timbarimba timbarimba
62
BLOG

Media za Jankiem !! Przyczynek do rozmyślań o obiektywizmie.

timbarimba timbarimba Polityka Obserwuj notkę 3

Pierwsze podstawowe pytanie jakie nasunęło mi się gdy rozpętała się afera z Janem Marią to: gdzie są relacje współpasażerów ???? W końcu na pokładzie samolotu było kilkudziesiąt osób z Polski płci obojga. To do nich wszak zwracał się Jan Rokita z dramatycznym wezwaniem do walki przeciwko teutońskim siłom, które go w dyby zakuwały. Tymczasem w słynnym nagraniu słychać jedynie głos jednej obywatelki, którą z racji wygłoszonej przez nią kwestii ("niech Pan już opuści ten samolot" - cytuję z pamięci wiec może być niezbyt dokładnie) można spokojnie zaliczyć do "polskojęzycznej" mniejszości, która zdradę ojczyzny wyssała z mlekiem matki.

Zamiast relacji naocznych świadków mamy akty strzeliste w obronie zaczynające się niezmiennie od słów: "Nie wiem co tam się stało ale...." lub "Zapewne sytuacja wymknęła się spod kontroli ale... " a następnie zażenowani komentatorzy, których redakcja rzuciła na ten niewdzięczny odcinek wiją się jak meandry greckiej sofistyki i jezuickiej kazuistyki aby udowowdnić, że w samolocie zachodnich sąsiadów Janek Rokita może sobie wieszać płaszczyk gdzie chce bo jest człowiekiem w średnim wieku, w okularach i nie wykazującym cech spożycia.

Czy popchnął stewardesę ? Jest x naocznych świadków, którzy mogą w języku Mickiewicza to potwierdzić lub zaprzeczyć ale żaden komentator nie jest tego ciekawy. Zamiast zapytać innych pasażerów, co widzieliście ? Co słyszeliście ? Skąd to widzieliście ? Skąd to słyszeliście ? Następnie sprawdzić czy przypadkiem nie pletą jak na mękach i czy ze swoich foteli widzieli i słyszeli. Zamiast więc wykonać prawdziwą dziennikarską pracę mamy sabat komentatorów, którzy niczego nie widzieli, niczego nie słyszeli i nawet nie próbują się dowiedzieć ale "skierowują dyskusję" na wiadome tory.

To, że banda z Dziennika i Faktu broni Janka jak niepodległości zupełnie mnie nie dziwi. Nie od dziś chłopaki mają problem z komentarzami, że biorą kasę od Springera ( w tej liczbie i Janek Rokita) a tu na dodatek czołowy komentator polityczny u tegoż Springera w domu wydziera się: "Niemcy mnie biją. Polacy ratujcie".
Oczywistym jest, że w tych gazetach brak relacji naocznych świadków ale w innych tytułach (mniej Jankowi przychylnych) też zastanawiający brak.

Dlaczego nasze polskie media tak lubią Janka, że oszczędzają mu czytania co sądzili o nim ludzie, którzy musieli oglądać i słuchać jego występy ??
Nie trzeba być redaktorem naczelnym, żeby przewidzieć co by powiedziała ta polskojęzyczna pani, która w nagraniu sugeruje, żeby Janek w końcu już sobie poszedł. Nie trzeba być reporterem, który z niejednego pieca chleb jadał, żeby przewidzieć co chcieli powiedzieć rodacy, którzy z powodu "kontrowersji gdzie ma wisieć płaszczyk" siedzili w samolocie ponad godzinę. Wielu z nich gdzieś się spóźniło, wielu z nich się nie wyspało, być może inni stracili inne połączenia ponieważ Jan Rokita nie był w stanie wstać ze swojego fotela, wziąć płaszczyka i położyć go na kolanach, po czym wyciągnąć z kieszeni swoje ulubione studia o demokracji ateńskiej i zagłębić się w lekturze. Wszyscy ci pasażerowie musieli siedzieć dodatkową godzinę ponieważ Jan Rokita nie mógł odpowiedzieć stewardesie: "Bardzo przepraszam, sądziłem, że jeśli w klasie biznes jest miejsce dla płaszczyka mojej żony to wyjątkowo mogę go tam powiesić, ale jeśli twierdzi Pani, że nie można to oczywiście zastosujemy się do Pani wskazówek"
Mógł tak postąpić wtedy wszyscy Ci ludzie zostaliby z obrazem Jana Rokity tak jak rysuje go w swoim kiczowatym obrazku europoseł Czarnecki: nienagannie ubranny pan w średnim wieku, w okularach, nie wykazujący cech spożycia. Wszyscy bylibyśmy ubogaceni tym obrazkiem i nawet wredna teutońska stewardessa mogłaby zmienić swój nieprzychylny stosunek do nas. Tymczasem Janek Rokita uraczył nas żenującycm spektaklem w stylu "nie rzucim ziemi" dowodząc, po raz kolejny, że historia powraca jako farsa.

Próbuję odtworzyć sobie sposób myślenia redaktorów, którzy jak jeden mąż nałożyli na relacje naocznych świadków wyjątkowo solidarne embargo i oddali głos usłużnym komentatorom, którzy jak pani Romaszewska mają do powiedzenia tylko tyle, że skoro ktoś działał w WiP oraz był posłem przez 18 lat "w kraju nad Wisłą" to ma prawo do walki o miejsce płaszczyka, walki z definicji zwycięskiej.
Jaki więc był ich sposób myślenia: Nie kopmy Janka, bo przecież życie wyjątkowo brutalnie się z nim obeszło. Przez ostatnie 20 lat ciągle tylko "dobrze się zapowiadał "bo Polacy nie dorosłi do zrozumienia jego wielkości. Odrzucali go krakowianie w wyborach prezydenckich, wybierając jakiegoś (tfu!) Majchrowskiego, odrzucili go w końcu Polacy gdy już miał zostać "premierem z Krakowa", w końcu odrzuciła go własna partia bo też niedorosła do zroozumienia i wdrożenia jego projektów. Na koniec wszyscy Polacy poznali jego żonę i wszystko stało się jasne: jest niewielu mężow, którzy zazdrościliby Jankowi jego "ślubnej megiery".
A przecież Janek jest taki zdolny, taki pracowity i.... no po prostu nie możemy mu tego zrobić.

A co powiedziliby ludzie, którzy dzięki "awanturze o płaszczyk" spędzili dodatkową upojną godzinę w samolocie już się nie dowiemy bo przecież kto by się przejmował opiniami jakiegoś "przypadkowego społeczeństwa"

timbarimba
O mnie timbarimba

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka