Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński
63
BLOG

O belgijskich megalibertynach (także chadeckich) i...

Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński Rozmaitości Obserwuj notkę 0
 
Mój dobry kumpel z Belgii, Jeroen powiedział mi kiedyś na jakiejś imprezie, że „my Belgowie, jesteśmy Wam Polakom wdzięczni za dwie rzeczy. Pierwsza to bitwa pod Wiedniem, kiedy polski król Jan pobił Turków i zatrzymał ich wojska. A druga sprawa to powstanie listopadowe. Dzięki odwadze Polaków i ich determinacji mogła powstać Belgia”. Powiedział to po niemiecku i było to tym milsze sercu...
 
Kiedy sobie dziś przypominam te słowa, a padły one dawno, bo w 2003 r. w Tybindze, przychodzi wiele refleksji, także smutnych.
 
Belgowie nie docenili ostatecznie tej swojej 180-letniej niepodległości, za którą my, Polacy walcząc o nasz kraj, niepodległość, struktury państwowe oddawaliśmy życie, swoją wolność, zdrowie. Flamandowie chcą oderwania od Walonii, frankofoni gardzą swoimi północnymi sąsiadami, bardziej zbliżając się do Francji niż współobywateli królestwa, a żeby było jeszcze dziwniej – jednym z urzędowych języków jest niemiecki…
 
Były już premier, jak pamiętamy, zapytany przez dziennikarzy, czy zna hymn belgijski prowokująco zanucił marsyliankę.
 
Belgia oczywiście się nie rozpadnie, ale jest to już jakiś niepodległościowy miraż, za którym opowiadają się przede wszystkim urzędnicy z Brukseli i inne kraje Unii niż sami Belgowie, jeśli jeszcze można ich tak nazwać.
 
Po drugie jesteśmy już po uchwaleniu przez parlament belgijski uchwały o zakazie noszenia burek w miejscach publicznych. Parlament libertynów przyjął ustawę i rozwiązał się… w czerwcu nowe wybory, i znowu przyjdą liberałowie plus socjaliści, a więc libertyni.
 
Parlament belgijski ma to do siebie, że wymyśla co rusz jakieś bzdety, które z wolnością mają zazwyczaj niewiele wspólnego (wolność jednostki to ulubione słowo dzisiejszych nowoczesnych ideologów UE). Nawet pozwolił sobie cynicznie dn. 2 kwietnia 2009 r. około godziny 21.37 (parlamentarzyści czekali do tej godziny w miejscu obrad), aby upomnieć rezolucją, którą poparła zdecydowana większość parlamentarzystów, Ojca Świętego Benedykta XVI za jego wstecznictwo w sprawie stosunku Kościoła katolickiego co do stosowania prezerwatyw. Papież zdążając do Afryki w marcu u.r. miał bowiem, zdaniem belgijskich urzędników, użyć słów „nieodpowiedzialnych” i „niebezpiecznych”. (A tak nawiasem mówiąc, to ówczesnym premierem był aktualnie sławetny już poeta od japońskich liryk Herman Achille Van Rompuy).
 
(A w drugim nawiasie, to kolejne rządy w tym królestwie powinny w końcu przeprosić za rzeź w Rwandzie, ludobójstwo bardziej „nieodpowiedzialne” i „niebezpieczne” w czynie zbrodni, hipokryzja jest dziś w cenie).
 
W sprawie zaś burek, zaraz po Belgii uczyniła to Francja, za chwile uczyni to zapewne Holandia (w zależności od wyników czerwcowych wyborów), w końcu pewnie i Włosi (choć premierowi Berlusconiemu na razie się odechciało), kto wie, czy nie Niemcy (zaczynając od kontrowersyjnej pani minister ). Jest to fatalny regres ideologiczny w świecie europejskim. Jeśli ciągle mowa o tej wolności, to z jakiej racji kilka tysięcy osób (o ile, bo wciąż nieznane są precyzyjne szacunki dla 10 milionowej Belgii, ile właściwie kobiet nosi okrycia twarzy i włosów) spośród 400 tysięcy muzułmanów, ma zostać tego nagle pozbawiona? Nie uszczęśliwiajmy naszym zachodnim wyobrażeniem wolności tych osób, które mają jej inne pojęcia i wyobrażenie (polecam w tym miejscu „Śnieg” Pamuka).
 
Zaś wszyscy, którzy po stronie tak zwanej chrześcijańskiej, przyklaskują temu oto postanowieniu, a jest takich osób wiele, niech nie spieszą się zbytnio. Parlament belgijski, zapewne i w nowym rozdaniu, zbudowany głównie z libertynów i socjalistów uchwali zaraz kolejne zakazy, tym razem przeciw chrześcijaństwu, zakaże umieszczania krzyży w miejscach publicznych (jak kościoły, czy cmentarze), noszenia krzyżyków czy żegnania się po katolicku przed jedzeniem na stołówkach, czytania Biblii pod drzewem w parku, itepe.
 
To jest wojna, wojna, którą się prowadzi na całość. Wojna przeciw religii, w tym przeciw chrześcijaństwu. Wymierzenie ciosu muzułmanom, ich tradycji, to nic innego jak przyczajony skok na religię, na Boga jako takiego, to regres kulturowy, który podobnie jak zakazywanie budowy meczetów jest dyskryminacją, atakiem na wolność religijną, która jest podstawowym prawem człowieka (zgodnie m.in. z art. 18 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, oraz art. 25. Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej). Dziś muzułmanie, jutro chrześcijanie. Jestem zawsze po stronie atakowanych i dyskryminowanych ze względu na wiarę, nawet jeśli dotyczy to „tylko” okcydentalnych form tradycji.
 
Zakazując budowy meczetów np. w Kolonii, czy w Warszawie, czyż nie postępowalibyśmy podobnie jak zakazujący budowy kościołów w Arabii Saudyjskiej, Turcji, Egipcie czy Pakistanie?
 
Chrześcijanin nie odpowiada złem za zło, ale dobrem za zło. Dodatkowo argumentacja, że może nie wszyscy muzułmanie to terroryści, ale już wszyscy terroryści to muzułmanie jest skandalicznym schematyzowaniem, dystrybuowaniem fałszywych stereotypów religijnych, bo są one zawsze fałszywe, a ta ksenofobia prowadzi wprost do nienawiści. A takie wypowiedzi się pojawiały publicznie.
 
Z kolei każdy akt dyskryminacji jest początkiem nowej pętli zła prześladowań. Ja w tym miejscu mówię stanowcze NIE libertynom z parlamentu belgijskiego i francuskim sekularystom. To krok wstecz tej wymarzonej demokracji unijnej. Jutro zakażą Boga i Kościoła. I zadowolenie z upodlenia muzułmanów odbije się zwolennikom tej formy dyskryminacji czkawką.

Centroprawicowiec

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości