16 listopada 2007 roku Jarosław Kaczyńsk po 490 dniachi zakończył sprawowanie funkcji Prezesa Rady Ministrów. Projekt IV RP ufundowany na takich pojeciach jak: "Polska solidarna" "polityka historyczna", "wzmożenie moralne", "walka z układem/szarą siecią" odchodził do historii. Jarosław Kaczyński poniósł właśnie pierwszą z szeregu porażek (wybory parlamentarne, wybory samorządowe, wybory do parlamentu europejskiego, wybory prezydenckie).
Twór polityczny, który stworzył Kaczyński w wyniku wygranych wyborów podobny był do słynnego węża pożerającego własny ogon. Rewolucja moralna z niezwykłą skutecznością pożerała własne dzieci kulminując w co najmniej trzech inspirowanych przez takie lub inne tajne służby, czystkach. Chronologicznie rzecz ujmując:
1.luty 2007 Zniknięcie Ludwika Dorna (tak skuteczne, że zupełnie jak w stalinowskiej Rosji zniknął również z albumu wydanego z okazji zjazdu PIS w Nowej Hucie)
2. lipiec 2007 Afera Ministra Sportu Tomasza Lipca
3. sierpień 2007 Afera ministra Kaczmarka, (okazał się śpiochem szarej sieci (ha, ha, ha)), oprócz Kaczmarka śiochami szarej sieci okazali się również Kornatowski (komendant Policji) i prezes PZU Jaromir Netzel (nominat niejakiego Kurskiego na to stanowisko)
4. lipiec/sierpień kuriozalna akcja służb specjalnych przeciwko konstytucyjnemu ministrowi Andrzejowi Lepperowi spowodowała kompromitację tychże służb a dodatkowo rozpad koalicji i utratę władzy przez PIS.
Nie chodzi mi tu jednak o wspominanie kolejnych "dreszczy" Szatowa jakimi PIS z podszeptu swego "wybitnego analityka sceny politycznej" prof. Zybertowicza raczył nas w ramach obłędnej idei "Wstrząsu kontrolowanego wprowadzanego przez złożoną socjotechnikę o skoordynowanej sekwencji działań". Jako, że realizowały ją usłużne PISmaki, wystarczy zajrzeć do archiwum Rzepy, żeby zobaczyć, że jak na zawołanie Wildstein i Ziemkiewicz prześcigali się dokładnie w tym samym czasie w atakowaniu a to profesury (przeżartej gangreną agentury) a to palestry (przeżartej wszelkimi możliwymi gangrenami) a to wreszcie środowiska lekarskiego ( o którego przeżarciu, nie warto już nawet wspominać).
A jednak trudno zaprzeczyć, że PIS miał wówczas to coś. Miał obłędne ale jednak idee regulatywne (Polska solidarna, wzmożenie moralne, politykę historyczną, IV RP), które na obłędnych zasadach ale jednak narzucały narracje w sferze debaty politycznej.
Dzisiaj starzejący się Kaczyński ma puste szuflady. Krasnodębski, Staniszkis, Legutko i reszta inetelktualnego zaplecza PIS nie potrafią a może już nie chcą wypełnić ich żadną nową treścią.
Jedyna idea jaką PIS niesie dziś na sztandarach jest całkowicie antypolityczna. To idea "wyjaśnienia do końca ofiary poległych pod Smoleńskiem męczenników", przy czym zachodzi poważna obawa, że owo "wyjaśnienie do końca" może być przynajmniej dla niektórych "męczenników" dyskredytujące.
Kaczyński trzyma się, wizji nekropartii , wiedząc, że jest to jedyna szansa na utrzymanie twardego elektoratu po kolejnym "moralnym zwycięstwie" wyborczym, które nadwątla wiarę w jego polityczny geniusz.Wbrew zupełnie niezrozumiałym dla mnie rachubom niektórych komentatorów bredzących o micie założycielskim, uważam, że prawdziwym motywem zaostrzenia linii jest świadomość wyczerpywania się smoleńskiego "wzmożenia moralnego" w kontekście pustych szuflad.
PIS staje się nieciekawą partią z liderem, który coraz bardziej przypomina starzejących się komunistycznych genseków. Propagując zamiast idei polityczne awanturnictwo w stylu Kempy, Brudzińskiego i Kurskiego oraz akcji w stylu obrażamy się na TVN24 stacza się w obszar śmieszności, kulminującej w kolejnych akcjach Prezesa: "przeproście mnie za... ".
Ostatnie publikacje Krasnodębskiego, Legutki i wystąpienia Staniszkis nie niosą żadnych merytorycznych treści poza piętrzeniem inwektyw przeciwko tym, którzy niesłusznie płaczą po śmierci "naszego Prezydenta", Bielan wydaje się wypalony kolejną klęską a jego partnera Kamińskiego nie widać w ogóle.
Poziom Kempy wystarczy zmierzyć jej infantylnym występem w Łomży gdzie zabawiała ciemny lud śpiewając ze sceny wesołe piosenki w samym apogeum żałobnego "wzmożenia moralnego". W opinii wielu analityków ten właśnie występ był "ciosem w plecy" "budowania atmosfery po 10 kwietnia" (jak to zgrabnie ujął niezrównany Sakiewicz).
O poziomie "fruwającego ornitologa", Poncyliusza i posłanki Jakubiak niech świadczy wielce budujacy obraz pląsów tej trójki w przepraniach "dzieci kwiatów". Tak właśnie wygląda zaplecze Kaczyńskiego - starzejacego się lidera bez pomysłu na przyszłość.


Komentarze
Pokaż komentarze (88)