timbarimba timbarimba
84
BLOG

Analitycy, prezesi i Patric Bateman

timbarimba timbarimba Polityka Obserwuj notkę 0

 

Gdy ktoś chce ze mnie zrobić idiotę dostaję szewskiej pasji, mam nadzieję, że podobne odczucia ma większość ludzkości, choć na całe szczęście a może nieszczęście mamy różną, na owo robienie z nas idiotów, wrażliwość. Jak każdy połykacz mediów różnorakich czytam w nich opinie wybitnych i mniej wybitnych analityków rozlicznych rynków i ... oczywiście trafia mnie szlag. Weźmy przykład, który wszystkim chyba wrył się w pamięć a przynajmniej tym wszystkim, którzy co jakiś czas muszą wlać do swojego baku benzynę lub olej napędowy.
Gdy ropa rozpoczęła swój triumfalny pochód do niebotycznego pułapu 147 USD za baryłkę słyszałem że:
1. jest to wynikiem wojny w Iraku
2. jest to wynikiem zmniejszenia rezerw w USA
3. jest to wynikiem huraganu Katrina oraz każdego innego huranganu nawiedzającego zatokę meksykańską
4. jest to wynikiem niepokojów w delcie Nigru
5. jest to wynikiem wzmożonego wakacyjnego popytu
6. jest to wynikiem wzmożonego popytu związanego z rozpoczęciem sezonu grzewczego
7. jest to wynikiem olimpiady w Pekinie
itd. itp.
Gdy ropa przekraczała kolejne bariery ogłupiałe gremium pod nazwą OPEC zbierało się i uchwalało kolejne zwiększenia wydobycia aby wbrew swoim krótkoterminowym interesom ratować cenę baryłki ale ...
baryłka dalej drożała.
Aż gdy osiągnęła pułap 147 USD nagle zaczęła spadać
Od tego czasu:
1. wojna w Iraku trwa w najlepsze
2. USA ogłosiły już chyba dwa razy niepokojące komunikaty o swoich zmniejszających się rezerwach
3. Zapłonął jeden z najważniejszych rurociągów
4. OPEC co najmniej dwa razy zebrał się w szacownym gronie i ogłosił zmniejszenie limitów wydobycia
5. Zatokę meksykańską i Teksas trapiły huragany
6. Rozpoczęły się i zakończyły wakacje
7. Niepokoje w delcie Nigru trwają w najlepsze
itd. itp.
A baryłka była dzisiaj po 90 USD i nic nie zahamuje jej triumfalnego zjazdu w dół, aż udepcze się jakieś nowe dno i mam nadzieję, że będzie to dno, które pozwoli nam ponownie płacić na stacjach po 3 PLN za litr oleju i 95 oktanów.

Tymczasem nasi i wszelcy inni analitycy milczą bo... musieliby w końcu powiedzieć prawdę tzn. uznać, że nie mają pojęcia dlaczego teraz tanieje skoro wtedy rosło a raczej po prostu powiedzieć prawdę, że od początku żadne niepokoje w jakiejkolwiek delcie nie miały żadnego wpływu, nie miał też wpływu sezon wakacyjny ani grzewczy, że tak naprawdę mamy już od dłuższego czasu do czynienia z rynkiem, którego żadna na świecie siła nie jest w stanie regulować a przynajmniej żadna nie próbuje tego robić, w związku z czym to co obserwowaliśmy na ropie możemy za chwilę zobaczyć na pszenicy, fasoli, mrożonym soku pomarańczowym, akcjach, walucie, derywatach tego czy innego rodzaju tzn, wszędzie tam gdzie owa kompletnie przez nikogo już niesterowalna masa pieniądza będzie się chciała wlać w celu zapewnienia swoim akcjonariuszom, emerytom, właścicielom, udziałowcom itp. coraz większych i większych zysków.

Problemem jest niechęć do dociekania prawdy i niechęć do ujawniania klęsk w jej dociekaniu. Problemem są media, które codziennie muszą zapełnić swoje gospodarcze kolumny oraz czas antenowy a skoro muszą to nie ma czasu na refleksję i plecie się o pogodzie i niepokojach w delcie Nigru. Nie rozumiem też dlaczego analityk jak ognia boi się powiedzieć: cena wzrasta ponieważ do foundu X dołączył found Y, następnego zaś dnia jeszcze found Z i tak do plus nieskończoności bo wszystkie chcą się przejechać w górę na tym trendzie i uszczknąć swój kawałek torcika.
A gdy spada to wszyscy już wiedzą, że hedge przerzucają się na zieleńsze pastwiska i mało kto wspomina o końcu lata i przygotowaniach do sezonu grzewczego.

Co ciekawe, wszystko wskazuje na to, że niewiedza analityków a więc ich radosna twórczość interpretatorska jest dalej propagowana jako wiedza. Od analityka do kierownika, od kierownika do dyrektora od dyrektora do prezesa, który to prezes z nadzieją patrzy w przyszłość bo... jeśli fakty nie zgadzają się z naszymi analizami to tym gorzej dla faktów a jeśli nawet fakty w końcu zapukają do drzwi z wywieszką CEO to zawsze Hank Paulson poda nam pomocną dłoń podczas najbliższego lunchu. Jak kończy się takie myślenie pokazują przykłady Prince'a i Fulda, którzy jak większość prezesów wierzyli, że stanowisko jest rodzajem edenu, który należy im się za śmiertelne boje, które stoczyli w celu osiągnięcia go.

Amerykanie właśnie przecierają oczy i... wracają do Keynesa, który to pomógł im w czasach New Dealu mniemając, że skoro regulacja wówczas okazała się jakąś receptą to zapewne i obecnie pompowanie w system bankowy kolejnych miliardów i zarządzanie przy pomocy urzędników sekretarza skarbu da lepsze efekty niż zdrowy leseferyzm, który wytrząsnąłby z kilku szaf sporo trupów pozostawionych tam przez Patrica Batemana i nie tylko.

 

 

timbarimba
O mnie timbarimba

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka