Jednak wyraźnie postępujące zaniepokojenie wydaje się być w totalniackich kręgach dość powszechne, o czym świadczyłby nie tylko drżący głos „Yjwy”, ale także zawieszona w tle grobowa mina żałobnika w wykonaniu przewodniczącego partii, przywołująca obrazki z niedawnych protestów sądowo-świeczkowych, na których obok różnych przejętych rolą Kiń „Gimbaz” Gajewskich ze smartfonowymi zniczami tudzież „znanych i szanowanych” tuzów polskiego światka prawniczego, w dziwnej zadumie zagłębiał się odziany w gustowną koszulkę polo Schet Schrekliwy, który to malujący się na obliczu wyraz głębokiej refleksji w obecnej sytuacji wydaje się nabierać nowego znaczenia. Tymczasem jednak, jak zwykła uprzejmie donieść korespondentka pewnej komercyjnej stacji radiowej, współpracująca dodatkowo na co dzień z pewnym dekanowym brukowcem (i nie mam tutaj bynajmniej na myśli „Faktu”), blady strach padł również na naszego „prezydęta jewropy”, który - jeśli wierzyć jej słowom - w panice co i rusz począł użalać się nad niechybnym aresztanckim losem własnym oraz umoczonego w piramidę finansową synalka osobom zainteresowanym i tym mniej zainteresowanym napotkanym na brukselskich korytarzach. Jeśli do tej pory totalniacka ferajna spodziewała się, że zgodnie z wielokrotnie przećwiczoną tradycją kolejni wybrańcy ludu zaraz po wyborach doznają nagłej amnezji (podobnej do tej, która masowo wręcz dotyka osoby zeznające przed komisją dowodzoną przez panią Wassermann), zapominając o obowiązku realnego rozliczenia afer nagrabionych przez poprzedników, zgodnie z powiedzeniem mówiącym nam, że „kobiety o określonej profesji” zwane też zgodnie z obecnie obowiązującą terminologią także „sex workerkami” nie są w stanie sobie nawzajem niczego skutecznie urwać, to wiele wskazuje na to, że teraz - po zrobieniu jako takiego porządku z „niezawisłymi sądami” - niejednego żyjącego dotąd w niewzruszonym niczym przeświadczeniu o własnej bezkarności ancymona z tego szacownego grona może spotkać niemiłe zdziwienie.
Stąd właśnie możemy spodziewać się w nadchodzących dniach i miesiącach coraz częściej i gwałtowniej występujących nerwowych reakcji w szeregach OT (Opozycji Totalnej), apogeum którego to procesu osobiście oczekiwałbym w momencie zawinięcia do ałesztu Pani Płezydent Wałszawy, ucieleśnienia którego to z kolei wydarzenia spodziewałbym się jeszcze przed terminem tegorocznych wyborów samorządowych, co stanowiłoby wspaniałe ukoronowanie pasma jakże rozlicznych tudzież spektakularnych sukcesów nie tylko Pani Płezydent, ale całego związanego z nią zarówno obecnie, jak i w przeszłości towarzystwa. Nie bez znaczenia pozostaje także smutna perspektywa „rozprucia się” w śledztwie Jowialnego Staśka umieszczonego póki co na 3 miechy pod celą jak zwykły śmiertelnik (!), a nie - jak to się dotychczas odbywało w gronie świętych krów - zwolnionego do domu za poręczeniem sobie podobnych „autorytetów”. Jazgot, jak już raczył zapowiedzieć sam przewodniczący, będzie się niósł po całej Europie, a pewnie i dalej, jednak czego należy życzyć obecnie rządzącym, to żelaznej konsekwencji przynajmniej w tej sferze bo póki co o - na ten przykład - polityce zagranicznej nie ma nawet co mówić. Będziemy mieli też okazję obserwować jak ów eksperyment na wciąż żywym organizmie, występujący pod nazwą reformy sądownictwa, sprawdza się w codziennej praktyce, a na ile wskutek chociażby zadeklarowanych już ustępstw wobec brukselskich biurokratów, może on stanowić jedynie zestaw działań pozorowanych.
Tak czy inaczej wydaje się, że nic już nie będzie takie samo, a wizja miss Bufetowej - kolokwialnie rzecz ujmując - pierdzącej w pasiaki, może stanowić coś na kształt urealnionego sennego marzenia, o którego wcieleniu w życie dotąd nie śmieli roić najwytrwalsi idealiści. Słowo pomału staje się ciałem, do ostatecznego rozliczenia (tym razem przez wyborców, a nie przez prokuraturę) działań obecnej ekipy zostało jeszcze 1,5 roku, czas wprawdzie biegnie nieubłaganie, ale innych alternatyw nadal na horyzoncie nie widać. W kontrze do „piątki Morawieckiego”, jakkolwiek by zawartych w niej propozycji nie oceniać (chciałoby się więcej, może nieco inaczej, ale przede wszystkim również w odmiennych obszarach), po stronie tzw. opozycyjnej nie istnieje nic poza histerycznymi spazmami, groźbami i niezbyt udolnymi próbami zastraszenia wszystkich wokół w rodzaju rzucanych co jakiś czas pomysłów odpalenia na nowo kolejnej Berezy „dla tych co nie z nami”. Póki co – jak się spodziewam – obóz rządzący szykuje realizację kolejnych postulatów oraz zestaw pomysłów i zapowiedzi na kolejną kadencję do ogłoszenia już w następnym roku wyborczym – w końcu w dobrym tonie byłoby pozostawić sobie jakoweś asy w rękawie i nie musi to dotyczyć jedynie harmonogramu zatrzymań. W tym wszystkim aby osiągnąć ostateczny sukces należałoby jednak bezwzględnie powściągnąć kolejne egzotyczne pomysły ze stajni różnorakich gowinowych sabotażystów w rodzaju wprowadzenia opłat za wjazd do centrów miast czy też kolejnych „rewolucyjnych” zmian w ordynacji wyborczej.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)