Wypierdzenie, czyli kilka słów tytułem wstępu.
Każdy, kto pamięta Wielką Konwencję w Hali Kongresowej, podczas której ogłoszono Nominację Lecha Kaczyńskiego na Kandydata PIS na stanowiska Prezydenta RP. Każdy, kto pamięta setki flag narodowych, podniosłą muzykę oraz odpowiednie oświetlenie, każdy, kto pamięta perfekcyjnie przygotowane wystąpienie Nominata musiał doznać kompletnego szoku, gdy w ostatni wtorek w oprawie zupełnie niereprezentacyjnej sali Sokoła w Krakowie usłyszał coś w stylu: "Jest tu osoba, którą będę rekomendował Komitetowi Politycznemu na kandydata na Prezydenta" oraz zupełnie już kuriozalne podziękowania Tej Osoby za: "nominację na prezydenta".
Barany w oczach całej gromadzonej wierchuszki partyjnej i koalicyjnej ze szczególnym uwzględnieniem baranów w oczach Gowina - bezcenne.
Innymi słowy owa Nominacja, jak się o niej mówi nosi wszelkie znamiona wypierdzenia, wyplucia a zgoła wyrzygnięcia Kandydata w oprawie, która wydaje się adekwatną do wagi, jaką przykłada się do szans Andrzeja Dudy w prezydenckiej elekcji.
"Wszyscy pracujemy jak osły, z prezesem na czele”, czyli jak poseł Jarosław Zieliński sprawy adekwatnie nazywa
Trudno o większy dowód na istnienie podświadomości jak słowa posła Zielińskiego wypowiedziane na posiedzeniu Komitetu Politycznego PIS, gdy się wyrzucaniem posłów zajmowano. Oznacza to, że w Najwyższym Organie są osoby, które adekwatnie potrafią ocenić kolegów i siebie, a w akcie straceńczej wprost odwagi włączyć w to i Prezesa. Dokładnie tak Panie Pośle! Właśnie te niezbyt rozgarnięte zwierzątka, które kojarzymy głównie z chodzenia w zaprzęgu, w jarzmie, lub ze słynną już marchewką przed oczami najlepiej opisują członków Najwyższych Gremiów PIS. Z tego, co wiem ciężka praca osiołków też nie jest zaliczana do najbardziej kreatywnych, co by wyjaśniało ostatnich osiem porażek wyborczych partii Jarosława Kaczyńskiego i jakże spektakularną Nominację Nowego Nominata.
Kaczyński wystrzelił z dupy swojego Nominata w dzień, w którym we wszystkich mediach króluje urzędujący prezydent. A to rozdaje ordery, a to maszeruje w marszu, a to przy Grobie Nieznanego Żołnierza, a to z kotylionem, a to wreszcie się wypowiada i rangę nadaje, a na koniec boleje nad wyczynami Armii Patriotów. I to jest właśnie to drugie wydarzenie, które zupełnie Nominata na margines spycha, bo w Warszawie tradycyjnie harcuje Armia Patriotów, która o wiele barwniejszą i medialnie użyteczną oprawę swojego wydarzenia zadbała. Efekt kompletnej żenady Kaczyński dostaje w gratisie.
Wszyscy wrogowie PIS.
Partia Kaczyńskiego jest w tej doskonałej sytuacji, że wszyscy jej przeciwnicy i wrogowie znajdują się w niej samej. Jest to formacja, która bohatersko walczy z tymi, którzy są jej działaczami, parlamentarzystami, wreszcie nominatami na ważne np. ministerialne stanowiska (vide Lipiec i Kaczmarek). Wrogami Kaczyńskiego i PIS od czasu oddania władzy okazali się już jego Delfin (w rzeczywistości Leszcz), kilku medialnych specjalistów, członkowie gremiów kierujących kampaniami, europarlamentarzyści startujący z list PIS, rzecznik prasowy partii a ostatnio nawet kandydat na radnego w Radomiu prosto z University of Warsaw, któremu wieszczyłbym większą karierę w Warsaw Shore. Czy nie dziwi, że takie pozycjonowanie przeciwników prowadzi w konsekwencji do tego, że po 9 latach bohaterskiego zwalczania wrogów we własnych szeregach mamy barak Sokoła zamiast Sali Kongresowej, a zamiast zapierającej dech w piersiach celebry, krótkie i smrodliwe pierdnięcie, które oszołomiło samego Nominata do tego stopnia, że podziękował za „nominację na prezydenta”.
Najmierniejszy z wiernych. Najwierniejszy z miernych.
Europoseł Duda posiada miłą powierzchowność. W mowie nadużywa rusycyzmów a w domu hoduje „ukrytą opcję niemiecką” (żona jest germanistką). I to chyba wszystko, co można dobrego o nim powiedzieć. W Krakowie przegrał z Majchrowskim elekcję na fotel prezydenta miasta, choć się w tym mieście wychował, wykształcił i powinien coś o nim wiedzieć. W ostatnich wyborach do europarlamentu pokierował tak skutecznie kampanią PIS, że nawet przychylny mu Kaczyński odsunął go od tego trudnego zadania i na pomoc przywołał Hofmana a i tak PIS przegrało, choć sondaże dawały partii Kaczyńskiego kilkanaście procent przewagi. W kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Duda pracował nad wnioskiem o ułaskawienie wspólnika mecenasa Dubienieckiego, a że praca ta została uwieńczona sukcesem pozwolono mu zajmować się Martą Kaczyńską podczas jej wizyt w Krakowie. I to właściwie wszystko. Jak wyraził się słusznie jeden z komentatorów „capacity na miarę podsekretarza stanu” w Najmniej Ważnym Ministerstwie, a dlaczego miałbym widzieć go Głową Mojego Państwa? ·Czy tylko dlatego, że Kaczyński ma wokół siebie Kuchcińskich i Błaszczaków? Czy dlatego, że od czasu przegranej debaty z Tuskiem, Kaczyński, mówiąc Gombrowiczem, jest „tchórzem podszyty”, że przegrana z Komorowskim tylko w nim tego tchórza wzmocniła? A może, dlatego, że poprzednia marionetka Prezesa już się zgrała, że nominacja profesora Glińskiego śmiech by już tylko wzbudziła nawet wśród najwierniejszych Waw i Ufek?
Kiedy nastąpi ten moment?
W polityce najbardziej interesuje mnie moment zmiany i mechanizmy za nim stojące. W odróżnieniu od nauki, gdzie na zmianę paradygmatu myślowego można czekać całe wieki, w polityce ten proces wydaje się następować szybciej. Jednocześnie dotyczy o wiele większej i bardziej zróżnicowanej grupy niż społeczność naukowców. Jak długo jeszcze polska prawica będzie wyznawała kaczyńskocentryczność ? W 1989 roku naiwnie myślałem, że oto jestem świadkiem zmierzchu ideolo – prymitywnej agitki w stylu Trybuny Ludu ufundowanej na przekonaniu, że po drugiej stronie stoi Ciemny Lud, który kupi wszystko. Wystarczyło mi wysłuchać jednej audycji Radia Maryja, aby zrozumieć, że rację miał Iwan Karamazow mówiąc, że większość ludzi nie tylko za chlebem tęskni, ale i za tym „aby mieć się komu pokłonić” co wydaje się najbardziej lakonicznym opisem „ucieczki od wolności”.
Ale lud pisowski jest doskonale na wszelkie zmiany paradygmatów impregnowany. Iluż już zdrajców musiał się wyprzeć, których jeszcze wczoraj na ramionach nosił. Imię ich legion a jednak czekam na tego ostatniego, czekam, kiedy tu na salonie się zaczną pojawiać opinie, ze Kaczyński ślepą uliczką prawicy się okazał, że przecież z tej samej kliki się wywodzi, że przy okrągłym stole i że u Wałęsy w kancelarii, kiedy wreszcie padnie pytanie o Stan Wojenny i jego niezbyt bohaterską wówczas postawę, kiedy sprawa jego lojalki powróci, kiedy wreszcie ktoś policzy ile szans polska prawica przez niego zaprzepaściła, ile było tych Budapesztów, tych naszych wiosen??? Kiedy nastąpi ten moment ?


Komentarze
Pokaż komentarze (24)