Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński
128
BLOG

Kwietniowe ludobójstwa

Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński Polityka Obserwuj notkę 0

 

„Naród ma sens wyłącznie historyczny” (Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość) 

W tym roku rocznica ludobójstwa katyńskiego (podczas tego procesu ludobójstwa trwającego od kwietnia do lipca 1940 r. radzieccy bandyci na rozkaz Stalina wymordowali bez sądu w takich miejscach jak Katyń, Charków, Twer, Mińsk, Kijów… ponad 20 tysięcy obywateli polskich przebywających w niewoli sowietów po porażce kampanii wrześniowej i zdradzieckiej napaści ZSRR na Polskę dn. 17 września 1939 r.) była przez nas obchodzona w sposób szczególnie tragiczny.
 
10 kwietnia 2010 r. w katastrofie lotniczej zginęli nasi przywódcy i reprezentanci, ludzie wybrani przez nas, sprawujący władze dla nas, wszyscy oni, niezależnie czy reprezentowali lewą czy prawą stronę sceny politycznej, czy stali w jej centrum, chcieli oddać hołd pomordowanym i zagrzebanym bestialsko w bezimiennych, masowych grobach lasu katyńskiego - Polakom, elicie naszego narodu. Nie zdążyli, sami oddając życie i dołączając do zatrważającej liczby naszych rodaków, których zabrał nam ten przeklęty las.
 
W cieniu tej strasznej tragedii przepłynęły niezauważalnie również dwie inne straszliwe rocznice masakr, jakie ludzie ludziom zgotowali. Nie jestem historykiem, zapewne znalazłoby się ich więcej, ale powiem o dwóch pogromach kwietniowych XX wieku mających cechy ludobójstwa.
 
Pierwszym ludobójstwem na masową skalę w XX wieku, którego przyczyny tkwiły w nienawiści etnicznej i religijnej była rzeź Ormian i Asyryjczyków w Turcji dokonana na rozkaz trzech Paszów i wykonana przez Turków i Kurdów na terenie imperium osmańskiego, a zainicjowana dn. 24 kwietnia 1915 r. i trwająca nieprzerwanie do 1917 r., a więc do momentu, w którym młodoturcy rozwiązali już kwestię ormiańską i zarazem chrześcijańską (Ormianie byli pierwszym narodem, który oficjalnie przyjął chrześcijaństwo, stało się to w 302 r.). W wyniku ludobójstwa zamordowano ok. 1,5 miliona ludzi. Do dziś ta ukrywana prawda dzieli oba państwa Turcję i Armenię, a każdy kraj, który ośmieli się przypomnieć o ludobójstwie jest natychmiast wrogiem Turcji (kraju, który pretenduje do miana państw europejskich).
 
Drugim ludobójstwem „kwietniowym” była trzymiesięczna rzeź Tutsi dokonana przez Interahamwe - ekstremistów Hutu, która zaczęła się 6 kwietnia 1994 r. W jej wyniku zamordowano do miliona osób, głównie cywilów pochodzenia Tutsi.
 
Zawsze w tym względzie zastanawia mnie obecny stan psychiczny osób, które temu nie zapobiegły, albo nie pomogły niewinnie mordowanym, zabijanym w potworny sposób maczetami, niezależnie czy były to dzieci, kobiety, starcy, czy mężczyźni, byleby Tutsi.
 
Jak się dziś czują ci, którzy mieli stać na straży bezbronnych? Politycy, żołnierze, dziennikarze, lekarze, osoby konsekrowane, i inni (polecam w tym miejscu film „Hotel Rwanda” czy „Shooting dogs”). Wiedzieli, co się zdarzy. Każda wielka akcji eksterminacyjna musi być zaplanowana w czasie, zgromadzenie setek tysięcy maczet nie pozostaje niewidzialna. Inne pytanie, które sobie w takich sytuacjach zadaję, to pytanie o mnie samego, jak ja bym się zachował? Mam nadzieję, że nie stanę nigdy przed takim wyborem. A kiedy stanę, to mam nadzieję zachować się tak, jak mi nakazuje Jezus Chrystus.
 
Nie zapominam też o rzezi wołyńskiej, która zorganizowana przez UPA rozpoczęła się w marcu, nasiliła potężnie w kwietniu 1943 r. i trwała do lutego 1944 r. pochłaniając po stronie ludności polskiej w przybliżeniu do 60 tysięcy cywilów. Dla mnie i dla mojej rodziny tragedia wołyńska jest znacząca, pochodzimy bowiem z ówczesnych terenów II Rzeczypospolitej (rodzina mojej Babci, matka ojca, i ona sama musieli wówczas uciekać przed nacjonalistami ukraińskimi, którzy mordowali swoich wczorajszych przyjaciół i sąsiadów polskich, ścinając im głowy, odcinając kobietom piersi, przybijając niemowlęta do drzwi domów, Babcia często wraca do tych wydarzeń, nie potrafi ich dotąd ominąć).
 
Niektórzy kandydaci ogłaszają spoglądanie w przyszłość. Bo to ona jest najważniejsza. Przeszłość mamy zostawić historykom, świetnie, ale wydaję mi się, że tym ideologom właśnie o to chodzi (oni działają nie tylko w Polsce, także w Turcji, Niemczech, Rosji, USA, Japonii, czy Chinach… w krajach, które nie mają czystych sumień). Jeśli zapomnimy o zobowiązaniu i testamencie tych ludzi, pomordowanych, następnie ukrywanych, kto wie, jak szybko demony ponownie zaatakują i stworzą kolejny Holocaust.
 
Odpowiedzią dla tych propagandystów rodem z „Roku 1984” Orwella (chodzi mi tu o ten wątek powieści, gdy decydenci nakazywali, co rusz fabrykować historię i wymazywać niewygodne fakty) jest cytat z Hitlera…
 
Hitler miał powiedzieć we wrześniu 1939 r. (przed atakiem na Polskę) do swoich dowódców Wehrmachtu: „Zabijajcie bez litości kobiety, starców i dzieci; liczy się szybkość i okrucieństwo. Kto dziś pamięta o rzezi Ormian?”.
 
 
Jan Paweł II wielokrotnie mówił o tym, że naród nie może zapominać o swojej historii, bo zginie, kiedy się od niej odwróci, nie będzie miał wówczas przyszłości. To dotyczy nie tylko państw, ale i kontynentów i ich historii, np. kwestia marginalizowania dziedzictwa chrześcijańskiego w Europie.
 
Czy w Polsce godnie bronimy tej ważnej cezury, jakim był chrzest Polski i jego konsekwencji dla polskiego narodu? Zakończę ponownie słowami Jana Pawła, aby móc ten wątek podjąć w innym czasie:
 
„Mówiąc bowiem o chrzcie, nie mamy na myśli tylko sakramentu chrześcijańskiej inicjacji przyjętego przez pierwszego historycznego władcę Polski, ale też wydarzenie, które było decydujące dla powstania narodu i dla ukształtowania się jego chrześcijańskiej tożsamości. W tym znaczeniu data chrztu Polski jest datą przełomową. Polska jako naród wychodzi wówczas z własnej dziejowej prehistorii, a zaczyna istnieć historycznie”. (Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, Wyd. Znak, Kraków 2005, s. 81.)

 

Centroprawicowiec

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka