Wielkie podniecenie wywołane opublikowaniem taśm musiało się przełożyć na działania polityczne.. Musiało bo tego oczekiwały elektoraty a w szczególności jeden, wiadomy elektorat. I oczywiście się przełożyło tylko jak zawsze w przypadku Największej Partii Opozycyjnej przełożyło się głupio, nieskutecznie a w konsekwencji kompromitująco.
Ktoś chyba musi to powiedzieć jasno. Nikt nie chce w polityce Kaczyńskiego, nikt nie chce w niej Błaszczaka, Hofmana ani Brudzińskiego, nikt nie ma zamiaru współpracować z Panią Szydło ani tym bardziej z Suskim i całą resztą "wzmożonych". Groteskowa koncepcja rządu technicznego (podobno proponowano premierostwo nawet Piechocińskiemu), który przygotuje wybory (sic), co jest przekazem dla najbardziej ogłupiałych prawaków, bo jako żywo nigdy żaden rząd w Państwie Polskim żadnych wyborów nie przygotowywał, od tego mamy PKW i przynajmniej od Monteskiusza trójpodział władzy.
Na konsultacje zwane przez prawactwo "rokowaniami" nikt, poza całkowicie opadłymi z sił renegatami z SP oraz dwoma lub trzema gowinowcami (licząc z samym Gowinem), się nie zgłosił, więc też żadnych rokowań nie było i na koniec sam Kaczyński musiał z smutną miną przyznać, że w polskiej polityce nikt nie chce z nim rozmawiać, nikt nie chce z nim rokować i powiedzmy to sobie szczerze NIKT NIE CHCE MIEĆ NIC WSPÓLNEGO Z KACZYŃSKIM I Z JEGO BANDĄ wiecznie naburmuszonych i wiecznie wzmożonych przydupasów, bo przecież już wyłącznie najbardziej bezmózgie przydupasy Kaczyńskiemu zostały.
Ale przecież nie o opis sytuacji nam tu chodzi tylko o odpowiedź na pytanie: DLACZEGO NIKT NIE CHCE MIEĆ NIC WSPÓLNEGO Z KACZYŃSKIM I Z JEGO BANDĄ ??? Odpowiedzi jest kilka i postaram sie je tu wyliczyć:
1. Kaczyński nie bierze udziału w realnej polityce. Przez innych nazywane jest to "antysystemowością" ale ja uważam, że Kaczyński jest po prostu niewolnikiem swojego zaplecza politycznego, w którym wykreował przeświadczenie o "byciu ponad" Tuskami, Palikotami i Millerami. Prezydent to dla niego Komuruski itp, itd.
Tymczasem jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki na widok smakowitych taśm Kaczyński ożywia się i pisze list do Prezydenta a pogardzanemu przez siebie "bagnu" proponuje rokowania. Czy was dziwi, że nikt z tym panem nie chce żadnych rokowań ???
2. Kaczyński i PIS nie ma zamiaru niczego wygrywać. Zauważa to już nawet TV PIS, która w wywiadzie z Błaszczakiem zarzuca mu, że PIS nic nie robi żeby wesprzeć "niepokornych" dziennikarzy w ich robocie, nie tworzy zespołów studyjnych, nie podsyła "przekazów dnia". Na ten zarzut Błaszczak oczywiście strasznie się naburmusza (ta partia już tak ma), że nie będzie wykonywał pracy za dziennikarzy itp. ale prawda jest taka, że PIS się boi zagrać w jednej drużynie z "Niewiadomo Kim", można sobie dworować z języka profesorów i ministrów ale stanąć pod rękę z Cwanym Kelnerem ??? Na to Kaczyński jest zbyt żoliborski i zbyt senatorski (jeśli wy prawacy w ogóle wiecie co jest źródłosłowem dla senatora) i wreszcie zbyt zmacierewiczowany czyli zbyt przesiaknięty Golicynem tj. wszędzie węszący maskirowkę i prowokację albo odwrotnie.
3. Wreszcie to co mówiłem zawsze i będę powtarzał. Polską Prawicę cechuje intelektualna a co za tym idzie również polityczna impotencja. Kaczyński wygrał tylko raz, kiedy miał wokół siebie zjednoczoną prawicę a za sobą "aferę Rywina" i aferę starachowicką na dokładkę. Dzisiaj jest otorbiony przez swoich przydupasów a "jednoczenie prawicy" w jego wykonaniu ma polegać na "przeczołgiwaniu" niedawnych renegatów. Przez ostatnie 7 lat Kaczyński próbował już wszystkiego. Były wota, był gabinet cieni i rząd techniczny Glińskiego, było obrażanie się i burmuszenie, wnioski o unieważnienie sfałszowanych wyborów i bojkoty stacji telewizyjnych, był Budapeszt w Warszawie, Kijów w Warszawie i Istambuł w Warszawie, był Zespół Macierewicza i Wielki Projekt i.... nic. Kompletna, stuprocentowa impotencja, której ostatnią kulminacją jest zupełna izolacja Kaczyńskiego i PIS na scenie politycznej.
Czy prawica powinna wyciągnąć z tego jakiś wniosek ? Ależ oczywiście ale równie oczywiste jest również i to, że tego nie zrobi. Kasa z budżetu płynie, można zarabiać, można robić kongresy, konferencje, brylować w mediach i się wypowiadać, można się nadymać i wzmagać a to własnie Polskie Prawactwo najbardziej lubi. Bo niby czego mógłby być ministrem Błaszczak ? A Brudziński jakie niby mógłby objąć ministerstwo ? A może absolwentka etnografii po wieczorowych kursach pisizmu mogłaby zostać Ministrem Finansów ? Tego sobie już nawet najbardziej oszalałe i zawzięte prawaki nie wyobrażają i bardzo dobrze bo jak twierdzili epikurejczycy "niezaspokojone pragnienia są źródłem cierpień".


Komentarze
Pokaż komentarze (24)