timbarimba timbarimba
80
BLOG

Problemy Głów czyli o Piotrze Kownackim słów kilka.

timbarimba timbarimba Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Dawno temu i ja do słodkiego Albionu się wybrałem, tyle tylko, że dumny Polak nie przechodził wówczas swobodnie przejściem „UE citizens only” nawet po paszport do kieszeni nie sięgając ale był maglowany przez „emigration officera” a ja choć w garniturze i z laptopem jakoś szczególnie pani oficer podpadłem i maglowany byłem na wszelkie możliwe sposoby, co oczywiście było całkowicie słuszne ponieważ pierwsze kroki skierowałem przed wiadomą witrynę sklepu spożywczego co na wprost POSKU się znajduje i do kajeciku zacząłem spisywać wszystkie numery kojarzące się ze sprzątaniem i myciem garów oraz innymi prostymi zajęciami.
Na wiele szoków narażony był wówczas biedny Polak w stolicy Albionu usadowiony. Tranwestyta w metrze ! Ło Jezusie Nazarejski toć by go nasi z Legii od razu pod ławkę glanami wpasowali a tu stoi sobie uśmiecha się i nikt mu złego słowa nie powie. Sklep dla gejów przy Barons Court ! Ło laboga a kiery to proboszcz na taką się sromotę zgodził ? Zali by tu une proboszczów nie słuchali ? Kanar łagodnie się uśmiechający i tłumaczący, że najprawdopodniej zaszła pomyłka i jadę dokładnie w odwrotnym kierunku a następnie wyjaśniający dokładnie gdzie i kiedy mam się przesiąść aby trafić tam dokąd mój najtańszy bilet miał mnie zaprowadzić ( o żadnej pomyłce oczywiście nie mogło być mowy). Żydowskie, arabskie, białe i czarne oraz wszelkie inne kolorystycznie i rasowo dzieci wesoło bawiące się razem na dziedzińcu primary school gdy ja za siatką zszokowany i zachwycony tym widokiem przestaję zbierać cebulę czym oczywiście powoduję, że mój grecki landlord dostaje jednego ze swoich homeryckich szałów. A do tego najpiękniejsze dziewczyny na świecie, inteligentne reklamy na bilbordach i weekendowe wydania Timesa i Independenta, grube jak książki telefoniczne z dodatkami o architekturze i wszelkich innych sztukach wyzwolonych.
A że młody byłem i głupi chłonąłem kulturę wysoką i niską wysprzedając garnitur i laptopa bo w cebuli w tamtych czasach dostawało się 2,35 funta za godzinę i oczywiście wszystko na czarno.

I gdy tak chłonąłem niską kulturę pod postacią Sun-a, wtedy jeszcze formatu w Polsce szeroko nie znanego w oczy rzuciła mi się martyrologia rodziny królewskiej, której to życie dzięki polityce redakcyjnej Sun-a oraz rozlicznych jego krewniaków wydało mi się pasmem nieustannych udręk. Jużci księżniczka Sara udała się do wróżki Sybilli czy innej jakiejś Kasandry bo przecież i księżniczka chce wiedzieć czasami co i jak. Sybilla czy inna jakaś Kasandra pasjansa jej postawiła, swoje skasowała a w następnym ruchu do redakcji owego Sun’a się udaje w towarzystwie prawnika swojego i z umową na wyłączność za pięciocyfrową kwotę opowiada czytelnikom, że Sara była smutna, i że pytała o losy swojego małżeństwa, co oczywiście oznacza, że mąż ją zdradza a jeśli nie on ją to ona jego ma przynajmniej zamiar, że teściowa nie daje jej żyć, że do Balmoral nie została zaproszona w te wakacje itd. itp. I tak to piękny materiał powstaje z prostego pasjansa u wróżki Sybilli czy innej Kasandry. Ale przecież wszyscy doskonale wiemy, że to nie koniec, że za przykładem wróżki Sybilli czy innej Kasandry każdy ciura pałacowy i panna co bieliźniarką się opiekuje do pisania siada i z szeroką publiką się za miliony dzieli ujawniając tajemnice garderoby tego i owego księcia i księżniczki a nawet na Najwyższy Autorytet się zamierzając. I dalejże pomoc kuchenna opowiadać o puddingach w dodatku kuchennym do niedzielnego wydania, i kto ile zjadł a komu nie smakuje a jak nie smakuje to wiadomo żona go niebawem zostawi albo kochankę ma bo dlaczego nie smakuje skoro smakowało.
Nie trudno więc zrozumieć, że każdego doprowadziłaby ta „permanentna inwigilacja” do kompletnej szajby, a że dworskie szajby są tak słabo spektakularne trzeba chyba przypisać iście królewskim genom, które nie w takich terminach się hartowały.

Więc gdy tak czytałem te kolejne rewelacje a to ciury pałacowego a to panny kuchennej , wróżki a nawet sprzedawczyni w sklepie (co za nieostrożność iść do sklepu) pomyślałem sobie wówczas z sentymentem o pseudonaukach dla menagerów, gdzie uczono nas, że jednym z najważniejszych wyznaczników oceny managera jest jego zdolność do dobierania sobie współpracowników i tworzenia z nich zespołu. Dopiero lektura Sun-a i kontemplacja martyrologii rodziny królewskiej uświadomiła mi tą prawdę a rebours.

Gdy więc przeczytałem ostatni wywiad Kownackiego z Mazurkiem stanęły mi przed oczami tamte rewelacje w Sun-ie  i zadumałem się nad martyrologią naszego prezydenta, któremu coraz to ktoś ze współpracowników a to Jaruzelskiego do orderów podsunął a to flagę odwrotnie wywiesił a to Borubara podpowiedział a to szalik odwrotnie założył.
Nie mówiąc o tych co mieli zmieniać i ocieplać. Bo jakże to Kamiński może coś ocieplać skoro on sam z żadnym ciepłem się nikomu nie kojarzy ? A Anna Fotyga ? Czy ona mogła coś ocieplić ? Wreszcie  Piotr Kownacki wcale nie ocieplił tylko głupot nagadał a na koniec najnormalniej obsobaczył po gazetach i nijakiej skruchy oczywiście nie okazał. Żadnego „źle mnie zrozumiano”, „nie autoryzowałem tych fragmentów”. W nagrodę jednak na urlop sobie spokojnie mógł pojechać i tyle mu z tego a już tam pewnikiem jakiś Goldman na niego sobie ostrzy zęby i krzywda nijaka mu się nie stanie.

Wszystko to byłoby oczywiście głupie i banalne jak zwykle u mnie na blogu gdyby nie pytanie jakie pozostaje jak dobierać skoro dobieranie takie właśnie efekty daje ? Pamiętam tamtą refleksję nad Sun-em . Pamiętam swoje nieme pytanie o dobór masztalerzy i panien kuchennych o dobór strzelców i naganiaczy i kucharek i pokojówek, które to i owo zwykle wynajdą w „pokojach państwa”. Jak dobierać, jakie umowy, jakie klauzule w tych umowach chronią przed wrodzoną każdej istocie ludzkiej chciwością, na której sprytnie żeruje odpowiednia polityka redakcyjna nakazująca płacić worki pieniędzy za opowieści o ulubionej kolorystyce majtek takiego czy innego księcia. Tak sobie wtedy myślałem a dziś sobie myślę podobnie w kontekście kłopotów naszej Głowy Państwa.

I wychodzi mi, że wyjścia nie ma, bo tak to już niestety jest, że z niewielkimi wyjątkami do polityki garnie się ów typ działacza, którego już tu wielokrotnie w mało parlamentarnych słowach opisywałem. Typ, który idealistycznie sądziłem, że zniknie z naszego życia wraz z komunistycznymi szefami zjednoczeń, spółdzielni, z aparatem partyjnym zniknie z aparatem propagandy, z aparatem sprawozdawczości i wszelkimi innymi aparatami. Ale nie znika. Podstawił jedynie swe buraczane gęby pod solaria, kupił trochę lepsze buty i wie już może, który to kołnierzyk włoski, ale dalej ma grube paluchy, którymi nerwowo przebiera, dalej się poci, dalej intryguje a jego horyzonty to willa w Konstancinie i podszczypywanie sekretarek i polowania z nagonką i swoja sitwa i „z jakich stanowisk kolego krytykujecie” i antyszambrowanie i klamki całowanie i pieczeniarstwo a dzięki temu „można się w biznesie sprawdzić”. Ale może jest w tym jakiś przedustawny porządek, że te wszystkie gęby i mordy idą do polityki bo gdzie indziej mogłyby jeszcze większego bałaganu narobić.

timbarimba
O mnie timbarimba

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości