskiej krwi). Minister popełnił seppuku, a więc możliwie najboleśniejsze samobójstwo poprzez rozpłatanie brzucha. Ponieważ minister nie miał pod ręką katany, postanowił strzelić sobie w brzuch. Trzy razy dla pewności. Męczył się jeszcze miesiąc w szpitalu zanim dołączył do swych japońskich przodków.

Minister Sekuła to „czerwone książątko”, wiec dla niego śmierć honorowa, dla plebsu zwykłe powieszenie. Powiesił się „Baranina”, powywieszali się porywacze Krzysztofa Olewnika, a nawet strażnik więzienny, który ich nie upilnował. W zasadzie to trudno mówić, o porywaczach Olewnika, skoro według ostatnich ustaleń Olewnik samouprowadził się. Można zatem mówić o samobójstwach Kościuka i Pazika – samouprowadzaczy Krzysztofa Olewnika. Sam Olewnik zasługuje na uwagę, choćby po to by spytać, czy przed samouprowadzeniem się, czy też po owinął się siatką ogrodzeniową i zakopał.
 

Lud prosty też potrafi wydać z siebie prawdziwy samobójczy diament – ot babinka z Warszawy, co czynszu nie płaciła, a dobrowolnie wyeksmitować się nie chciała popełniła samobójstwo. Żeby oszczędzić rodzinie na kosztach kremacji, po samobójstwie samospaliła się i porzuciła własne zwłoki w Lesie Kabackim.
 

W tym towarzystwie blado wypada Andrzej Lepper, który po 20 latach działalności politycznej z komornikami na karku „dokonał zamachu samobójczego z powodu kłopotów finansowych”. Wszak wiadomo, dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho nie urwie.
 

Specjaliści różnej maści dokonywali podobnych zamachów samobójczych, ot jeden ekspert od lotnictwa co nos w katastrofę smoleńską wsadził, zmęczył się tym wściubianiem nosa i na wywczas do Indii pojechał. Tam w depresję tak okrutną popadł, że zamachu samobójczego się dopuścił. Jest i szyfrant Zielonka – ten to patryjota obok Rejtana zasiadać godzien. Miał głowę pełna informacji wartych więcej złota niż sam ważył, z żona pokłóciwszy się okrutnie spakował kilka najcenniejszych pamiątek rodzinnych w nurta Wisły niczym Wanda rzucił się był. I tylko, źli, zawistni ludzie coś tam bełkocą o willi pod Pekinem.
 

Zatem nasz prokurator „pułkownik” jawi się jako wyjątkowa czarna owca. Żołnierz, co z bronią się tak obchodzi, że we własny łep trafić nie zdołał (a ten, co widać, dorodnych rozmiarów, jak nie przymierzając kita u pasa…)  

Woźny pas mu odwiązał,

pas słucki, pas lity,

Przy którym świecą gęste kutasy jak kity...

 (Adam Mickiewicz "Pan Tadeusz", księga I, Gospodarstwo)..

Jak nasza armia cała taka, to sromota nam pisana, nie zatrzymają zagonów pancernych „Baćki” nasi dzielni piloci na drzwiach stodoły loty nurkowe przeprowadzający. A i nasza psychuszka cosik zaspała, zwykle otacza samobójców opieką, a tu niedoszły za celebrytę niczym Doda robi, wywiadów na szpitalnym łożu boleści udziela.
 

Wyjątkowo spodobała mi się informacja „na pasku” umieszczona przez anonimowego funkcjonariusz Tusk Vision Network o „dramatycznym oświadczeniu, wygłoszonym dramatycznym tonem” jakie poprzedzać miało „nieudany zamach samobójczy”. Włączam wieczorem Walterownie, słucham pułkownika prokuratora, a tam dramatyzmu tyle co w oświadczeniach innego pułkownika. Nawet ton głosu podobny, jak bym Władimira Władymirowicza z młodzieżą rozmawiającego słuchał.      

 

 

 

Fredd
O mnie Fredd

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (37)

Inne tematy w dziale Polityka