Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński
75
BLOG

Viva Środa i va via Singer

Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński Polityka Obserwuj notkę 2

 

Po raz pierwszy ucieszyłem się z akcji, jakiej patronuje pani prof. Środa, z którą w ogóle i absolutnie nie jest mi do drodze! Rozradowałem się z inicjatywy ekologów, chociaż nie uważam się za eko-lewo ani za zielonego (chociaż na rozkaz Żony segreguję śmieci…).
 
19 maja przeczytałem w „Rzeczpospolitej”, że nastąpiła ogólna kampania antymarszałkowska, co sprawia, że poczułem się mocno wzmocniony i podbudowany. A więc nie jestem sam, nie tylko ja się wzburzyłem, kiedy dowiedziałem się, że pan Komorowski jest zapalonym myśliwym, że strzela do zwierząt, czerpie z tego przyjemność, i jeszcze zinstytucjonalizował swoje hobby zapisując się do Polskiego Związku Łowieckiego.
 
Absolutnie zgadzam się z apelem fundacji VIVA.
 
No bo też trudno mi sobie wyobrazić zabijanie zwierząt. Rozumiem, że są sztuki tzw. do odstrzału, ale przecież ja nie strzelam, bliscy mi ludzie nie strzelają, wokół mnie ludzie też nie strzelają, bo nie odczuwamy po prostu takiej potrzeby (są osoby, które zajmują się różnymi dziwnymi zajęciami, ale to nie znaczy, że należy to powielać).
 
A już jechać specjalnie w lasy z dubeltówką, żeby ubić biedne, zatrwożone zwierzę szukające schronienia przed watahą, którą chce je dorżnąć, o nie…
 
NIGDY nie zabiłem żadnego zwierzęcia. Rzadko zabijam owady (jeśli, to wyłącznie muchy i komary), choć za nimi nie przepadam.
 
Co dopiero mówić o gatunkach bardziej rozwiniętych, jak myszy, koty, psy, jelenie, sarny, koźlęta, to dla mnie jedno i to samo. Boże stworzenia.
 
Osoba, która decyduje się na strzelanie do niewinnego, Bogu ducha winnego stworzenia musi mieć coś nie halo, no właśnie gdzie? Chyba nie w sercu, bo serca brak. Bezduszność i małość. Odważniak ze strzelbą i agresywnymi, żądnymi krwi psami gna za struchlałym zwierzęciem.
 
Polecam w tym miejscu panu Komorowskiemu film „Powder” i scenę dogorywania jelenia.
 
Trzeba być okrutną osobą, aby tropić stworzenie Boże, ścigać, doganiać, mierzyć do niego na zimno, zabijać, dobijać, co za natura ludzka, która szuka w tym wrażeń?
 
Moim skromnym zdaniem to mocno dwuznaczne moralnie.
 
A dodatkowo jeszcze to całe leczenie kompleksów przez wieszanie swoich „trofeów” na ścianach… niektórzy muszą mieć duże samochody, inni duże strzelby i nad drzwiami poroże.
 
Ciekawi mnie, i chciałbym się zapytać p.o. prezydenta Komorowskiego, czy po ewentualnym zwycięstwie, te co większe sztuki, ubite na kolejnym polowaniu, znajdą się w Pałacu Prezydenckim?
 
Po bytności w nim Lecha i Marii Kaczyńskich, którzy kochali zwierzęta, byłoby to znacząco żenujące, przygnębiające, niewybaczalne.
 
Dlatego ja także domagam się deklaracji, że kandydat na prezydenta:
 
1) wypisze się z klubiku dla szukających krwawych widowisk
 
2) już nie będzie ponawiać procederu zabijania zwierząt w tej formie - nigdy.
 
Przy czym nie wpłynie to oczywiście na moją decyzję o głosowaniu na tego kandydata. Nie będę głosować na pana Komorowskiego, niemniej chodzi tu o pewne standardy. Takich rzeczy się po prostu nie robi!
 
Nawiązując do haniebnej wypowiedzi pana Bartoszewskiego (o cechach rasistowskich), wolę stokrotnie osobę, która kocha zwierzęta i się nimi zajmuje (czy są to zwierzęta futerkowe czy inne), niż osobę, która je zabija.
 
A pani prof. Środa zapewne też musiała być konsekwentna w swoim sprzeciwie, choć zapewne z ciężkim sercem, bo to tak trudno jednak wystąpić przeciw idealnemu kandydatowi, którego popiera jej środowisko.
 
W końcu oburzała się na odwołanie konferencji na UW z gościem specjalnym, panem prof. P. Singerem.
 
A na marginesie, pozwolę sobie na reminiscencję z 15 maja, i aby nie być zbyt sielankowym idealistą odkryję trochę swego mrocznego prawicowego oblicza katolickiego.
 
„Praktyczny etyk, czyli jak zabijać dzieci, aby było więcej miejsca dla zwierząt”
 
Redaktor Żakowski oburzony! Peter Singer zakazany na UW! A chciał powiedzieć tyle wspaniałych słów o wolności i to wolności dla uciskanych zwierząt. Na szczęście nie zawiódł warszawski Traffic, tam banita Singer mógł powiedzieć czym jest wolność i prawda. Bez ogródek i obłudy. Zgodnie z przekonaniem Australijczyka okazało się, że wszystkie prawa ludzkie są już przestrzegane, więc pozostało już tylko zając się tymi, którzy tych praw są pozbawieni. To zwierzęta.
 
Piękne słowa, wolność dla zwierząt, aby miały przestrzeń życiową.
 
Singer ma jednoznaczne zapatrywania na aborcję, o czym wspomina głośno w swej książce „Etyka praktyczna”. Nie tylko dopuszcza zabijanie dzieci nienarodzonych, ale również tych już urodzonych po wspólnej zgodzie na śmierć ich rodziców. Człowiekiem dziecko stawałoby się po okresie przejściowym, termin takiego okresu można oczywiście uzgodnić, np. cztery tygodnie po urodzeniu. Istoty zwierzęce i ludzkie niewiele się od siebie różnią w praktyce co do prawa do życia.
 
Mało tego, człowiek jest tak bardzo ekspansywny, że zabiera przestrzeń życiową dla zwierząt, stąd warto go powstrzymać, ustalić ramy postępowania, jakąś logiczną i racjonalną inżynierię społeczną, która nie zapominałaby o zwierzętach i chroniłaby je przed człowiekiem. Dlatego m.in. uczestnicy konferencji podpisywali petycję do rektor UW Katarzyny Chałasińskiej-Macukow, aby na uczelni została stworzona Pracownia Praw Zwierząt.
 
Pan Singer rzecz jasna także się pod apelem podpisał.
 
Choć zapomina o podstawowym prawie KAŻDEGO człowieka do życia, akceptując zabijanie dzieci nienarodzonych, a więc tych, które nie mogą się same obronić przed aktem unicestwienia ich przez osoby dorosłe, to jest uznawany za obrońcę praw człowieka. Traktuję ten fenomen jako swoistą aberrację naszych czasów. Zachwyty „wielkich sław” naszej rodzimej publicystyki salonowej nie zmienią moich chrześcijańskich poglądów w tym względzie.
 
Jak bardzo ta aberracja jest dziś rozpięta do granic możliwości niech ukaże krótkie przypomnienie o istniejącej od maja 2006 r. do marca 2010 r. na scenie politycznej Królestwa Niderlandów partii Partij voor Naastenliefde, Vrijheid en Diversiteit (PNVD), co się tłumaczy jako Partię na rzecz Miłości do bliźniego, Wolności, Różnorodności, która promowała w swoim programie politycznym pedofilię i zoofilię oraz pełną legalizację narkotyków twardych.
 
Zgodnie z programem seks ze zwierzętami powinien być legalny, o ile zwierzę nie będzie nadto wyeksploatowane, chodzenie nago w miejscach publicznych również, nie mówiąc już o tym, że wiek współżycia liderzy PNVD chcieliby obniżyć do pułapu 12 lat, a w perspektywie znieść całkowicie.
 
Oto wolność w swej pełnej krasie. Oznacza to, że owa legalna partia, teoretycznie mogłaby wejść do parlamentu i zmienić prawo, a nawet stworzyć gabinet premiera. Wówczas Singer byłby w kropce, czy w praktyce etyczne jest całkowita wolność człowieka czy jednak całkowita wolność zwierzęcia. Jak to pogodzić? Skoro brak tu różnic u podstawy. Widać, należałoby się zapytać zwierzęcia, czy wyraża zgodę na seks w swej wolności.
 
A abortowane dzieci w gruncie głosu nie mają, więc pytać nie trzeba.

Centroprawicowiec

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka