Niezręcznie jest powoływać się na samego siebie - ale gdy przeczytałem nazwiska poszukwianych w związku z zamachem w Bostonie, przypomniałem sobie swoje zdziwienie deklaracją Władimira Władimirowicza Putina przekazaną Barackowi Obamie wraz z kondolencjami.
Otóż, jak podawały radiowe serwisy, Putin tuż po ataku zaoferował Obamie... pomoc w śledztwie.
Gdzie Rzym, gdzie Krym? (Boston/ Kreml?).
A tu niespodzianka: Tamerlana usiekli, a poszukiwany przez policję i wszystkie siły w USA to... Dzhokhar Tsarnaev.
Nie jest to chyba arabskie nazwisko, pachnie raczej Kaukazem.
Zatem jak? Putin wiedział, nie powiedział? Czy może - z godną KGB-isty subtelnością - puścił sygnał drugowi Barackowi, że ręce długie - choć ładunek niewielki?
A to wszystko w kontekście pojednania Obamowsko-Putinowskiego deklarowanego w listach, co je specjalni wysłannicy do cara wozili.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)