Bardzo mnie zdziwił ostatni pomysł Giertycha/LPR : niech Polacy zdecydują w referendum, mamy być w Iraku/Afganistanie czy nie mamy być. Zdziwił, bo nawet na tle giertychowej awangardy ten pomysł się wyróżnia. Głupotą rzecz jasna.
Polacy wręcz słyną z niechęci do referendum, nawet za "komuny" kiedy karnie chodzili na niby-wybory to pogrzebali generalskie referendum z 1987 r. niską frekwencją. I nie sądzę, żeby to był akt obywatelskiej odwagi - po prostu ludziom się nie chciało.
Jednak nie jest to, aż tak istotne, że ewentualne referendum byłoby stratą niemałych pieniędzy. Ważniejsze jest to, że członek rządu proponuje debatę publiczną na temat, który wykracza poza percepcję społeczną. Mówiąc wprost, nie sądzę, żeby właściwe było prowadzenie polityki obronnej i wojskowej w oparciu o demokrację bezpośrednią. To rząd ponosi odpowiedzialność w tej sferze, bo tylko on ma pełne spektrum informacji i tylko na ich podstawie można wyciągnąć odpowiednie wnioski.
Odwoływanie się do "ostatecznej woli ludu" poprzez referendum to ulubiona "zabawka" populistów. Wiadomo, że ludzie nie chcą wojen, chcą kary śmierci, wysokich płac minimalnych, dziewięćsetzłotowych zasiłków, itd... Tylko czy nie jest to zwykła socjotechnika? Czy nie po to wybieramy przedstawicieli, żeby wyłonili władzę wykonawczą która pogodzi nasze marzenia z rzeczywistymi możliwościami?
A przed nami kolejne szaleństwo referendalne. Wstąpienie do strefy euro. LPR, SO i być może PiS, zaczynają pozować na obrońców ostatniego bastionu polskości, który niecna Bruksela chce nam zabrać - złotówki. Na nic tłumaczenia co bardziej przytomnych, że przecież euro przyjęliśmy już w referendum - podpisaliśmy się pod obligacją przyjęcia euro gdy przystępowaliśmy do UE. Polscy politycy swoje wiedzą, euro nam zaszkodzi (niby ceny mają wzrosnąć, tak jak w Niemczech i Włoszech, w których statystyki inflacji specjalnych ruchów nie wykazały), więc obywatele powinni wziąć na siebie odpowiedzialność. Tyle, że za poprzednie straszenie nas UE nikt nie przeprosił, a tato Giertych ochoczo pensję eurodeputowanego bierze do dziś.
Mimo wszytko jednak, liczę na to, że PiS nas obroni przed referendalną gorączką, z samego pragmatyzmu, wynikającego z tego, że przekroczenie wymogu 50% frekwencji jest praktycznie niemożliwe.
Komentarze
Pokaż komentarze (3)