Prezydent Gruzji udzielił gazecie Libération wywiadu http://www.liberation.fr/actualite/monde/347379.FR.php
Stwierdza on tam, że:
Si l’Union européenne avait été présidée par un petit pays ou si Sarkozy était parti en vacances, il y aurait eu de grandes chances que les chars russes soient déjà à Tbilissi.
Na nasze oznacza to, że “gdyby Unii przwodniczył teraz mały kraj, lub gdyby Sarkozy nie przerwał urlopu, bardzo prawdopodobne, że rosyjskie czołgi stałyby teraz w Tbilisi”. To nasz prezydent gna do Gruzji, naraża się na fizyczne niebezpieczeństwo, a tu taki afront! Przez cały wywiad ani razu nie wspomniał o roli Polski i prezydenta! Chwali za to Sarkozego. Czy nasz obrażalski zniesie taką zniewagę? Sarkozy ukradł Kaczyńskiemu show, a Saakaszwili nie zwraca na to uwagi.
Zostają dwa wyjścia:
1) Zostawić Gruzję (bo jak im tak na zdaniu Francji zależy, to pewnie chcą być sojusznikiem Francji, czyli, de facto, Rosji, a my z takimi nie chcemy mieć nic wspólnego), obrazić się ostatecznie na duże państwa UE, a w kraju dalej opowiadać sobie bajeczki o bohaterskiej roli prezydenta.
2) Otrzeźwieć i sprowadzić znaczenie wiecu z udziałem 6 prezydentów do właściwych proporcji.
Ciekawe, która opcja w polskiej polityce zwycięży i czy już kompletnie zwariowaliśmy.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)