zdecydowany teseuszek zdecydowany teseuszek
54
BLOG

Ukraina przegrywa wojnę

zdecydowany teseuszek zdecydowany teseuszek Polityka Obserwuj notkę 2
Kijów powinien wymienić ziemię na pokój, skoro Moskwa wygrywa wojnę.

Po czterech latach od rozpoczęcia przez Rosję pełnej inwazji na Ukrainę, administracja Trumpa naciska na Kijów, aby zgodził się na bolesne ustępstwa terytorialne jako cenę pokoju. W projekcie porozumienia pokojowego, o którym po raz pierwszy poinformował portal Axios w listopadzie, administracja zaproponowała uznanie całego Krymu, Doniecka i Ługańska za de facto terytorium rosyjskie oraz zachowanie przez Rosję kontroli nad częściami Chersonia i Zaporoża, które obecnie okupują jej wojska. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski stawia opór, odmawiając podjęcia jakichkolwiek działań, które naruszałyby integralność terytorialną jego kraju. Jednak realia pola bitwy nie są po jego stronie.

Ukraina stawiała mężny opór, ale jej determinacja nie może ukryć faktu, że przegrywa wojnę. Rosja kontroluje znaczny obszar terytorium Ukrainy, a Kijów ma niewielkie szanse na jego wyparcie, co pokazała nieudana kontrofensywa Ukrainy w 2023 roku. Co prawda, ostatnie rosyjskie zdobycze następują bardzo powoli i kosztem znacznych kosztów. Nie zmienia to jednak faktu, że Rosja posiada obecnie prawie jedną piątą terytorium Ukrainy w granicach z 1991 roku – ani tego, że większe zasoby i liczba ludności Rosji oznaczają, że Moskwa może walczyć przez kolejne lata. Przełamanie tej rosyjskiej przewagi i odzyskanie utraconych terenów na polu bitwy wymagałoby czasu i inwestycji, których Ukraina nie ma. Obecne okoliczności popychają zatem Kijów w kierunku kompromisowego pokoju – takiego, który nieuchronnie obejmie oddanie terytorium Ukrainy.

Sądząc po samych liczbach, trajektoria wojny nie sprzyja Ukrainie. Wskaźniki strat na polu bitwy po obu stronach są tego przykładem. Rosyjski portal Mediazona śledzi liczbę ofiar wśród rosyjskich żołnierzy, wykorzystując media społecznościowe, nekrologi i oficjalne komunikaty rządowe, i przedstawia najbardziej wiarygodne szacunki. (Szacunki zachodnich agencji wywiadowczych różnią się znacznie i często korelują z preferencjami politycznymi rządu). Na koniec 2025 roku analitycy Mediazony zidentyfikowali 156 151 Rosjan, którzy zginęli w wojnie, a ponieważ nie każdy zgon jest publicznie zgłaszany, wykorzystali dane demograficzne do oszacowania łącznej liczby 219 000 ofiar. Ukraińska organizacja pozarządowa UA Losses, stosująca podobną metodologię, zgłosiła 87 045 Ukraińców poległych w akcji i 85 906 zaginionych w akcji, co prawdopodobnie obejmuje również nieujawnione zgony i dezercje.

Chociaż Ukraina ponosi mniejsze straty w ujęciu bezwzględnym, wojna uszczupla jej zasoby ludzkie. Ludność Ukrainy liczy obecnie nieco poniżej 36 milionów, co stanowi około 26 procent 140-milionowej populacji Rosji. Ukraina ma nieco poniżej 9,5 miliona mężczyzn w wieku od 25 do 54 lat, a straty wyniosły od jednego do dwóch procent tej grupy. W Rosji , która ma nieco ponad 30,2 miliona mężczyzn w tej samej grupie wiekowej, nieco wyższe straty stanowią zaledwie 0,5 do 0,7 procent całości. Ostatecznie Rosja, ze swoją znacznie większą populacją, może ponieść większe straty niż Ukraina.

Co więcej, Rosja walczy głównie za pomocą żołnierzy kontraktowych – osób, które zgłosiły się na ochotnika – i trzyma poborowych z dala od frontu. Rezultatem jest większa motywacja rosyjskich żołnierzy. Jak dotąd Moskwa nie ma większych problemów z zaspokojeniem potrzeb rekrutacyjnych. Ukraina natomiast w dużej mierze opiera się na poborze. Ostatnie niedobory w rekrutacji i dezercje doprowadziły do ​​coraz bardziej drakońskich działań mających na celu osiągnięcie celu poboru 30 000 żołnierzy miesięcznie. Należą do nich „biznesyfikacja”, czyli praktyka łapania mężczyzn z ulicy i przewożenia ich minivanami do lokalnego biura rekrutacyjnego. Oprócz tego, że są niepopularne, brutalne metody przynoszą straty głównie starszym, słabszym zdrowiu i wyraźnie niechętnym żołnierzom, z których wielu dezerteruje przy pierwszej okazji. Ci, którzy pozostają, w niewielkim stopniu przyczyniają się do wysiłku wojennego.

Jeśli chodzi o główne systemy uzbrojenia, Rosja ma przewagę pod każdym względem. Według stanu na 2025 rok rosyjskie czołgi przewyższały liczebnie ukraińskie w stosunku prawie pięć do jednego, wliczając w to sprzęt, który Moskwa ma w swoich magazynach. Rosja posiadała ponad trzy razy więcej bojowych wozów piechoty i transporterów opancerzonych niż Ukraina. Miała 670 holowanych dział artyleryjskich w porównaniu do 543 na Ukrainie. Miała pięć razy więcej artylerii mobilnej, prawie dziesięć razy więcej wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych i prawie pięć razy więcej moździerzy. Rosja miała 163 samoloty bojowe; Ukraina 66. Chociaż ogromna przewaga Rosji opiera się częściowo na starszym, magazynowanym sprzęcie, znaczna część zachodniego sprzętu wysyłanego na Ukrainę jest również stara i pochodzi z zapasów krajów partnerskich. Ale nawet pomijając sprzęt magazynowany, w większości kategorii zapasy Rosji są co najmniej dwukrotnie większe niż Ukrainy.

Siła gospodarcza jest fundamentem siły militarnej, a Rosja ma w tym względzie również przewagę. PKB Rosji w 2024 roku (mierzone parytetem siły nabywczej) wyniosło prawie 7 bilionów dolarów. Dla porównania, PKB Ukrainy wyniósł prawie 657 miliardów dolarów, czyli mniej niż 10% tego, co Rosja. Dane nominalne pokazują tę samą znaczącą różnicę. Wydając około 7% PKB, Rosja może przeznaczyć 484 miliardy dolarów na obronność. Nawet jeśli Ukraina wyda 30% swojego PKB, będzie w stanie zgromadzić budżet obronny w wysokości zaledwie 197 miliardów dolarów, czyli mniej niż połowę budżetu Rosji.

Trzeba przyznać, że ta liczba zaniża długoterminowy potencjał militarny Ukrainy, ponieważ nie uwzględnia znacznej pomocy finansowej i rzeczowej, jaką kraj ten otrzymywał od Europy Zachodniej, a do niedawna także od Stanów Zjednoczonych. Ukraina jest jednak bardziej zależna od partnerów zagranicznych niż Rosja. Rosja posiada rozbudowany, rodzimy przemysł zbrojeniowy i ogromne arsenały militarne, choć i ona w pewnym stopniu polega na sojusznikach, w tym na Chinach i Korei Północnej. Rosja może nie mieć wszystkich atutów, ale dysponuje dużymi batalionami i głębokimi kieszeniami.

Na koniec, rozważmy strategiczne cele każdej ze stron. Chociaż trwają dyskusje na temat potencjalnych celów Rosji, wypowiedzi członków rządu podkreślają dwa: kontrolę nad częścią lub całością ukraińskich obwodów: donieckiego, chersońskiego, ługańskiego i zaporoskiego oraz utrzymanie Ukrainy poza NATO.

Władze rosyjskie od dawna starały się uniemożliwić Ukrainie przystąpienie do NATO , argumentując, że członkostwo Ukrainy w sojuszu stanowiłoby zagrożenie militarne dla Rosji. Czasami wydawało się nawet, że cel ten przeważał nad szerszymi ambicjami terytorialnymi. Kiedy Rosja zajęła Krym w 2014 roku, wyraźnie pragnęła przejąć kontrolę nad tym terytorium. Bojownicy powiązani z Rosją, z różnym poparciem Rosji, chwycili za broń w Doniecku i Ługańsku, które razem tworzą Donbas, aby oderwać się od Ukrainy mniej więcej w tym samym czasie. Rosja poparła jednak porozumienia mińskie, które zakończyły walki, ale nie zawierały dalszych żądań terytorialnych wobec Ukrainy. Jednym z możliwych wyjaśnień jest to, że Moskwa, przyznając, że Donieck i Ługańsk pozostaną w zfederalizowanej Ukrainie, miała nadzieję, że prorosyjskie regiony powstrzymają Kijów przed przystąpieniem do NATO lub jakimkolwiek innym skłanianiem się ku Zachodowi. Rosja formalnie uznała niepodległość Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej dopiero w przededniu inwazji na Ukrainę w lutym 2022 r. W przemówieniu prezydenckim z września 2022 r. i w późniejszym parlamencie Rosja formalnie zaanektowała te dwa regiony, a także Chersonie i Zaporoże.

Obecnie Rosja kontroluje 99% Ługańska, 76% Chersonia, 74% Zaporoża i 72% Doniecka. Siły rosyjskie posuwają się naprzód w Zaporożu, w Chersoniu trwają drobne walki, a Moskwa prowadzi ograniczone operacje na północy, aby zabezpieczyć strefę buforową w obwodach charkowskim i sumskim. Jednak pozytywna reakcja Rosji na 28-punktowy plan pokojowy administracji Trumpa – który zapewniłby Moskwie cały Donieck i Ługańsk, ale tylko część pozostałych wschodnich regionów Ukrainy – sugeruje, że pełna kontrola nad Donbasem jest najściślejszym celem terytorialnym Moskwy. Jej najściślejszym celem politycznym pozostaje utrzymanie Ukrainy poza NATO. W idealnym świecie rosyjscy przywódcy mogliby stawiać sobie ambitniejsze cele terytorialne i polityczne. Jednak po czterech latach wyczerpującej wojny te bardziej ograniczone osiągnięcia wydają się być wszystkim, co prezydent Rosji Władimir Putin uważa za możliwe do osiągnięcia.

W przeciwieństwie do tego, ukraińscy przywódcy stanowczo twierdzili, że ich celem pozostaje przywrócenie kontroli nad terytorium określonymi granicami kraju z 1991 roku, w tym Krymem, oraz obrona suwerenności Ukrainy, a zwłaszcza swoboda przystąpienia do dowolnego sojuszu, jakiego zapragnie Kijów. Ukraina nie ma jednak ani zasobów wojskowych, by przeprowadzić skuteczną ofensywę, ani woli politycznej, by zapewnić zdecydowaną obronę.

Biorąc pod uwagę długość obecnej linii frontu i problemy kadrowe Ukrainy, większość ukraińskich jednostek musi pozostać w defensywie. W czerwcu 2023 roku armia rosyjska przełamała ukraińską kontrofensywę, tworząc tzw. Linię Surowikina – system solidnych fortyfikacji wspieranych przez potężną artylerię i inną broń ognia pośredniego. Ukraińcy natomiast dopiero z opóźnieniem rozpoczęli budowę podobnych umocnień. Ambitny cel Ukrainy, jakim jest wyzwolenie terytorialne, sprawił, że jej armia nie ma zbyt wielu bodźców do umacniania linii frontu ani obszarów za nią. Dostarczenie zaawansowanej broni zachodniej mogło również przekonać Ukraińców, że mogliby zastąpić innowacje operacyjne technologią lub większym wsparciem Zachodu. Szerząca się korupcja podważyła wszystkie aspekty ukraińskiego wysiłku wojennego, w tym budowę fortyfikacji. Rosja sama w sobie nie jest wolna od korupcji, ale jej rozmiary i przewagi gospodarcze sprawiają, że jej skutki są mniej szkodliwe.

Cele Rosji wydają się w miarę zgodne z jej możliwościami i tendencjami na polu bitwy. Cele Ukrainy, wręcz przeciwnie, wydają się poza jej zasięgiem. Ukraińskie siły zbrojne są tak rozciągnięte wzdłuż 1000-kilometrowej linii kontroli, że nie są w stanie skutecznie jej bronić. Ukraina ma na linii frontu zaledwie około 300 000 żołnierzy, czyli 483 żołnierzy na milę. Podczas zimnej wojny zachodni planiści uważali, że skuteczna obrona granicy między NATO a Układem Warszawskim wymagałaby około jednej dywizji (25 000 żołnierzy) na 25 kilometrów, czyli około 1500 żołnierzy na milę. Zgodnie z tą zasadą, Ukraina dysponuje mniej niż połową liczby żołnierzy potrzebnych do skutecznej obrony linii frontu.

Z drugiej strony, siły rosyjskie na okupowanym terytorium Ukrainy liczą obecnie ponad 700 000 żołnierzy, co mogłoby zapewnić gęstość co najmniej 1129 żołnierzy na milę. Przechodząc do ofensywy, Rosja może dalej koncentrować siły tam, gdzie chce, i bronić reszty linii mniejszymi siłami. Będąc w defensywie, Ukraina musi rozmieścić swoje siły względnie równomiernie na całej linii frontu, w przeciwnym razie ryzykuje, że w momencie ataku Rosji zabraknie im sił. Ukraina musi również pilnować 1080-kilometrowego odcinka granicy z sojusznikiem Rosji, Białorusią, co jeszcze bardziej rozrzedzi jej siły.

Technologia wojskowa również nie dała Ukrainie wyraźnej przewagi. Ukraina, modernizując swoje siły zbrojne zgodnie ze standardami NATO od 2015 roku, korzystała z różnych zaawansowanych broni, zwłaszcza od wybuchu wojny w 2022 roku. Zachód wysłał Ukrainie wszystko, od przeciwpancernych pocisków kierowanych, przez wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe, po pociski manewrujące dalekiego zasięgu, rakiety obrony powietrznej Patriot i samoloty myśliwskie. Żaden z nich nie okazał się decydujący, z wyjątkiem dronów szturmowych i rozpoznawczych.

Niewątpliwie, rozmieszczenie dronów po obu stronach linii frontu radykalnie zmieniło charakter walki. Około sześciu mil po obu stronach frontu stało się „strefą śmierci”, w której pojazdy i duże formacje wojsk można szybko namierzyć i bezlitośnie zaatakować, co ogranicza mobilność pod ostrzałem. Jednak ostatnio nastąpiła drastyczna zmiana w równowadze innowacyjności. Zachodni analitycy konsekwentnie kwestionowali zdolność adaptacji rosyjskiej armii, ale to Ukraińcy teraz pozostają w tyle. Rosja dysponuje większymi możliwościami w zakresie skalowania technologii dronów, co przekłada się na szacowaną dziesięciokrotną przewagę w liczbie dronów produkowanych i wykorzystywanych na polu bitwy.

Rosyjskie innowacje taktyczne miały jeszcze poważniejsze konsekwencje dla sił ukraińskich. Przełom nastąpił podczas ukraińskiej inwazji na rosyjski Obwód Kurski w 2024 roku. W odpowiedzi na tę inwazję siły rosyjskie zaczęły działać inaczej. Zastąpiły one światłowodowe systemy naprowadzania, gdy Ukraina rozwinęła zdolność do zakłócania dronów sterowanych radiowo, niwelując potencjalną przewagę Ukrainy w walce elektronicznej przeciwko dronom. Zaczęli atakować ukraińskich operatorów logistycznych i dronów, a nie pojedynczych żołnierzy na linii frontu, znacznie efektywniej wykorzystując swoje drony niż wcześniej. Drony rozpoznawcze wzmacniają tradycyjną przewagę Rosji w artylerii (i innych pośrednich systemach ognia, takich jak bomby kierowane), zapewniając znacznie skuteczniejszą korektę ostrzału – kierunek namierzania celu – niż mogą to zapewnić obserwatorzy na ziemi. Ta zdolność umożliwia siłom rosyjskim znaczne osłabienie ukraińskich pozycji obronnych i przechwycenie ukraińskich sił daleko za linią frontu.

Powiązaną rosyjską innowacją jest taktyka piechoty, która przypomina taktykę infiltracji opracowaną przez Niemców pod koniec I wojny światowej, aby przełamać impas na froncie zachodnim. Niewielkie grupy rosyjskich żołnierzy – zazwyczaj grupy szturmowe składające się z trzech lub czterech szturmowców lub nieco większe grupy sabotażowo-rozpoznawcze – coraz częściej penetrują ukraińskie linie przez strefę śmierci opanowaną przez drony. Żołnierze w małych grupach, w przeciwieństwie do czołgów czy bojowych wozów piechoty, nie są atrakcyjnym celem, a Rosjanie nauczyli się wykorzystywać złą pogodę i ciemność, aby unikać ukraińskich rozpoznań podczas infiltracji. Ukraińcy próbowali stosować podobną taktykę, ale ze względu na swoją mniejszą liczebność, nadal są w dużym stopniu uzależnieni od dobrze widocznych i podatnych na ostrzał pojazdów opancerzonych do dostarczania żołnierzy, co ogranicza ich skuteczność.

Europejscy zwolennicy Ukrainy wezwali Kijów do odrzucenia rosyjskiego żądania oddania całego Donbasu. Kaja Kallas, wysoka przedstawiciel UE ds. zagranicznych, nazwała wymianę terytorium Ukrainy w zamian za pokój „pułapką”. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz, prezydent Francji Emmanuel Macron i przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wielokrotnie deklarowali, że „granice międzynarodowe nie mogą być zmieniane siłą”. Niektórzy obawiają się, że uległość wobec Putina, podobnie jak miało to miejsce po tym, jak poprzednie pokolenie europejskich przywódców zawarło układ z Hitlerem w Monachium w 1938 roku, jedynie zaostrzy apetyt rosyjskiego przywódcy na więcej terytorium Ukrainy, a nawet na terytorium NATO w przyszłości.

Bardziej uzasadnionym argumentem jest to, że pozostałe, kontrolowane przez Ukraińców, donbaskie „miasta-twierdze” – Kramatorsk i Słowiańsk – stanowią kluczowe ogniwa obrony Ukrainy. Walka w terenie jest kosztowna, co czyni miasta wysoce obronnymi, a na dzisiejszym polu bitwy zdominowanym przez drony oferują one osłonę i ochronę jako punkty koncentracji wojsk. Biorąc pod uwagę problemy kadrowe Ukrainy, obrona ufortyfikowanych wysp może wydawać się dobrym rozwiązaniem. Jednak utrzymanie donbaskich miast-twierdz nie jest powodem do kontynuowania wojny. Terytorium położone dalej za linią frontu można chronić bez nich, budując dedykowane fortyfikacje. Rosja pokazała również, że nawet miasta-twierdze można otoczyć, odizolować i oczyścić dzięki infiltracji małych jednostek, jak to miało miejsce ostatnio w Czasiw Jarze, Hulapolu, Pokrowsku i Siwersku – i może jeszcze uda się to zrobić w Konstantynówce i Kupiańsku.

Utrata reszty Doniecka, choć z pewnością stanowi cios dla ukraińskiego poczucia własnej wartości, niekoniecznie otworzyła Moskwie drogę do Kijowa. Między październikiem 2024 a październikiem 2025 roku Rosjanie przejęli kontrolę nad 1703 milami kwadratowymi terytorium Ukrainy. Pozostała część nieokupowanej Ukrainy na wschód od Dniepru obejmuje 57 066 mil kwadratowych terytorium. Przy tempie postępów Rosji w zeszłym roku, Moskwa potrzebowałaby ponad 30 lat, aby dokonać takiego podboju.

Pomimo paniki w Europie Zachodniej, Rosja, która w zasadzie ogłosiłaby zwycięstwo w Donbasie, stanowiłaby niewielkie zagrożenie dla reszty kontynentu. Donbas to nie Sudety, ponieważ obecna taktyka rosyjska w niczym nie przypomina blitzkriegu, który w krótkim czasie pozwolił nazistowskim Niemcom zdobyć ogromne połacie terytorium. Podbój reszty Ukrainy zająłby Rosji dekady, więc jakiekolwiek bezpośrednie zagrożenie dla większości innych krajów Europy ujawniłoby się dopiero w odległej przyszłości.

Nie ma jednak wątpliwości, że Rosja może osiągnąć bardziej ograniczone cele siłą zbrojną. Około 2866 mil kwadratowych Doniecka pozostaje pod kontrolą Kijowa. Jeśli siły rosyjskie będą kontynuować ofensywę w tempie z zeszłego roku, mogłyby ją zdobyć w półtora roku, co jest rozsądnym terminem. Mogą również przejąć kolejne części Charkowa, Sum i Zaporoża. Z pewnością kosztowałoby to Rosję dodatkowe pieniądze i krew, ale nałożyłoby to na Ukrainę relatywnie wyższe koszty, na które Kijów nie może sobie pozwolić.

Ukraińcy i ich sojusznicy muszą teraz zadać sobie pytanie, co przyniesie kolejny rok wojny i za jaką cenę. Wśród wysokich rangą ukraińskich urzędników, w tym Kiryła Budanowa, szefa sztabu prezydenta i byłego szefa wywiadu wojskowego, narasta poczucie, że chociaż ukraińskie głębokie uderzenia i ataki na moskiewską „flotę cieni” tankowców – nieoznakowane jednostki, których Rosja używa do unikania sankcji – szkodzą Rosji, to nie zakończą wojny w najbliższym czasie.

Mając przed sobą szersze cele, Ukraina stoi w obliczu perspektywy oddania terytorium, co byłoby bolesne dla Kijowa. Nie musi to jednak oznaczać końca Ukrainy jako państwa niepodległego. Ukraina pozbawiona wschodnich regionów mogłaby kontynuować kijowski projekt budowy państwa zorientowany na zachód. Jeszcze przed rosyjską inwazją w 2022 roku Ukraina przesuwała już swój gospodarczy środek ciężkości z rdzewiejącego Donbasu w kierunku postindustrialnego centrum i Zachodu. Dzięki kompleksowym reformom politycznym i gospodarczym; poważnym działaniom antykorupcyjnym, zwłaszcza w sektorze wojskowym; kampanii na rzecz budowy pozycji obronnych zoptymalizowanych pod kątem dronów i działań wojennych o niskiej gęstości oraz zainwestowaniu znacznych środków i wysiłku organizacyjnego w innowacje na polu walki, Ukraina mogłaby być w silniejszej pozycji, by bronić się w razie ponownego ataku. Zaakceptowanie teraz niekorzystnego porozumienia pokojowego dałoby Kijowowi przynajmniej szansę na lepszą przyszłość. Odrzucenie go teraz jedynie przedłużyłoby kosztowną i przegraną wojnę.

Sygnalista ABW

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka