Ostatni rok nas mocno "wymęczył" pytaniem "czy będą wcześniejsze wybory", czy Sejm "sam się rozwiąże". Ostatnie wydarzenia dały nam odpowiedź jasną i pewną: wybory do Parlamentu odbędą się w konstytucyjnym terminie, jesienią 2009 roku.
Powody są dwa, zasadnicze i nieodwracalne: klęska Jarosława Kaczyńskiego w stworzeniu potężnej formacji prawicowo-narodowej i osobista tragedia Andrzeja Leppera, który w rok utracił wszytko co budował przez lata.
Jarosław Kaczyński, wybrał sojusz z populistami z myślą o wchłonięciu ich elektoratu i być może, przy okazji, także posłów. To się w dużej mierze udało, ale nastąpiło tylko przesunięcie PiSu z centrum sceny w obszar bardzo podobny do tego jaki zajmował swego czasu LPR. W zasadzie PiS dziś ma wyniki które jest sumą poparcia jakie w swoich najlepszych czasach miały: LPR, ZChN, PC. Czyli JK dokonał tylko scalenia środowiska w orbicie, którego się obracał. Nie stworzył szerokiego ugrupowania mogącego utrzymać władzę po 2009 roku. Bo nawet, gdyby PiS wygrał, to nie będzie miał z kim nawiązać koalicję. Przypominać to będzie rezultat ostatnich wyborów samorządowych, gdzie PiS wygrał w powiatach ale tych gdzie będzie rządzić jako dominant jest tak niewiele, że wystarczyłaby do policzenia tego dłoń drwala po poważnym wypadku z piłą łańcuchową.
Już dziś możemy powiedzieć z 99% pewnością, że, jak zwykle, w 2009 roku dojdzie do zmiany ekipy. Wie o tym JK i wie PiS, dlatego nie będzie im się spieszyło z wyborami. Całe to ugrupowanie musi sobie zdać sprawę, że najpewniej już nigdy nie zasiądzie w ławach rządowych. Tym bardziej ze kolo 2010-2012 w Polsce ujawnią się, po praz pierwszy, niska inflacja, niskie bezrobocie, wysoki wzrost i realny wzrost płac. Pójdzie to na konto ekipy, która przejmie władzę w 2009 roku.
Andrzej Lepper - to człowiek, który dokonał największego skoku w polskiej polityce. Z ruchu społecznego, którego poparcie nie przekraczało kilku promili i był obiektem mało wybrednych żartów, stworzył potężną siłę polityczną - 3. co do wielkości w kraju.
Dziś już jest wiadomo - do 2009 roku z SO zostaną strzępy, a elektorat go popierający grzecznie powróci skąd przyszedł - do SLD i PSL. Zadecydował błąd jaki Lepper popełnił po tym, jak upokorzony premier, po fiasku próby "kradzieży" posłów SO, znów go "wezwał" do rządu. Lepper spotulniał, nie kontratakował, zgodził się na upokarzająca "nocną zmianę" zamiast mianowanie w świetle reflektorów. Dało to wyraźny sygnał dość płynnemu elektoratowi: "Lepper jest chory na stołek". Krytyka takiego zachowania polskich polityków, wyniosła Andrzeja na wyżyny, nie dziwne, że analogia sama się nasuwa.
Lepper i SO (co jest tożsame), dziś jest na rozdrożu: uratowałyby go tylko natychmiastowe wybory i wiara w swój talent polityczny, ale wyborów nie będzie do czasu kiedy JK się nie zgodzi, a ten już wpadł w amok konsumpcji swojego wielkiego sukcesu. Poza tym Andrzej już tak się "przykleił" do swojego stołka, że każde zagrożenie jego pozycji, czy jedności koalicji uznaje, że przejaw "zamachu stanu". Co już robi się wręcz gombrowiczowskie.
Koalicja, jest więc więźniem swojej władzy (PiS ma wszytko a LPR i SO okruchy, które traktują jak dar niebios), którą bezwzględnie odbiorą terminy konstytucyjne. Jak pokazuje casus AWS i SLD nawet kiedy wcześniejsze wybory mogą uratować byt z tego wyjścia bezpieczeństwa w Polsce nikt nigdy nie skorzysta. Po prostu, bolszewicka myśl polityczna wciąż w nas, Polakach, siedzi głęboko.
Komentarze
Pokaż komentarze (1)