Moja Babcia opowiadała mi, że w dzieciństwie wielkie wrażenie robiła na niej powieść Roberta Louisa Stevensona "Porwany za młodu".
Ja mam z kolei wrażenie, że umiłowanie awanturniczej przygody rzutuje na osobowość miłościwie nam panującego premiera Donalda Tuska. Musi czuć się nie lada bohaterem, wspominając coś, co ani chybi musiało być jakąś formą uprowadzenia:
``Tusk w rozmowie z TVN24 przyznał, że był świadom, iż kolumna samochodów, którą z białoruskiego Witebska jechał do Smoleńska, poruszała się szybciej niż Jarosława Kaczyńskiego.
- Byliśmy świadomi, że Rosjanie robią wszystko, żeby ta oficjalna delegacja z moim udziałem była pierwsza. Nawet jadący ze mną minister Graś zwracał uwagę obsłudze, kierowcy, rosyjskiemu oficerowi ochrony, który siedział w naszym samochodzie, żeby zwolnili, żebyśmy razem dojechali z tą grupą Jarosława Kaczyńskiego. Ale Rosjanie nie reagowali- relacjonuje.
Według premiera Rosjanie "mieli najwyraźniej prikaz", by jego delegacja na miejsce katastrofy dotarła wcześniej.``
I nic nie mógł zrobić! Tyle naszej suwerenności.
Ale patrzcie Państwo, nie dość, że gibki i wąski w talii, to jeszcze dzielny - nie krzyczał, gdy go dowożono...



Komentarze
Pokaż komentarze (6)