Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński
51
BLOG

Fajnie jest obejrzeć film (i to w kinie) za darmo

Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński Kultura Obserwuj notkę 1

 

Mieliśmy z Żoną taką okazję 23 kwietnia z okazji VII. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Żydowskie Motywy (Organizatorami Festiwalu byli: Stowarzyszenie Żydowskie Motywy, Media Kontakt i Gutek Film). Obejrzeliśmy jak leci pod rząd trzy filmy, co zamiast nas zmęczyć rozbudziło apetyty.
 
Pierwszy krótkometrażowy film reżysera Petera Williamsa z 2008 r. (23 min.) opowiadał o imigrantach żydowskich z Austrii i Niemiec, którzy zasłużyli się królowi i Wielkiej Brytanii w walce z niemieckimi nazistami. Ciekawe spojrzenie, gdyż dotychczas Żydzi pokazywani byli wyłącznie jako ofiary Holocaustu (nie licząc fikcyjnego świata alternatywnego według Quentina Tarantino w „Bękartach wojny”), a tu mamy do czynienia z realnym oporem i walką Żydów z karabinem na ramieniu przeciwko nazistom. Żołnierze żydowscy pomagali także oficerom brytyjskim w rozszyfrowaniu depesz wojennych, a znając perfekcyjnie niemiecki podsłuchiwali rozmowy Niemców w celach, czy w obozach jenieckich.
 
Na marginesie powiem tylko, że historycy, artyści, komentatorzy rzadko podkreślają fakt, że tylko w Polsce mógł powstać tak sprawny militarny ruch oporu (chodzi mi o powstanie w Getcie), że Polacy żydowskiego pochodzenia walczący z Niemcami na swoich domach obok flag z symbolem gwiazdy Dawida zawieszali także polskie flagi narodowe. Jestem z tego dumny. Jestem dumny z tych bohaterów, że wybrali honor, i umarli jak ludzie zaskakując pewnych siebie nazistów.
 
Drugi film dokumentalny z 2009 r. reżyserii Sahara Rozena ukazywał w centrum swojej akcji punkt widzenia słynnego i fenomenalnego, choć wypalonego już lewicowca, artysty i projektanta Davida Tartakovera. Ten dobry obraz to spojrzenie w głąb życia artysty uwikłanego w świat agresji, bólu, cierpienia i wojny, będącego nieco obok swojego społeczeństwa, zanurzonego w wiadomościach płynących ze Strefy Gazy, przechodzącego autoterapię za pomocą swojej sztuki w odpowiedzi, z jednej strony na krwawą i brutalną historię kraju, z drugiej na politykę władz izraelskich, w końcu na tragiczne relacje z operacji wojennych tui i ówdzie.
 
Była to krótka, choć fascynująca 57-minutowa podróż po współczesnej historii Izraela, którą odbywaliśmy oczami człowieka nienawidzącego wojny, ale bez której, nie mógłby, co paradoksalne, żyć i tworzyć, pogłębiona dodatkowo pesymistyczną świadomością i przekonaniem, że Pokój nigdy tu nie nadejdzie. Kolejne wojny i traumatyczne wydarzenia z 1948 r., 1967 r., 1973 r., w latach 1982-1985, z 1995 r. (zabójstwo premiera Rabina), z 2006 r., w końcu operacja w Strefie Gazy w 2008 r. były morzem nieszczęść, w których zanurzał się artysta, a jego odpowiedzią była sztuka. Na zadane pod koniec filmu pytanie, gdzie się podziała lewica w jego kraju, artysta odparł: „Nie ma, zmęczyła się”.
 
Następny film był, przynajmniej dla mnie odpowiedzią, dlaczego lewica nie może dziś wygrać z Kadimą. Dlaczego Avoda nie rządzi, a społeczeństwo Izraela nie daje jej szans na kierownictwo polityczne nad samym sobą i dlaczego w Knesecie jest osamotniona wobec partii prawicowych, a nawet skrajnie prawicowych.
 
Trzeci film, najdłuższy (94 min.), produkcji izraelsko-francusko-węgierskiej w reżyserii Omri Givona zatytułowany „Siedem minut w niebie” opowiadał historię młodej dziewczyny (Galia), która przeżyła atak terrorystyczny w Jerozolimie. Jej narzeczony, Oren zginął. Tylko determinacja ratownika wróciła ją do życia.
 
Bez zagłębiania się w szczegóły fabuły, aby nikomu nie zabierać przyjemności oglądania tego dobrego filmu, podsumuję myśl zawartą w poprzednim akapicie. Lewica ze swoją fikcją pokoju na obszarze, w którym dominują siły antyizraelskie, skrajnie wrogie Izraelowi, gdzie tylko czeka się na zmiękczenie polityki militarnej, nie jest gwarantem dla Izraelczyków bezpieczeństwa.
 
Gdyby dziś Avoda (Izraelska Partia Pracy niepodzielnie rządząca Izraelem do lat 70-tych) doszła do władzy i realizowałaby swoje hasło: „Pokój za ziemię”, takich przypadków, jak te ukazane w filmie, byłoby prawdopodobnie więcej. Trudno mi sobie wyobrazić wdzięczność ościennych krajów arabskich za te gesty… jednocześnie chcę podkreślić, że jestem przeciwnikiem i tak samo oburzony zbrodniami jakich dopuszcza się Cahal (wystarczy zajrzeć na stronę: http://www.rememberthesechildren.org/), nie popieram też rozbudowy muru i zamykania w getcie Palestyńczyków z Betlejem i z innych miast palestyńskich, (a ten dramat dotyka głównie coraz mniejszej wspólnoty chrześcijańskiej w Palestynie).
 
Wojna jest złem. Z drugiej jednak strony Izrael ma prawo bronić swojej niepodległości.
 
Zapewne Pokój dla tej ziemi nadejdzie dopiero w epoce Mesjasza, choć oczywiście obowiązkiem chrześcijan jest się modlić o pokój już teraz.
 
Podsumowując, był to ciekawy obraz, ale jednak czegoś mi w nim zabrakło. Czegoś mocniejszego, czegoś głębszego, choć pomysł, fabuła, gra aktorska były bardzo dobre. Może wynika to z tego, że mimo wszystko, sprawy te nie są mi obce, obojętne, nie zostałem nimi zaskoczony, czy zszokowany?
 
A może wynika to z tego, że był to po prostu trzeci film i byłem już przesycony obrazami.
 
Niemniej absolutnie polecam!

Centroprawicowiec

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura