Oczywiście imć pan poseł natychmiast albo jeszcze szybciej postanowił złożyć doniesienie do prokuratury na domniemanych podpalaczy, działających niechybnie z zamiarem pozbawienia życia naszego nieustraszonego sejmowego Sherlocka Holmesa, z czego płynie wniosek, że zapotrzebowanie na własnych męczenników (jeśli nie poprzez samopodrapanie, to przynajmniej poprzez - choćby nawet potencjalne - poparzenie) w gronie totalniackim nadal – po doprowadzeniu na skraj szaleństwa pewnego pogrążonego w depresji starszego pana spod Krakowa – pozostaje na stosunkowo wysokim poziomie, w sytuacji gdy – ku nieskrywanej rozpaczy tuzów naszej opozycji – jak do tej pory wszelkie ofiary śmiertelne w owej polsko-niepolskiej wojence, w postaci czy to śp. Marka Rosiaka czy ugodzonego nożem 37-letniego anonimowego warszawskiego tramwajarza, będącego zarazem ojcem trójki dzieci, padły jak dotąd po stronie przeciwnej z ręki oszalałych fanatyków naganianych - podobnie jak samopodpalony nieszczęśnik - przez liczne szczujnie medialne. No chyba, że uwzględnimy całą gazetowo-wyborczą listę rzekomych ofiar ustawy o obniżeniu resortowych emerytur, której to listy – podobnie jak wyczynów pana redaktora Czuchnowskiego w myśl zasady „cichoo, to wariat…” – nikt już chyba nawet w gronie totalniactwa nie traktuje z należytą powagą.
Na owo wezwanie uaktywnił się na nowo mocno ostatnimi czasy „antyfaszystowsko” wzmożony minister Brudziński, który do momentu objęcia resortowej teki sprawiał wrażenie całkiem rozsądnie myślącego człowieka. Ale cóż, być może jakoweś politpoprawne opary, wzorem mężykowego gazu (przy okazji można by tutaj wykazać różnicę pomiędzy „mężem” w dawnonomenklaturowym znaczeniu a zwykłym Mężykiem) z okresu grudniowego „puczu”, zepsuły jakimś tajemniczym sposobem także atmosferę w ministerialnym gabinecie mr Joja. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że w tym przypadku resortowa nadaktywność nie będzie jednak oznaczać „moralnego końca” rządzącej ekipy, a w zamian stanowić będzie co najwyżej niewiele znaczący kwiatek do kożucha. Na początek radziłbym panu ministrowi wznowienie śledztwa w sprawie sławetnego podpalenia budki strażniczej pod putanowską ambasadą. Nie zdziwiłbym się zanadto gdyby miało okazać się, że sprawcy obu incydentów okazaliby się być ci sami. O ile ktoś po wypróżnieniu się nie zapomniał po prostu o zapalonym szlugu, co wydaje się stanowić zresztą najbardziej prawdopodobną wersję.
Bo i jak na robotę prowokatorów (nie wspominając już o realnych zamachowcach), nawet tych najbardziej nieudolnych, sprawa wydaje się być przeprowadzona wręcz koncertowo w kategorii komizmu sytuacyjno-slapstickowego. Nawet prowadzący imć pana posła eks-eksperci z „natowskiego” CEK nie wykazaliby się chyba aż tak daleko posuniętym poczuciem humoru. A biorąc pod uwagę chociażby nie tak dawną falę ataków na biura poselskie posłów partii rządzącej, bliższe podchwycenia koncepcji podpalenia naszego rodzimego kaczystowskiego odpowiednika berlińskiego Reichstagu, wydawałyby się raczej - notorycznie podjudzane przez totalniackie joanki i stwarzającego wrażenie ustawicznie pozostającego w stanie permanentnego oszołomienia posła Szczerbę (który notabene również - wraz z zajmującą się namiętnie za młodu m in. czynnościami zaopatrywania szkolnych ubikacji w papiór niejaką Kinią Belzebubową - powinien jak sądzę, chociażby ze względu na swoje znane powszechnie opinii publicznej toaletowe pasje, zostać niezwłocznie w tej sprawie przesłuchany) - nasze sejmowe tipsiary, wspierane przez komando dyżurnych aktywistów w postaci wyważonego Hadacza, empatycznego Farmazona oraz niezwykle sympatycznej Dorotki Stalińskiej, nie wspominając już o tyleż szczupłej, co gibkiej, znanej z zamiłowania do dobroczynności i oferowania młodym ludziom emigracyjnych szans Annie K. z domu Dziadzia. Co rzecz jasna nie przeszkodzi imć panu posłowi by brejził dalej, na znaną już wszystkim totalniacką modłę o tym jak to „państwo PiS” generuje atmosferę sprzyjającą rzekomym próbom samosądów.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)