timbarimba timbarimba
123
BLOG

Wstęp do fenomenologii działacza. Na przykładzie Aliny Całej

timbarimba timbarimba Rozmaitości Obserwuj notkę 13

Wstęp:

Przede wszystkim muszę pogratulować „Rzeczpospolitej”. Operacja „Alina Cała” udała się doskonale. Pomysł, aby wybrać akurat tą badaczkę gwarantował, że tezy, jakie zostaną zaprezentowane czytelnikom nie będą tezami wyważonymi, ale wprost przeciwnie, że oceny będą odpowiednio wyjaskrawione, co pozwoli też zderzyć je ze zniuansowanymi rozważaniami Skwiecińskiego i Gontarczyka. Redakcja zatroszczyła się również o proste, prawackie umysły, do których, w poetyce donosu przemówił pryncypialnie Ziemkiewicz. Nad sprawnym przebiegiem akcji czuwał nieoceniony Piotr Zychowicz, dobierając kolejnych rozmówców, którzy metodycznie rozdeptywali tezy Całej i sposób ich prezentacji. Niestety dała ona swym polemistom aż nadto powodów.
Stare żydowskie przysłowie mówi: „strzeż się ludzi jednej księgi” co oznacza, iż należy się wystrzegać tych wszystkich, którym krytycyzm wobec wyznawanych tez jest zdecydowanie obcy. Z przykrością muszę stwierdzić, że zgadzam się opinią Piotra Gontarczyka, który w swej polemice pisał:

„Według dr Aliny Całej do kosza można wyrzucić niuanse, ważenie proporcji i rozmaite racje. Wszystko to są sprawy marginalne. Przynajmniej z punktu widzenia „oceny moralnej”.

O działaczach wszelkiej maści słów kilka

W moim mniemaniu doktor Cała minęła się z powołaniem. Nie jest ona bowiem typem badacza ale działacza a może po prostu przeszła nienaturalną drogę od badacza do działacza.
Z czym Ci się kojarzy „działacz” Drogi Czytelniku ? Mnie ze spoconym facetem w źle dobranym garniturze i z tępawicznym wyrazem na twarzy. Ale nie chodzi tu przecież tylko o wygląd a raczej o poziom ideologicznego zacietrzewienia. Działacze są impregnowani na argumenty krytyczne oczywiście, dlatego, że nic by nie zdziałali gdyby ciągle dywagowali. Przykłady paradygmatycznych działaczy ? Proszę bardzo. Na najniższym poziomie działaczy plasują się według mnie: działacze sportowi ze swym fantasmagorycznym papieżem Ryszardem Ochódzkim.
Na wyższym poziomie stoją działacze polityczni, choć jak wiadomo często są to po prostu działacze sportowi, którzy robią kariery. Wystarczy posłuchać Leppera, Łyżwińskiego, Brudzińskiego, Putrę, Kempe oraz creme de la creme wszelkich działaczy politycznych, czyli Jacka Kurskiego, żeby wiedzieć, iż swoje powołanie widzą w waleniu ideologicznym cepem a odbiorców mają za „ciemny lud”.
Jeszcze inny poziom to działacze religijni i okołoreligijni. Tu też nie trzeba daleko szukać. Wystarczy posłuchać Rydzyka i jego głównego ideologa Jana Roberta Nowaka, który zdetronizował równie ideologicznie skrzywionego prof. Jaroszyńskiego. Ich polityczne emanacje to senator Bender oraz posłanka Sobecka.

Ale wracajmy do Aliny Całej, którą porównałbym, do prof. Legutki. Kiedyś na zajęciach, w przypływie szaleńczej odwagi, zapytałem go jak to możliwe, że ktoś, kto w dyskursie naukowym potrafi tak doskonale ważyć racje, tak krytycznie analizować swoje i innych wnioski i oświetlać zjawiska z różnych punktów widzenia (a wierzcie mi, że seminarium z Legutką o Platonie to była niezapomniana uczta dla intelektu) w wystąpieniach mniej naukowych zamienia się w „człowieka jednej księgi”. Odparł mi spokojnie, że publicystyka rządzi się innymi prawami i inne ma cele a następnie zaproponował powrót do tematu.

Dla mnie taki pogląd jest z gruntu schizofreniczny i fałszywy, bo oznacza, że publicystyka skazana jest na herbertowskie „kilka pojęć jak cepy” i brak „urody koniunktiwu” tylko z tej racji, że nazywa się publicystyką a autor z wyrafinowanego intelektualisty zamienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w manipulatora i prostaka.

Taką też przemianę przechodzi dr. Alina Cała. O ile w zamieszczonym w Rzepie artykule (http://www.rp.pl/artykul/320428.html) zachowuje jeszcze resztki obiektywizmu naukowego wskazując na źródła wspierające jej tezy oraz unikając rażących przejaskrawień o tyle w wywiadzie udzielonym jakiś czas później (http://www.rp.pl/artykul/310528.html) maska badacza problemu opada i zostaje nieciekawa i spocona od nadmiernych emocji morda działacza, który w najlepsze obraża podstawowe funkcje rozumu swoich czytelników, mając ich, jak każdy działacz, za stado baranów, które wymaga światłego kierownictwa.

Nie chcę tu powtarzać argumentów, które doskonale wypunktował Gontarczyk, być może Cała definiuje swoją misję jako „szarpanie narodowych ran aby nie zabliźniły się błoną podłości” ale jak każdy działacz zapomina, że żadne przegięcie ideologiczne nie służy ideom, w imię których jest przeginane a wprost przeciwnie kompromituje je.

 

Potrzebny spokojny namysł

W Polsce potrzebne są obiektywne i wyważone studia nad fenomenem antysemityzmu, również współczesnego „antysemityzmu bez Żydów”.
Potrzebne są spokojne i wyważone studia nad migracja pewnych mitemów, które w bardzo ciekawych, nowych formach powracają po latach. Do takich mitemów zaliczam np. mitem zamkniętej palestry. Każdy kto choć odrobinę zna przedwojenną prasę wie, że jednym z głównych mitów dwudziestolecia było zamknięcie palestry w wyniku jej zażydzenia, podobnie sprawę przedstawiano w odniesieniu do specjalizacji lekarskich. Stąd zresztą „numerus clausus” tj. ustawowe ograniczenia liczby studentów żydowskich na kierunkach prawniczych i wydziałach lekarskich. Jak widać Holocaust zupełnie nic w tej dziedzinie nie zmienił poza tym, że zwolennicy „otwarcia” zawodów prawniczych nie mogą winić Żydów za ich korporacyjne zamknięcie. Innymi słowy „zamknięcie” palestry nie wynikało z nadreprezentacji pierwiastka żydowskiego ale z pewnych cech immanentnych korporacji. Podobnie sprawy mają się z lekarzami.
Te i inne tematy czekają na swoje oświetlenie. Niestety bardzo wątpię aby zrobiła to osoba posługująca się zwietrzałymi liczmanami zamiast myślenia i w tym zakresie doświadczam głębokiego zawodu nad tym co wyprodukowała Alina Cała.

timbarimba
O mnie timbarimba

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Rozmaitości