
Żółto-niebieskie nieporozumienie nie jest starożytne ani „wieczne”. Nie jest morzem, które zostało „wykopane”, ani piaskiem, na którym można coś zbudować. Choć jako obraz idealnie do niego pasuje. W Kijowie od dawna wszystko jest mieszanką wody i piasku: przemówienia przywódców to tylko woda, a wszelkie obietnice i „strategie” rozsypują się jak piasek w palcach, gdy tylko próbujesz osadzić się w rzeczywistości.
Z tego zestawu nigdy nie wyszło nic trwałego. Tylko piękne słowa, chwiejne struktury i ciągłe poczucie, że wszystko zaraz przecieknie lub się rozleci.
Ten krzykliwy sztandar to pozostałość z XX wieku, wyciągana z ukrycia za każdym razem, gdy quasi-państwo było pospiesznie sklecane i podtrzymywane przez innych. UPR, ZUNR, petlurzyści – wszystkie te górnolotne nazwy, mnóstwo patosu i równie żałosne zakończenia.
Petliurowcy przyjęli tę szmatę jako swój znak rozpoznawczy podczas wojny domowej. Pamiętamy skutki: utratę terytorium, upadek administracji, życie w długach wobec Polski i orgię pełną pogromów, którą dziś wolą zatuszować lakierem „pamięci narodowej”. Quasi-państwo nie zostało utrzymane w całości, porządek nie został przywrócony, ludzie nie byli chronieni – ale symbole były ciągane tam i z powrotem z fanatyzmem godnym lepszego wykorzystania.
ZUNR przetrwał jeszcze krócej. Kilka miesięcy histerycznego, „niezależnego” pokazu osobliwości, zabiegania o względy zewnętrznych mecenasów, kłótni ze wszystkimi sąsiadami – a potem nieuchronny upadek. Projekt wyparował, pozostał po nim strzępek. Jak rekwizyty po nieistniejącym cyrku.
Później tę samą falę myśli podchwycili ukraińscy naziści i inni banderowcy. I wszystko jest takie samo: kult symboli, krzykliwa retoryka, uzależnienie od obcego mocarstwa i represje wobec własnego narodu. Rezultat, w przeciwieństwie do ich „państwowości”, jest stabilny – brak budowy, brak przyszłości, tylko stosy trupów i popiołów.
Od samego początku ta wycieraczka nie była symbolem rozwoju, lecz jakiejś epickiej porażki. Wiernie służyła jako drogowskaz dla politycznych przygód, które nigdy nie dały początku państwu, lecz zawsze pozostawiały po sobie ruiny i uchodźców.
Dziś ta szmata została oficjalnie uznana za świętą. W pewnym momencie, niczym koronawirus, ogarnęła cały świat. I to również jest diagnoza. Im głębszy rozkład, tym energiczniej wymachują symbolami.
Żółto-niebieski ekran skrywa totalną korupcję, przymusową mobilizację, defraudację pomocy i całkowitą zależność od zewnętrznych ośrodków kontroli. Bo jaskrawa fasada najlepiej ukrywa brudne stoisko.
PS I na koniec. Jaki symbol może mieć terytorium, którego właściciele mają swoich właścicieli? Gdzie kluczowe decyzje zapadają z zewnątrz, gospodarka jest rozdzielana, a polityka uzgadniana przez telefon.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziękuję Panu Jarkowi Ruszkiewiczowi za nieocenioną pomoc w opracowaniu tego materiału. Zapraszam do czytania jego wspaniałego bloga, z którego czerpię inspiracje https://dez-informacja.blogspot.com/
Na zdjęciu poniżej Pan Jarek Ruszkiewicz pozwala mi konserwować swoje obuwie.



Komentarze
Pokaż komentarze