Zastanawiająca impotencja
Polska prawica nie ma szczęcia do tytułów prasowych. Polska prawica nie ma szczęścia do mediów w ogóle. Ten smutny fakt niezmiennie mnie fascynuje.
Przypomnę tu jedynie najbardziej spektakularne tytuły, które były kojarzone z prawicą a po których słuch dawno zaginął: Czas Krakowski, Życie, Ozon, Ilustrowany Kurier Polski (pierwsza gazeta ks. Rydzyka), Nowe Państwo (czym jest teraz ??? Kwartalnikiem ???) i wiele mniejszych i większych, których nie chcę tu wymieniać żeby nie drażnić portalowej prawicy.
Zastanawia mnie ta szokująca impotencja biznesowa bo przecież na świecie prawica (no może z punktu widzenia polskiego prawaka jest to jakaś "łże prawica") doskonale sobie radzi, więc dlaczego Polska nie wydała jeszcze jakiegoś lokalnego przynajmniej Murdocha, zrozumieć nie jestem w stanie.
Do zacnego grona prawicowych bankrutów ma dziś szansę dołączyć wielce zasłużona "Gazeta Polska". Jej spektakularny upadek pokazuje jak w soczewce dramat większości prawicowych mediów.
Prawak prawakowi wilkiem.
Weźmy tylko dwa fakty, które dotarły do opinii publicznej w ostanich tygodniach:
Dyrektor artystyczny Gazety Polskiej prof. Hejke opublikował list otwarty do Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, w którym to oskarżył dyrektora Kurtykę o uwiedzenie żony Katarzyny Hejke i dostarczanie jej materiałów IPN w tym ze zbioru zastrzeżonego.
Po upublicznieniu listu reakcja byłych redakcyjnych kolegów była zgodna z moimi przewidywaniami. RedNacz Sakiewicz zasugerował, że jego dyrektor artystyczny po prostu oszalał, a niezawodny pałkarz Ziemkiewicz poszedł jeszcze dalej, sugerując, że prof nie tylko jest szalony ale na dodatek bił żonę i dzieci.
Jak zwykle prawicowi publicyści bawią się w "najsłabsze ogniwo" i używając alpinistycznej metafory szybciutko odcinają linę łączącą ich z kolegą, który w marszu na szczyt okazuje się groźnym balastem.
Zupełnie jak za czasów Chruszczowa skoro nie popiera jedynie słusznej linii partii to widocznie wariat a na doatek bije żonę i dzieci więc degenerat po prostu.
Wyszkoleni w dwójmyśleniu, wierni wyznawcy oczywiście natychmiast przestawiają się na myślenie: wczoraj dyrektor artystyczny naszego kochanego periodyku i autor rozlicznych fotoreportarzy dziś szaleniec i degenerat.
Ledwo udało się zrobić z prof. Hejke wariata i damskiego boksera i RedNacz udał się odsapnąć trochę do San Giovanni Rotondo a tu nagle: "Śpioch się obudził" jak pięknie ujął to RedNacz już w tytule sugerując z kim mamy do czynienia, wszak pojęcia śpioch używa się do opisu agentów działających pod przykryciem. Innymi słowy agent wrażych sił przebudził się i zaczął pod Sakiewiczem kopać dołki. Tym agentem jest nie kto inny tylko prezes spólki wydającej Gazetę Polską
Czego dowiadujemy się z tekstu Sakiewicza ? Mnie wystarczy jeden tylko cytat: "Po pierwsze, prezes do tej pory jawił się jako instytucja fikcyjna i jego rola ograniczała się niemal wyłącznie do pobierania pensji i otwierania walnych zgromadzeń. Nieaktywny i nieistniejący w życiu spółki i redakcji nagle postanowił dokonać kopernikańskiego przewrotu."
Bardzo miły zwyczaj prawda ? Ukazywanie własnego prezesa jako słupa, który conajwyżej pobierał pensję i otwierał walne oraz sugerowanie, że jest agentem ciemnych sił poprzez nazywanie go spiochem to rzeczywiście niezwykle eleganckie sposoby załatwiania spraw wewnątrz spółki. Polecam wszystkim na czasy kryzysu. Obsobaczcie kogo się da i od razu zrobi się wam lepiej i lżej na sercu.
Gazeta to jednak biznes.
Teraz spojrzę na te fakty od strony biznesmena o prawicowych poglądach, który chciałby wesprzeć GaPol swoimi ciężko zarobionymi pieniędzmi i zamieścić w nim swoją reklamę. Abstrachuję już od takich nieistotnych kwestii jak target itp. Patrzę po prostu na platformę, która ma dotrzeć z moim przekazem reklamowym do czytelników i co widzę ?
1. Platforma własnie pozbywa się swojego dyrektora artystycznego sugerując, że jest szalony i bije żonę.
2. Prezes wydawnictwa podejmuje kroki w celu odsunięcia RedNacza sugerując mu wyprowadzanie pieniędzy po przez firmę założoną z teściem i wskazując na beznadziejną sytuację finansową spółki (strata za zeszły rok, puste konto firmowe)
3. RedNacz odwija się swojemu Prezesowi sugerując, że jest "śpiochem" i słupem, którego jedyną rolą było pobieranie pensji
4. RedNacz oraz redakcja są stroną w kilkunastu procesach a biorąc pod uwagę stan spraw i jakość obsługi prawnej są duże szansę, że w większości zapadną niekorzystne wyroki.
Zabawne ekstrapolacje
Biorąc pod uwagę opisane powyżej obyczaje musielibyśmy się spodziewać, że:
1. Lis obsobaczy Waltera i Solorza sugerując, że są agentami i doprowadzają do ruiny swoje firmy zwalniając go z pracy.
2. Igor Janke zasugeruje, że Michał Sołowow chciał złamać jego karierę angażując go do projektu, który nigdy nie ujrzał światła dziennego.
3. Michnik zasugeruje, że Rapaczyńska jest agentem ponieważ wysłała do niego Rywina, z czego zrodziła się wiadoma afera a ta niezwykle zaszkodziła prowadzonemu przez Michnika tytułowi. itd. itp.
Prawica ma problemy psychologiczne
Na przeszkodzie wydawania polskiego Le Figaro, AZ, The Timesa czy Washington Post stoi moim nieskromnym zdaniem psychologia. Problemem jest to, że prawicowi redaktorzy uwierzyli w swoje własne paranoje. Agenci podrzucają im kompromitujące materiały, inni agenci przekonują klientów aby nie zamieszczali u nich reklam, agenci kierują ich własnymi działami artystycznymi, agenci są na stanowiskach prezesów i wydawców, agenci okradają ich jako dyrektorzy finansowi. Wreszcie agentami są sami piszący, najpierw robią krecią robotę osłabiając poziom paranoi u innych piszących a następnie ujawniają się i przwechodzą do Michnika i Baczyńskiego.
Innym prawackim grzechem jest paranoiczny misjonizm. Większość znanych mi redaktorów jest w najmniejszym stopniu zainteresowana powodzeniem projektu jakim jest gazeta w ich mniemaniu bowiem jest to platforma do wyrzygiwania swoich głęboko zakorzenionych idiosynkrazji i prezentowania nieskończenie pryncypialnej postawy.
Bycie wyrazistym jest zdecydowanie bardziej cenione niż bycie rzetelnym i przekonującym.
Wszystkie powyższe składają się na legendarną wprost kłótliwość wynikącą z faktu, że żaden prawicowy publicysta nie zgodzi się przyznać do jakiegokolwiek błędu zarówno przed czytelnikami jak i przed kolegami z redakcji. Przykłady: mamy trzeci rok jak redakcja Rzeczpospolitej została odzyskana przez prawicę: w tym czasie pożegnały się z nią takie tuzy jak Lichocka i Terlikowski a przecież w świecie wykreowanym przez Lisickiego powinno im być jak u Pana Boga za piecem.
Konkludując stwierdzam, że długo jeszcze nie poczytamy polskiego Washington Post i to bynajmniej nie z racji wrażej działalności agentów. Co jak wiedzą wszyscy znający trochę moje wpisy wcale mnie nie martwi.
tekst sakiewicza: http://www.niezalezna.pl/article/show/id/20433
list publicystów: http://www.niezalezna.pl/article/show/id/20450
problem w naświetleniu wrażej GW.: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,6598156,Koniec__Gazety_Polskiej____Na_koncie_mamy_501_zlotych_.html


Komentarze
Pokaż komentarze (5)