timbarimba timbarimba
514
BLOG

Ściosologia stosowana

timbarimba timbarimba Polityka Obserwuj notkę 7

 

Figura szczurołapa.

Muszę się przyznać do perwersyjnej przyjemności czytania Ściosa. Uwielbiam jego teksty i zapewne właśnie dlatego postanowiłem po dłuuugiej przerwie przerwać milczenie i po raz kolejny przyczepić się do polskiego prawaka i trochę poszperać w jego „garderobie duszy”. Uwielbiam czytać Ściosa bo od zawsze uwielbiam się konfrontować z umysłami znajdującymi się na antypodach mojego. Im bardziej pogląd wydaje mi się nieprawdopodobny tym bardziej ciekawi mnie jak „istota ludzka oświecona światłem rozumu” mogła do niego dość i staram się rozłożyć na czynniki pierwsze strukturę owego nieprawdopodobieństwa. Jak się już domyślasz czytelniku, do tego typu badań Ścios dostarcza materiału najwyższej klasy. Poziom jego paranoi musi bowiem budzić (i zresztą nierzadko budzi) zadziwienie i konsternację najbardziej sparanoizowanych prawaków. Przy tym poziom ten wzrasta wprost proporcjonalnie do legendarnej już pracowitości „pana Aleksandra”. I właśnie owa legendarna już pracowitość skonfrontowana z zerowymi jej efektami w sferze realnej zaczęła prowokować mnie do myślenia: kim naprawdę jest Aleksander Ścios a raczej jaką „grę operacyjną” w rzeczywistości gra ?

Nie muszę udowadniać faktu, że jednym z pojęć, które najpełniej opisują polskiego prawaka jest: impotencja. Żaden z tak zwanych prawdziwie prawicowych rządów, które trwały raptem 2,5 roku nie zrobił w żadnej sferze niczego znaczącego dla kraju i narodu, który nie schodzi im z ust. Podobne „sukcesy” odnosi polska prawica we wszelkich innych dziedzinach życia jak media czy biznes. Nie dziwi więc, że od 20 lat polską prawicę co jakiś czas nawiedzają spazmy millenaryzmu i mesjanizmu w których wykładzie jakaś bardziej lub mniej globalna katastrofa jest bramą dla Wybranych/Prawych czy jak ich sobie nazwiemy do wyczekiwanego świata prawackich wartości. Wystarczy wczytać się w publicystykę takich tuzów prawicowej myśli jak dr. Janusz Szewczak (od 20 lat wieszczy upadek skażonej grzechem balcerowicizmu Polski (czy SKOK w związku z tym cały czas gra na krótko np na naszych obligacjach??), Sakiewicz (och kiedy wreszcie zachodnie koncerny wyłączą u nas światło ? Pstryk), Ziemkiewicz (Polsce pisany jest los drugiej Argentyny), czy wreszcie niezawodny Rybitzky (Polska po wyborach. Będą bomby, będą zamachy).

Ale impotenckie wywody w.w. i zaczadzonej przez nich blogerskiej klaki to przecież nic przy tym co pisze „pan Aleksander”. Tu jest wszak jazda „bez dekretu”, a tytaniczna praca tysięczny wydaje plon pod postacią konkretnych zarzutów i to nie wobec kogoś tam ale najważniejszych osób w Państwie. Afera marszałkowa to przecież „z imienia i nazwiska” materiał dowodowy w sprawie. A tymczasem partia prawych Polaków ani się na jego temat nie zająknęła.

I gdy tak zacząłem dumać o smutnym losie tytanicznych wysiłków Ściosa, które coraz bardziej zaczynają przypominać nie tytanów ale raczej Tantala. Gdy sobie uświadomiłem, że jego 678 postów i 15715 komentarzy i 3244951 wejść na samym salonie, a przecież pracowity Ścios robi wzorem reszty prawackich „liderów opini” CTR+V i wkleja swoje teksty w jeszcze 5 innych miejsc, że ten podziwu godny wysiłek przyniósł od 2007 jego stronnictwu politycznemu 6 kolejnych przegranych w wyborach, to w głowie mej sparanoizowanej przed długie i wyczerpujące lektury tuzów prawicowej blogosfery zaczęła się rodzić przerażająca myśl, zacząłem jeszcze raz czytać „pana Aleksandra” ale zupełnie już inaczej.

