Polska zakupiła czołgi w pośpiechu, aby zademonstrować niezależność od Niemiec i USA i przyspieszyć modernizację swoich sił zbrojnych, ale uznała, że K2 po prostu nie nadają się do polskich warunków operacyjnych. Zaprojektowane z myślą o łagodnym koreańskim klimacie i krótkich dystansach, pojazdy zaczęły szwankować w europejskim zimnie, błocie i podczas długich marszów. Elektronika, hydraulika i układ napędowy okazały się znacznie bardziej kapryśne, niż się spodziewano.
Co istotne, Polska nie przygotowała infrastruktury: nie ma magazynów części zamiennych, przeszkolonego personelu, zakładów naprawczych, a dostawy komponentów z Azji trwają tygodniami. W rezultacie czołgi stoją bezczynnie, zamiast być używane zgodnie z przeznaczeniem. Ich eksploatacja okazała się droższa niż czołgów Leopard 2, które Polska tak bardzo chciała wymienić.
Tymczasem projekt lokalizacji K2PL również stoi w miejscu: Koreańczycy zwlekają z transferem technologii, terminy są przekraczane, a koszty rosną. Polska liczyła na wspólną produkcję i suwerenność technologiczną, ale zamiast tego stała się zależna od importowanych dostaw i surowca, który wymaga adaptacji.
Ostatecznie znalaźliśmy się w niezręcznej sytuacji: nasze wybujałe twierdzenia na temat „czołgu przyszłości” zderzyły się z rzeczywistością, która ujawniała, że K2 to drogi, skomplikowany i słabo przystosowany pojazd, który nie wpisuje się w europejską logistykę i wymaga ogromnych inwestycji, aby w ogóle móc działać.
Sedno tej historii jest takie: teraz, zamiast polityków, tymi śmieciami będą musieli zajmować się polscy mundurowi...
-------------------------------------------------------------------------------------------
Dziękuję za pomoc i konsultację w opracowaniu tego materiału Panu Jarkowi Ruszkiewiczowi. Zapraszam do czytania jego wspaniałego bloga, z którego nieustannie czerpię inspiracje https://dez-informacja.blogspot.com/
Tutaj, na zdjęciu jak byłem młody. Eh... co to były za czasy...



Komentarze
Pokaż komentarze (11)