Lubię wszelkiego rodzaju wskaźniki, lubię w wolnych chwilach analizować ich podstawowe cechy jak trafność, bezwładność itp, itd. Jako domorosły majsterkowicz lubię też sam sobie różnego rodzaju wskaźniki konstruować a następnie je testować i zastanawiać się czy są lepsze czy gorsze od tych sławnych. Ot każdy ma jakieś zboczenie i ja też pośród rozlicznych innych takie własnie mam.
Gdy więc przeczytałem ostatni wpis redaktora S. http://tomaszsakiewicz.salon24.pl/ pomyślałem sobie, że trzeba chyba skonstruować kolejny wskaźnik, który by odzwierciedlał zupełnie niesamowity fenomem tego człowieka.
Bo przecież tylko i wyłącznie Nadredaktor mógł napisać otwartym tekstem manifest politycznego klientyzmu w przełożeniu na utracony front ideologiczny z ważnym czynnikiem ekonomicznym w tle. Tylko i wyłącznie ten jedyny w swoim rodzaju konstrukt prymitywizmu, pazerności i całkowitego ideologicznego zaślepienia mógł wydalić z siebie takie oto słowa w kontekście "otwarcia się Jarosława Kaczyńskiego na lewicę"
"Cena tego planu była ogromna. By go urzeczywistnić, pozbawiono pracy Anitę Gargas, wyrzucono Pawła Nowackiego, który jako szef publicystyki TVP bardzo przysłużył się budowaniu atmosfery po 10 kwietnia, zepchnięto w głęboką noc program Jana Pospieszalskiego, wyrzucono Jacka Sobalę z kierowania radiową Trójką. Bez pracy pozostała też grupa bardzo zasłużonych dziennikarzy realizujących „Misję specjalną”. Mnie nie dano nawet pożegnać się z widzami „Pod prasą”.
Ktoś popełnił błąd. Jest sprawą PiS-u, czy zechce wyciągnąć z tego konsekwencje. Jednak pozostało wielu skrzywdzonych ludzi, którym należy się choćby symboliczne zadośćuczynienie. Nie chodzi tylko o dziennikarzy. Miliony ludzi utraciło swoje ulubione programy i wcześniej czy później zadadzą pytanie, kto za to odpowiada? Chowanie głowy w piasek w niczym tu nie pomoże. Trzeba jak najszybciej po męsku podjąć decyzje."
Tylko i wyłącznie Nadredaktor mógł tak po prostu, z imienia i nazwiska, wymienić najważniejszych żołnierzy frontu ideologicznego i tak absolutnie jawnie domagać się zadośćuczynienia za utracone korzyści. Na tak jawne nazywanie rzeczy po imieniu, na tak bezwstydne ujawnienie własnej pazerności nie odważył się dotychczas nikt, choć przecież przeżyliśmy już telewizje różnych nominatów. Co więcej Nadredaktor nie tylko wymienia z imienia i nazwiska ale na dodatek wskzauje konktretne zadania jakie żołnierze frontu ideologicznego mieli do spełnienia wszak: Paweł Nowacki "bardzo przysłużył się budowaniu atmosfery po 10 kwietnia"
Ale przecież to tylko i wyłącznie preludium, preludium do tezy końcowej, która symbolicznie odcina klęskę Jarosława Kaczyńskiego od sukcesu Gazety Polskiej. Gazeta polska triumfuje (wydrukowała 100 tysięcy nakładu (a ile się sprzedało ???) a przegrany Jarosław Kaczyński odchodzi w niebyt ponieważ jego niedobrzy doradcy nie pokazali mu sms-a, który zawierał dogłębną analizę autorstwa Nadredaktora (przypominam, że sms to 160 znaków).
Innymi słowy zuepłnie nieprawdopodobny melanż nonsensów kończy się efektowną codą stuprocentowej nielojalności wobec lidera, którego jakoby się popierało.
Właściwie jakikolwiek komentarz jest w tym wypadku zbędny, że zacytuję klasyka "każda istota ludzka oświecona naturalnym światłem rozumu" doskonale rozumie z kim ma do czynienia. Dlatego też nie będę się tu pastwił nad Nadredaktorem i wracam do tworzenia swojego wskaźnika.
Jakie aspekty należy w nim ująć ? Zapewne będzie to bezprzykładny sukces komercyjny Gazety Polskiej (wydrukowała się w 100 tysiącach egzemplarzy i ... ZWYCIĘŻA). Punktem odniesienia muszą być problemy finansowe jakie przeżywała u schyłku rządów Piotra Wierzbickiego.
Proponuję więc aby w liczniku naszego wskaźnika znajdował się poziom intelektualny tekstów redaktora naczelnego a co za tym idzie linia gazety zaś w mianowniku wielkość nakładu a co za tym idzie efekt ekonomiczny projektu Gazeta Polska.
Przyjmijmy dwie miary, na które zgodzi się nawet najbardziej uprzedzony prawak. Poziomowi tekstów Piotra Wierzbickiego przyporządkujmy wartość 1 zaś w przypadku redaktora S będzie to bez wątpienia 0,5 z zauważalną tendencją malejącą.
Co nam wychodzi ???? W przypadku Wierzbickiego mieliśmy do czynienia ze stały wzrostem wskaźnika. Załóżmy, że w wyniku polityki wierzbickiego poziom jego tekstów powiększał się zaś nakład malał. W skrajnym przypadku poziom tekstów pikował do np 10 zaś nakład rozchodził się w jednym egzemplarzu co dawało wartość wskaźnika 10/1 jest równe 10.
W przypadku redaktora S jest dokładnie odwrotnie i czego szczerze życzę redaktorowi, gazety z zerowym poozimem intelektualnym jego tekstów (czyli jak to adekwatnie ujął Toyach w większości z rysunkami w stylu radzieckiego Krokodiła, czy może Sturmera) sprzedadzą się, jako rzadkie kuriozum, w milionach egzemplarzy
Wyliczając więc nasz wskaźnik będziemy mieli 0/1000000 co jak nietrudno zgadnąć daje nam zero lub w przypadku bardziej ulgowych wobec poziomu tekstów redaktora S ocen np 0,0001 i nakładzie np 999 000. Tendencja dążdenia do zera jest zdecydowanie zauważalna.
Czy wskaźnik ten może nam coś powiedzieć o polskim prawactwie ??? Sądząc z komentarzy, które mogę tylko czytać (zostałem na wieki wieków przez Nadredaktora zbanowany (zapewne za przypominanie jego kuriozalnych analiz pseudoekonomicznych z roku 2008) większość salonowego prawactwa postrzega karierę redaktora GaPolu podobnie do mnie a jego koncepcję zamienienia GaPolu w tabloid dla prawaków niezbyt im odpowiada. Ale może lepiej święcić triumfy w tabloidowej postaci niż przebywać w stanie permanentnej likwidacji.


Komentarze
Pokaż komentarze