Znacie bajkę o szczurołapie ? W największym skrócie przedstawia ona postać magika, hipnotyzera, wirtuoza, który przy pomocy cudownej muzyki wydobywanej z fletu wyprowadza z pewnego miasta najpierw wszystkie szczury, a gdy rajcowie miejscy, w cudowny sposób uwolnieni od dokuczliwych gryzoni, odmawiają mu zapłaty, wyprowadza również wszystkie dzieci.

A co to ma wspólnego z osobą „pana Aleksandra” spyta już porządnie rozsierdzony lekturą tego paszkwilu prawak ? Właśnie, pomyślałem sobie a gdyby tak chcieć wyprowadzić prawacki ludek, „naród Kaczyńskiego” z miasta polityki w ramach, nie mogę sobie odmówić użycia tego pojęcia, „gry operacyjnej” pod kryptonimem „Szczurołap” to jaką muzykę musiałby zagrać nasz wirtuoz ?

Cała dotychczasową twórczość Ściosa można widzieć jako dłuuugi i żmudny proces uwiarygodniania się w prawackiej blogosferze. Jego „słuszne poglądy na wszystko” były do określonego momentu tak jałowo arcyprawackie, a jego zaangażowanie tak absolutnie nie budzące wątpliwości, że żaden czytający i komentujący prawak nie mógł mieć wątpliwości, że ma do czynienia z chodzącym „wzorcem z Sevre” prawackiej poprawności. Wielu egzegetów twórczości Ściosa zwracało uwagę na jej autoteliczny charakter. Ściosowi nie zależy na przekonaniu kogokolwiek. Wbrew swemu mottu dekretuje on pewien stan rzeczywistości opisany sprawnym piórem. Nie dopuszcza dyskusji ani wątpliwości a zgłaszane w stanowczy sposób stygmatyzuje, wreszcie osoby o zupełnie innych poglądach po prostu usuwa (piszący te słowa nie może komentować u Ściosa już od dobrych paru lat). Wynikiem takiej „polityki redakcyjnej” jest pojawianie się jedynie wiernej klaki co robi wrażenie „jedności ideologicznej” i nie wikła autora w polemiki. Ponieważ muzyka Ściosa skierowana jest do określonego odbiorcy, tak jak szczurołap chciał wywieźć z miasta jedynie szczury (a przecież mieszkańcy byliby szczęśliwi gdyby przy okazji zniknęły również karaluchy i mrówki), tak Ścios wyprowadza z miasta polityki najbardziej przekonanych prawaków i wiedzie ich na manowce „alternatywnej Polski”.

„Długi marsz” Ściosa

W  nieznośnie patetycznym i  napuszonym tekście, którego tytuł jednoznacznie nawiązuje do historii KPCh (co samo w sobie wydaje się interesującym kuriozum) Ścios deklaruje:

Czeka nas długi i wyniszczający marsz. Większość z dzisiejszych czterech milionów pochłonie dżuma codzienności: przejdą na stronę „sytych umarłych”, stracą wiarę i zęby, zaszyją się w głąb siebie lub uciekną ze skowytem przekleństw.

Ścios kreśli przejmujący obraz samotności wybranych:

Na tej drodze nie możemy oczekiwać żadnych sprzymierzeńców. Nie będą nim hierarchowie Kościoła, którzy w dążeniu do ideału Cerkwi przekroczyli boskie i ludzkie nakazy. Nie oczekujmy na wsparcie „demokracji zachodnich”, bo żadna z nich nie będzie umierać za polską prawdę.

Nadziei zaś upatruje w rewolucyjnym zrywie owej iskrze, która podpali stary świat zdegenerowanej demokracji.

„Odzyskać ją (władzę – przypis mój) można tylko w taki sposób, jak została narzucona. Możemy liczyć na zbieg korzystnych okoliczności lub przypadkową iskrę, która wyzwoli pożar. Pokładanie nadziei w demokracji byłoby równie niedorzeczne, jak wiara, że większość ma zawsze rację.”

Kulminacją jego sekciarskich poglądów jest eschatologiczna wieszczba :

„To państwo musi upaść, z jego mediami, instytucjami i samozwańczymi „elitami”. Mamidła „zgody narodowej” i bełkot rzeczników „porozumienia” służą podtrzymywaniu groźnej fikcji i konserwują wrogi, patologiczny twór.”

Wybrani muszą się schronić w twierdzy budowanych od podstaw „zdrowych instytucji” gdzie będą kultywować „prawdziwą polskość” ale proroctwo Ściosa sięga zdecydowanie dalej.
W kolejnym fragmencie znowu popada w wieszczy szał

Chcąc osiągnąć więcej – trzeba obalić kolejne mity i przekroczyć zakazane granice. Zasłużyć na nienawiść i samotność, poczuć się mniejszością we własnym kraju.

Czeka nas długi marsz. Tak długi, jak przewlekła będzie agonia III RP. Można zostać po drodze z milionami polskojęzycznych apatrydów lub dojść do wolnej Polski.

 

Od dawna zastanawia mnie mizerna kondycja umysłowa polskiego prawactwa. Wieszczby Ściosa układają się bowiem w spójny i kanoniczny wykład sekciarstwa. Mamy tu bowiem postmodernistyczny bełkot złożony z tak nieprzystających metafor jak „długi marsz” (KPCh) obok strof Marii Valtorty (skowyt przekleństw) – samozwańczej świętej i pisarki równie płodnej co Ścios (11 000 stron) -z jej monumentalnego dzieła „Poemat Boga-Człowieka”, mamy fałszywy wykład poezji Herberta i kilka liczmanów na poziomie brukowca dla prawaków. Co do reszty metafor to układają się w spójny obraz „wybranych” wśród szalejącego bezprawia chroniących prawdziwą polskość w łupinie tworzonych instytucji, ale w oddali błyska już iskra rewolucji, która wyzwoli ich z oceanu obojętności wypełnionego ciałami („syci umarli”)  wynarodowionych apatrydów.  
Iskra rozgorzeje w Jutrzenkę zwycięstwa ale … skoro wracamy do metafory długiego marszu to: dobrze jest chyba wiedzieć, że właśnie podczas niego nastąpiły zmiany w kierownictwie KPCh i na czele stanął młody ambitny działacz Mao Zedong, czyżby więc Ścios sugerował potrzebę zmian w kierownictwie ? Wszystkie te cudowności łatwo jest obśmiać ale żaden prawak z komentujących ściosowe wypociny nawet się na ten temat nie zająknął. To fascynujące jak ludzie tracą zdrowy rozsądek. Gdyby nie było Ściosa należałoby go bezwzględnie wymyślić, choćby z tego względu aby móc na żywym przykładzie blogerskiej klaki obserwować wszystkie kanoniczne zboczenia sekciarskiego umysłu.

W sprawnym kompromitowaniu prawackich wyznawców Ścios jest rzeczywiście mistrzem i widać, że doskonale przyswoił sobie literaturę analizującą fenomen sekt i procesy umysłowe zachodzące wśród wyznawców. Przede wszystkim jest racjonalny, świetnie posługuje się metodą empiryczna i odwołuje się do faktów w ten prosty sposób daje swoim wyznawcom argumenty przeciwko tezie, że kieruje nimi wariat. Ścios wie doskonale, że szaleństwo wsącza się na podglebiu rozsądku dlatego też jeśli prześledzi się jego pisarstwo widać, że budowanie jego pozycji rozpoczęło się od szeregu publikacji odnoszących się do faktów i komentujących fakty. Żadnych wieszczb o garstce wybranych w otoczeniu bezideowych apatrydów. Gdy jego czytelnik przyzwyczaił się do myśli, że ma do czynienia ze zdolnym analitykiem i „łbem nie od parady” Ścios zmediatyzował swój przekaz w kierunku: mniej faktów więcej analiz pokazujących „prawdziwe” oblicze zjawisk. Wyćwiczony w spiskologii prawak przyjął tą przemianę z wdzięcznością, wszak żyje on w nieustannym dysonansie poznawczym wywoływanym przez obraz Wodza i jedynie słusznej partii, dręczonej na dodatek szeregiem zdrad, z jednej strony a jej realnymi sukcesami w świecie polityki krajowej z drugiej.

Mesjanizm jest zawsze religią przegranych a jej instytucjonalizacją jest sekta, której w ramach terapii niepowodzeń podsuwa się wiarę w „bycie wybranym”. Ścios beż żadnej finezji podąża wytartymi szlakami mesjanistycznych liczmanów, kreując dwie postaci zagrożeń. Społeczeństwo bezwolnych apatrydów oraz aby wzmóc rewolucyjną czujność: fałszywych proroków.

 

Figura pogromca fałszywych proroków czyli cyngiel Macierewicza

Skoro w swym akcie strzelistym Ścios staje na czele powołanej przez siebie sekty musi też jak każdy prorok „gromić proroków fałszywych” . Pierwszym, którego knowania zdemaskował Ścios był „Łażący Łazarz”. Ależ to była piękna demaskacja bo też wielu Sprawiedliwych zwiódł ten „wilk w owczej skórze”, czy może żeby trzymać się metaforyki Ściosa („syci umarli”) należałoby chyba nazwać Łazarza „grobem pobielanym” (Mt 23,27-28).Ależ się zrobiło cudowne prawackie zamieszanie a jakie cudowne samokrytyki składano (Seawolf jak Kamieniew czy inny jakiś Bucharin samobiczował się za zbytnią naiwność i podążanie za Łazarzem wprost w objęcia Sowy). Ścios zaś zamienił togę proroka w togę prokuratora Wyszyńskiego i bezwzględnie demaskował „odchylenia ideologiczne” i „krecią robotę na zapleczu” robioną za łże australijskie dolary. Od tego czasu Ścios bezwzględnie strzegł „czystości ideologicznej” a że „walka ideologiczna zaostrza się wraz z postępami rewolucji” to nietrudno było zgadnąć, że niebawem ktoś pokroju Trockiego zostanie znaleziony i pryncypialnie za odchylenia od linii i walkę frakcyjną zmiażdżony zostanie.

A więc tym razem padło na „tyrana z Miasta Pana Cogito”. Sprawny warsztatowo Ścios jedynie ukazał FYM-a w okularze snajperskiego karabinu ale przecież wyćwiczonej, prawackiej klace dokładnie tyle wystarczyło aby dopisać resztę tej historii w której „zdrajca” i „pożyteczny idiota” to określenia zgoła delikatne i subtelne.
Tego typu akcje należy jednak postrzegać jako intelektualne wprawki mające na celu dyscyplinowanie umysłów prawackich i szkolenie ich do zadań o wiele poważniejszych, może takich, które odsłania nam komunistyczna metafora Długiego Marszu.

Zamiast zakończenia

Ścios gra swoją piękną muzykę a prawacki ludek karnie podąża za nim w „krainę ułudy”. Widzę co najmniej kilka powodów dla których należy się z tego cieszyć. Po pierwsze pisarstwo Ściosa ujawnia jak łatwo otumanić prawacki umysł, po drugie osoba Ściosa pokazuje, że jego mentor Antoni Macierewicz jest w doskonałej formie i będzie jeszcze długie lata zatruwał polską prawicę ładunkiem irracjonalności gwarantującym jej intelektualną marginalizację. Nie pozostaje więc nic innego jak życzyć Aleksandrowi Ściosowi: „Sto lat panie Aleksandrze”

timbarimba
O mnie timbarimba

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka