Wstęp:
Drogi Czytelniku jeśli interesuje Cię pierwsza część tej opowieści proszę kliknij tu:http://timbarimba.salon24.pl/
To już druga część ponieważ wyszło tego tak dużo podzieliłem moje paranoidalne wywody aby Cię nie męczyć zbyt długą lekturą.
2.5 On tym kierował !!!
Diabelski plan wprowadzenia "swoich ludzi" do blogosfery w celu demaskowania i ujawniania wrogów koncernu narodził się kształtnej główce jednego z przyszłych członków zarządu, który po zagranicznych wojażach obejmował właśnie kierownictwo działu Internet. Ten niespełna trzydziestoletni menager doświadczenie zdobył w Japonii i Stanach Zjednoczonych. Last but not least był również protegowanym ówczesnej prezes a prywatnie synem jej dobrej znajomej.
Stworzenie armii pozornych wrogów koncernu, którzy uwiarygodnią się poprzez blogosferę i tym pożyteczniej będą mogli działać na jego korzyść zaczęło być realizowane właśnie gdy dla Agory było jasne, że będzie musiała zmierzyć się nie tylko z "antyGazetą" Springera ale również ze zmierzchem przychylnej jej lewicy i dojściem do władzy najbardziej michnikofobicznej prawicy.
Agora wiedziała, że nie będzie mogła stawić czoła tak zmasowanemu atakowi bez "swoich ludzi" wewnątrz wrogich jej organizacji. Zaskoczenie "ustawą medialną" nauczyło koncern działania we wrogim środowisku w celu zarówno rozpoznawania jak i tonowania działań mogących być niekorzystnymi dla Agory.
Projekt został zaaprobowany w trakcie tajnych rozmów z zarządzającymi "majątkiem" Agory. Od tej pory Agora przeznaczyła poprzez swoje zależne podmioty spore środki na akcję uwiarygadniania "koncesjonowanej" prawicy, wspierając kapitałowo liczne portale, które w powszechnej opinii miały być kanałami komunikowania się prawicy z czytelnikami.
Agora nie tylko dostarczała kapitału ale wybranym osobom dostarczała również informacji, które mogły je uwiarygadniać i powodować uwiarygodnienie przekazywanych przez nie informacji.
2.6 Tymczasem na innym froncie
Tymczasem jednak trwała nieustanna ofensywa Axela, który jawnie już rozpoczął przygotowania do wydawania "antyGazety" a klimat polityczny wokół Agory stawał się zdecydowanie zły. Rok 2005 nie przyniósł uspokojenia, kolejne komisje śledcze stały się areną do lansowania obrazu Agory jako krwiożerczego koncernu. Pod jej siedzibą po raz pierwszy pojawiły się demonstracje kierowane przez LPR, prawica lansowała szeroko akcję "bojkotowania zakupu" jej flagowego produktu, wreszcie wybory w roku 2005 wygrały partie, po których Agora mogła się spodziewać "wszystkiego najgorszego"
Tymczasem akcja Axela nabierała tempa, jego niejawne skrzydło dostarczało amunicji przeciwko Agorze inicjując i sponsorując wszelkie wrogie wobec niej zachowania. Axel posunął się na tyle daleko, że poprzez pracujące dla niego kancelarie prawne z Warszawy i wybrzeża zapewniał obsługę prawną osób pozywanych przez Agorę.
Axel poprzez powiązane podmioty sponsorował powstawanie na niemieckich katedrach dzieł naukowych ukazujących demoniczny wpływ Agory na rzeczywistość. Nic dziwnego, że w latach największej ekspansji Axela jeden ze znanych polskich profesorów napisał trzy jakże znamienne książki ("Demokracja peryferii" 2003, "Zmiana Klimatu" 2006, "Drzemka rozsądnych" 2006) i stał się jednocześnie jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy springerowskich mediów. Jego książki w znaczący sposób wspierały pojawienie się kolejnych springerowskich tytułów (2003 Fakt, 2006 Dziennik). Każdy kto czytał owe dzieła, wie, że Agora jest tam ukazywana w zdecydowanie niekorzystnym świetle.
Wreszcie Axel wprowadził na rynek "Dziennik", który miał stać się w zamierzeniu jego twórców "antyGazetą" i spowodować jej marginalizacji. Każdy kto zna rynek prasowy w Polsce wie doskonale, że był to jeden z najbardziej kosztownych debiutów prasowych. Moment wejścia na rynek został perfekcyjnie dobrany ponieważ Axel ponownie liczył na "rozszerzenie" rynku w szczycie gospodarczej prosperity.
Axel doskonale dobrał również moment polityczny. Ekipa Kaczyńskiego, Leppera i Giertycha wreszcie okrzepła, nie zaczął się jednak tak charakterystyczny proces "erozji władzy".
"Dziennik" aby ściągnąć z rynku najlepsze pióra płacił stawki żywcem wzięte z takich tytułów jak FAZ czy springerowski "die Welt".
2.7 Ale...
A jednak Springer popełnił jedną zasadniczą pomyłkę. Choć jego flagowy produkt był perfekcyjnie przygotowany od strony redakcyjnej, choć kusił czytelników niską ceną, która to cena ponownie zmusiła Agorę do panicznej i reaktywnej obniżki "Gazety" to jednak całkowicie zapomniał o ekonomicznym wymiarze swojego dzieła. Dział sprzedaży "Dziennika" nigdy nie doczekał się choćby jednej tysięcznej tego wsparcia jakie otrzymała redakcja, w porównaniu z modelem biznesowym Agory była to niewybaczalna głupota. Axel chcąc przyćmić konkurenta wydawał kosztowne dodatki, w których nie było żadnej reklamy komercyjnej, każdy czytelnik Europy wie, że do dzisiaj brak w niej nawet autoreklam. Jednocześnie Axel "pompując nakład" drukował początkowo 800 tysięcy egzemplarzy, sprzedając równocześnie ok 200 tysięcy.
Ten festiwal mógł trwać przez pierwszy rok, ale gdy berlińska centrala przyjrzała się pierwszym raportom managerom zrzedły miny. Dziennik nie osiągając nawet połowy nakładu Gazety kosztował ich kilkadziesiąt milionów euro rocznie a praca działu sprzedaży zdawała się przynosić zerowe efekty. Wokół "Dziennika" zaczęły się zbierać czarne chmury. Dlatego też portal, który otrzymał Dziennik nie mógł nawet próbować nawiązać konkurencji z Gazeta.pl. Pieniądze powoli się kończyła w berlińskiej centrali zapanowało graniczące z paniką niedowierzanie. Managerowie Springera nie mogli już liczyć na słone premie aby zrozumieć dlaczego nie jest tak pięknie jak być powinno zaczęli już nawet zamawiać tłumaczenia całego tytułu i analizować politykę redakcyjną. Axel miał jeszcze kilka asów w rękawie ale wzmocnienie Dziennika przez ekonomiczną wkładkę WSJ nie przyniosło żadnej znaczącej poprawy. Spanikowani Niemcy zaczęli nerwowo sondować możliwości zakupu innych mediów w celu uzyskania efektu synergii, ale i tu zanotowali jedynie spektakularne wpadki Interię sprzątnął im sprzed nosa Bauer, podchody pod Polsat i Rzeczpospolitą również spełzły na niczym. Co gorsza problemy Dziennika wydostały się na światło dzienne i od 2007 roku analitycy rynku prasy wieszczą mu regularnie rychły koniec.
2.8 Manewr znad Wieprza.
Gdy Agora w świetle jupiterów toczyła heroiczne boje jej tajny projekt zaczął przynosić efekty. Jej ludzie całkowicie się uwiarygodnili i byli przyjmowani na prawicowych salonach.
Bezpośrednim przyczynkiem do "manewru znad Wieprza" bo tak została nazwana operacja Kataryna była wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o internautach pijących piwo i oglądających pornografię. Wówczas to analitycy Agory zrozumieli, że żywiołowy gniew internetowej społeczności może im przynieść poważne korzyści.
Agora prowadząc badania rozpoznawalności wyznaczyła Katarynę jako główną rozgrywającą, pomagać jej miały osoby "umieszczone" w redakcji "Dziennika" a raczej nikomu szerzej nie znana dziennikarka, która odpowiednio sformułowała kluczowego sms-a. Springer, który jeszcze niedawno cieszył się, że odebrał Agorze tak wielu dziennikarzy dziś zrozumiał, że nie wszyscy z nich odchodzili z Agory powodowani niechęcią do swojego byłego pracodawcy, niektórzy z nich przychodzili do redakcji na Domaniewskiej z zupełnie innymi zadaniami niż te zlecane im przez redaktorów Dziennika.
2.8.1 Cele i ich realizacja
1. Celem tej akcji było skompromitowanie ekipy Dziennika, co też się doskonale udało. Szantażować i ujawniać najsłynniejszą blogerkę to działanie jakie w kraju nad Wisłą kojarzyć się musi z metodami UB i Stasi. Fakt, że zostało wykonane rękami prawicowej redakcji, nie przynosi jej wcale chluby, jaką takie same metody wobec RAF, wywołały w czasach największych sukcesów Springera.
2. Drugim istotnym celem było skonfliktowanie Dziennika z platformą Salon24 a więc wprowadzenie podziałów na froncie krytyki Agory i towarzyskich podziałów wewnątrz polskiej publicystyki prawicowej. Ten cel również doskonale udało się zrealizować, wystarczy zajrzeć do dzisiejszego dziennika, gdzie Salon jest oskarżany o kneblowanie krytyków Kataryny, co też zresztą jest najprawdziwszą prawdą.
3. Wreszcie trzecim niezwykle ważnym celem było zainicjowanie procesu "ujawniania" się blogerów, szczególnie tych niechętnych koncernowi z Czerskiej, którzy jak się spodziewano będą sympatyzowali z "prawicową" Kataryną i podniosą przyłbice. Zneutralizowanie tak ujawnionych, poprzez zwykłe, "tradycyjne" metody byłoby już dla Agory i powiązanych z nią podmiotów zadaniem banalnym.
Zakończenie
I tak właśnie mogłaby brzmieć "paranoidalna historia Kataryny in modo Ściosa i Aspiryny" Jak już wiesz Czytelniku Aspiryna dała już jej zaczątek na swoim blogu. Ścios dalej się twardo trzyma. Drogi Ściosie oddaję Ci swój tekst i prawa do niego, będzie dla mnie, małego podgryzacza, wielką chlubą jeśli wykorzystasz go w swoich teoriach o Wszechspisku Wszystkiego.
Od autora:
Nie wiem czy udało mi się odtworzyć sposób myślenia owych Tytanów spiskowej teorii, którym nie jestem godzien zawiązać sandała ale starałem się, ty zaś czytelniku oceń moje starania. W następnym odcinku postaram się ukazać wiarygodne dowody, na to, że Kataryna była agentką wszechświatowego spisku żydowskich bankierów i przemysłowców który jak wiadomo kieruje światem. No chyba, że Ścios mnie przegoni.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)