Pewnego dnia Leszek Miller przebudził się zupełnie nowy: szedł spać jako socjalista wstał jako liberał. Już nie hasło "chleba i pracy dla mas" ale "wzrost PKB da każdemu pracę i chleb".
Nie wiem, czy ta przemiana Millera spowodowała, że bez wątpienia był on najgorszym premierem od 1989 roku (choć JK chyba probuje odebrać mu tę palmę pierwszeństwa ;), ale na pewno nie pomogła! Historia nas uczy jednego - kiedy jest wzrost gospodarczy (specjalnie nie użyłem słowa "wysoki") to rząd śpi spokojnie. Nic od czasów Urbana się nie zmieniło (ważąc to koniecznością martwienia się o poparcie wyborców), rząd ma dobre samopoczucie kiedy kasa do budżetu spływa, a to gwarantuje wzrost gospodarczy. Kiedy jednak się wszytko wali do tego stopnia, że uderza to w założenia budżetowe rządu dopiero wtedy bierze się on do roboty. Mamy tego namacalny przykład rządu Buzka, który zaczął bardzo dobrze działać w obliczu widma upadku finansów publicznych i budżetu (nazywam to syndromem bohaterstwa spóźnionego strażaka).
Dlaczego tak unikam użycia przymiotnika "wysoki" dla określenia naszego wzrostu gospodarczego. To proste: bo jest on niski! Zawsze był i nic nie wskazuje, żeby kiedykolwiek miał być inny!
Nasz PKB per capita jest karłowaty. 23. (nominalnie) i 24. (siła nabywczą) miejsce na 27 krajów UE mówi samo przez siebie. Wydawałoby się, że działa to na naszą korzyść bo kraje mniej rozwinięte łatwiej osiągają wyższy wzrost gospodarczy od tych bogatszych. Podstawowym czynnikiem jest tu niski koszt pracy i o wiele wyższy procentowy wskaźnik inwestycji. Trudno nazwać sukcesem 5 procent kiedy "mająca problemy ekonomiczne" Szwecja ma 4% i pamiętajmy, że PKB nie uwzględnia jakości usług publicznych, które u nas są fatalne. Nawet "stagnacyjne" Czechy i "tonące" Węgry, bogatsze od nas trzymają się blisko: odpowiednio 6% i 4,5% rocznego wzrostu w 2006 roku.
W celu przedstawienia mizerii naszego wzrostu gospodarczego przedstawiam tabelkę pokazująca ile w ciągu ostatniego roku kalendarzewego przeciętny obywatel kraju członkowskiego UE wypracował DODATKOWEGO dochodu narodowego (w USD):
Oczywiście, to przy założeniu stałego wskaźnika wzrostu wszystkich krajów, dlatego należy je traktować jako ocenę obecnej sytuacji a nie przewidywaniem przyszłości.
I jeszcze jedna tabelka, która pokazuje ile lat nam trzeba by dogonić kraje Unii. Pierwsza wartość dotyczy obecnego "dużego" wzrostu, druga gdybyśmy rozwijali się w przypadku normalnego rządzenia się (8%) i kiedy mielibyśmy wybitnych rządzących (10%):
* - kraje obecnie biedniejsze od nas, wskaźniki pokazują ile lat im trzeba by dogonić nas.
Na koniec, w ramach ciekawostki, podam jeszcze aktualny ranking HDI (Wskaźnik rozwoju społeczno-ekonomicznego). To atak wyprzedzający dla tych co będą mi zarzucać, że PKB pc to nie wszytko.
Komentarze
Pokaż komentarze (3)