Na początek niech mi będzie wolno zrobić osobistą wycieczkę...
W dniu wczorajszym przeczytałem płaczliwe narzekania Witusia Gadowskiego nad podpisem prof. Anny Raźny złożonym pod czołobitnym adresem do Władcy Trzeciego Rzymu i jego akolitów. Ów kuriozalny ale jednocześnie wielce charakterystyczny tekst możecie przeczytać tu:
http://www.konserwatyzm.pl/artykul/12129/zygmunt-wrzodak-list-otwarty-do-narodu-rosyjskiego-i-wladz-f
zaś płaczliwe narzekania tu:
http://wgadowski.salon24.pl/584806,list-do-profesor-anny-razny
Jako, że Wituś powołuje się na znajomość z panią profesor (ach kogóż on nie zna ten Wituś) ja również zacznę od kilku osobistych wspomnień. Byłem studentem pani profesor, która wykładała mi Współczesną Literaturę Rosyjską i robiła to genialnie. Jest w moim wspomnieniu jednym z najlepszych wykładowców akademickich, z jakimi miałem do czyniemia. Łączyła bowiem w sposób absolutnie ponadprzeciętny najwyższe kompetencje, odwagę intelektualną i kulturę osobistą. Nie będę się tu rozpisywał, ale każdy kto pozna prof. Annę Raźny orientuje się co to znaczy "mieć klasę" i wielka szkoda, że jej "przyajciel" Wituś się tego od pani profesor nie nauczył. Zachowuję więc o niej wspomnienie jako o wybitnym wykładowcy akademickim czyli zaliczam do tych, którzy byli dla nas prawdziwymi "nauczycielami mądrości" a nie tylko przekazujacymi wiedzę. Ale kurs Współczesnej Literatury Rosyjskiej zakończyłem i nasze drogi się rozeszły. W kilka lat później usłyszałem ją na antenie Radia Maryja (a było to gdzieś w latach późnego AWS) gdzie mówiła mniej więcej to co znajdziecie w tym kuriozalnym liście ale bez idei panslawistycznej i wiernopoddańczych karesów do Putina. Innymi słowy twierdziła, że Zachód kompletnie nas zniewolił, że cała scena polityczna to pachołki Zachodu, że antypolska polityka itp., itd.
Przyznaję byłem w szoku, ale nie miejsce tu ani czas na opisywanie owej specyficznie polskiej "zdrady klerków", krórą uprawiają nasi profesorowie gdy tylko zamienią dyskurs akademicki na dyskurs polityczny. Później wysłuchałem jeszcze kilku jej wystąpień i uznałem, że w przestrzeni politycznej prof. Anna Raźny realizuje za pomocą dyskursu politycznego tylko sobie znane cele, że pozwala je sobie okreslać przez ludzi takich jak Wrzodak, Giertych i Wierzejski czy zapomniany juz słusznie Orzechowski (były to czasy Ligi Polskich Rodzin, z ramienia której Anna Raźny startowała bez sukcesu do Senatu) i że muszę z tym żyć. Tyle mojego wpsomnienia a teraz rozprawię się z płaczliwymi narzekaniami Wicia Gadowskiego.:
Pierwsza prymitywna manipulacja Gadowskiego.
Nie wiem na jakiej płaszczyźnie przyjaźnił się z Anną Raźny Gadowski ale nas uczyła ona przede wszystkim "intelektualnej uczciwości". Tymczasem tam gdzie autorzy piszą Zachód i wskazują jednoznacznie na inspiracje amerykańskich neokonów ("doktryna Wolfowitza" ) Gadowski wkłada Unię Europejską. W całym liscie nie ma słowa o żadnej Unii ale Gadowski pisze: "W liście tym wzywasz Putina aby bronił Słowian i Chrześcijan przed unioeuropejskim zepsuciem." To dokładnie trzeci rodzaj prawdy czyli "gówno prawda". W żadnym miejscu listu nie ma słowa o Unii i nie ma słowa o zepsuciu. W rzeczy samej jest o wiele bardziej złowieszczo ale z dokładnym wskazaniem kogo należy za to winić:
"Zaniepokojeni sytuacją polityczną, gospodarczą i finansową w świecie, a w szczególności na Ukrainie zwracamy się do władz Federacji Rosyjskiej o nieustępliwość w stosunku do władz i organizacji państw zachodnich – w tym polskich, które reprezentują dyktat neo – konserwatystów amerykańskich oraz spadkobierców ludobójczej organizacji UPA, których celem jest włączenie w swoją strefę wpływów Ukrainy bez względu na koszty i straty samej Ukrainy"
W rzeczywistości list jest zdecydowanie antyamerykański bo w wielu miejscach wzmiankuje się o "inspirowaniu kolorowych rewolucji", wspieraniu rebelii np. w Syrii co zdecydowanie robią Amerykanie w oparciu o wyklinaną przez Wrzodaka doktrynę Wolfowitza. Ale o tym u Gadowskiego cicho sza bo on biedaczek wszedzie widzi babę z brodą i z nią mu się wszystko kojarzy.
... dalej jest tylko jeszcze bardziej histerycznie i płaczliwie.
Cytuję Gadowskiego
"Wiem, że jesteś wytrawną znaczynią Wschodu. Twój przyjaciel profesor Lucjan Suchanek jest w komitecie honorowym PiS, a Ty odrzucasz wszystko co polskie i piszesz list w formie podobny jak list kozaków do cara.
Ty, wieloletnia przyjaciółka nas (ja jestem tu najmniej ważny, ale przecież także Antoniego Macierewicza) zawierzasz nas „opiece Trzeciego Rzymu pod egidą Władimira Putina”?"
I to jest w moim mniemaniu kwintesencja Gadowskiego, który nie rozumie takiego pojęcia jak intelektualna niezależność bo jest i będzie zawsze tylko marnym ideolo, nieudanym poetą z fejsbuka i grafomańskim pisarzem grzejącym sie w słońcu przyjażni z Antonim, Macierewiczem (och ach mdlejemy), tatą Radwańskim i kogo tam jeszcze uda mu się zaczepić po pijaku na Rynku w Krakowie.
W jego perspektywie posiadanie przyjaciela w komitecie honorowym PIS i znajomość z Antonim, tym Antonim zwalnia z myślenia na własny rachunek i obliguje do głośnego skandowania: "Jarosław Polskę Zbaw" oraz "Antoni, Antoni". Nie dziwi mnie takie właśnie postawienie sprawy bo jest Gadowski juz od dawna intelektualnym impotentem z mozołem wyrabiającym swoją wierszówkę u wszystkich możliwych Stefczyków, po którym nie można się spodziewać żadnej ożywczej myśli poza powielaniem przekazów dnia suflowanych przez mądrzejszych i sprytniejszych, co rzecz jasna ambitnego Wicia niezmiernie frustruje. Dlatego też swoich czytelników ma za stado baranów, bo jak barana z folwarku zwierzęcego Orwella traktują go ci, w których słońcu przyjaźni się grzeje.
Ale zostawiam tą nieciekawą postać jej frustracjom i wracam do owego słynnego Listu i mojej pani Profesor pod nim odważnego podpisu.
To się nie mieści w głowie...
Nie jestem prawakiem i prawicy we wszeliej postaci zoologicznie wprost nie znoszę ale spodobał mi sie ten list ze względu na jego intelektualną odwagę. Choć wyczuwam w nim "strumień świadomości" Wrzodaka i gdybym był oszalałym pisiorem pewnie wyczuwałbym również zapach petrorubelków płynących do niego z jakiejś panslawistycznej fundacji to jednak tak jak godzę się na różnice cywilizacyjne i kulturowe między Ariabią i Zachodem np. tak godzę sie również na osobne i odważne myślenie Słowiańszczyzny jako bytu chcącego się wyrwać na swobodę z pęt narzuconych przez oświecony Zachód. Myśl to odważna i myślenie odrębnej Słowiańszczyzny jest przynajmniej intelektualnie ożywcze. A dlaczego nie ? Można przynajmniej zapytać, można przynajmniej się nad takim zadaniem intelektualnym pochylić i zmiarkować wszelkie jego plusy i minusy, wszelkie jego prawdopodobieństwa i nieprawdopodobieństwa.
Takie własnie zadania intelektualne stawiają sobie ideologowie Putina, którzy jednak czerpią z głębokich studni rosyjskich panslawistów XIX wieku (i o tym wykładała nam prof. Anna Raźny). To co przejął z tego Wrzodak to jedynie sprymityzowana wersja krytyki okcydentalistów a Gadowski ??? Ten był w stanie zrozumiec z tego jedynie pro PIS czy anty PIS czyli żałośnie juz mało. Sama jednak myśl jest ciekawa gdy w swoistym epoche obedrze się ją z politycznych uwikłań bo jest pytaniem o naturę Słowian wiecznych takerów Europy, którym wszystko muszą nieustannie suflować lepsi i mądrzejsi zachodni bracia od Chrześcijaństwa po system bankowy. Jest więc w tym pytaniu chęć zejścia do źródeł i odpwiedzenia na pytanie czy Słowianin w nas coś jeszcze znaczy ? I to mi się podoba bo jest Słowianin po prostu jednym z naszych atrybutów i od tego są takie dyskusje aby sobie odpowiedzieć czy atrybutem znaczącym i czy znaczącym może się stać.
Cała reszta niech będzie milczeniem bo przecież łączenie UPA z Wolfowitzem i przeciwstawianie ich Słowiańszczyźnie to oczywiste piętno "intelektualizmu" Wrzodaka, któremu oczywiście o żadną dyskusję nie chodziło. Jedynie chciał o sobie przypomnieć i kilku jeszcze postaciach w tym marnym (i słusznie) dla nich czasie.
Na koniec niech mi będzie wolno zrobić jeszcze jedną osobistą wycieczkę...
Wśród moich "nauczycieli mądrości" był również dr (wówczas) Legutko, którego seminarium o teoriach politycznych Platona będę pamiętał do końca życia. Jego praca intelektualna była dla mnie "metrem z Sevre" przenikliwości, rzetelności i krytycyczmu.
Dziś widzę go wśród baranów Kaczyńskiego meczącego w zgodnym stadzie najgłupsze nawet przekazy dnia, które wiem, że obrażają najbardziej nawet elementarne poczucie intelektualnej przyzwoitości. Gdym mu to na pewnym spotkaniu z wyborcami zarzucił zrugał mnie po profesorsku, że nie odróżniam dyskursu politycznego od akademickiego. Rzeczywiście mam z tym trudność bo uważam, że twarz się ma jedną ale o pojeciu "twarzy" i ryzyku jej utracenia pamiętają już chyba tylko Azjaci więc nie ma o czym mówić.
A jednak z tych dwojga to właśnie straceńczy gest prof. Raźny bardziej mnie przekonuje niż mydłkowate rezonowanie profesora Legutki, którego ceniłem za intelektualną odwagę i niezależność.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)