Z wielkim żalem przeczytałem, że zmarł prof. Jan Błoński
Miałem przyjemność być magistrantem i doktorantem prof. Błońskiego dlatego chciałbym napisać tu kilka słów z okazji jego śmierci.
Miałem szczęście studiować w Krakowie i uczęszczać na wykłady i seminaria takich profesorów jak Henryk Markiewicz, Jan Błoński i Józef Tischner. Wspominam te trzy postacie ponieważ w gronie profesorkim wyróżniali się tym, że nie przekazywali wiedzy ale uczyli mądrości. Byli to prawdziwi nauczyciele mądrości, którzy uczyli nas jakie są reguły myślenia i zwracali szczególną uwagę na takie zapomniane dziś aspekty myśli naukowej jak rzetelność, uczciwość oraz odwaga również w dochodzeniu do wniosków, które negowały niejednokrotnie założenia.
Kiedy słucham dzisiaj "spolityzowanych profesorów", którzy zamienili się w ideologów myślę właśnie o "moich profesorach", którzy byli politycznie wyraziśći ale potrafili odważnie mówić nam o ograniczeniach własnych wyborów wzbudzając w nas niekłamany szacunek wypływający z poczucia, że profesorowie szanują nasz krytyczny osąd a nie starają się przeciągnąć na "swoją stronę" przedstawiając swoje przemyślenia jako jedynie słuszną wykładnię.
Jan Błoński cechował się ponadto niezwykłą "miłością do literatury". Słynny wśród jego uczniów i słuchaczy był jego śmiech, którym komentował lub ozdabiał wywody na temat Gombrowicza czy Witkacego. Myślenie o literaturze i jej komentowanie autentycznie go bawiło, sprawiało widoczną radość, która i nam się udzielała. Literatura była jego żywiołem, który nigdy go nie nudził. Spędziłem na jego zajęciach sporo czasu, potem miałem przyjemność spotykać się z nim aby omawiać pisane teksty i nigdy nie widziałem, żeby mówiąc o literaturze był zmęczony, zniechęcony czy znudzony. Zawsze miał dla nas czas i zawsze był doskonale przygotowany. Zresztą jego wiedza i erudycja były legendarne ale nigdy nie stanowiły elementu budującego dystans, raczej zapraszała do dalszej pracy nad tematem i widzenia kolejnych wskazywanych przez Profesora aspektów.
Nie chcę się tu rozwodzić o jego dokonaniach naukowych. Warto tylko wspomnieć, że jego opracowania twórczości Sępa-Szarzyńskiego, Gombrowicza czy Witkacego na wiele lat wstrzymały wszelkie poważne badania w tych obszarach ponieważ nikt nie był już w stanie napisać nic mądrzejszego i ciekawszego.
W mojej pamięci zostanie jako człowiek, który nie tyle uczył nas ile zarażał własną miłością do literatury, czytania i myślenia o literaturze. Człowiek niezwykle ciepły i bezpośredni w kontaktach ze studentami, magistrantami, doktorantami.
W tym smutnym dniu, dzisiejszym i przyszłym studentom życzę aby spotkali "swojego" Jana Błońskiego. Ja zostaję z jego mądrymi tekstami i z żalem, że już nigdy nie usłyszę jego śmiechu i nie zarażę się jego entuzjazmem.
Zapalam Panu święczkę Profesorze.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)