Pakistan, kraj z potencjałem nuklearnym, siecią obozów szkolących terrorystów islamskich, opierający swój kodeks karny na sekciarskim „prawie przeciwko bluźnierstwom” (zgodnie z par. 295 b oraz 295 c osobom, którym udowodni się obrażanie osoby Mahometa oraz Koranu grozi kara śmierci i dożywotnie więzienie).
Po opublikowaniu karykatur Mahometa na Facebook-u oraz na youtube.com, co gorliwsi Pakistańczycy wyszli na ulice w proteście przeciwko obrażaniu ich religii. Słusznie można by rzec, choć zazwyczaj takie protesty przeradzają się w demonstracje polityczne, z antyamerykańskim i antyizraelskim zacięciem, na które świat tzw. cywilizowany patrzy z rozbawieniem, a sfrustrowani demonstranci wracając do swoich domów albo napadają w drodze powrotnej na przedstawicieli mniejszości chrześcijańskiej, albo palą jakiś kościół, który im się nadarzy, albo dokonują pogromów całych wiosek.
Świat cywilizowany tym bardziej wzrusza na to ramionami.
W krajach islamu bardzo często stawia się niestety znak równości między UE/USA a chrześcijaństwem.
Pierwsze z brzegu przykłady:
Publikacja duńskich karykatur Mahometa w 2005 r., w wyniku której antychrześcijańską nienawiścią zapłonął cały świat islamu, i to nie tylko w krajach arabskich, jak Egipt, ale też w Bangladeszu, Pakistanie, Turcji, Indonezji, czy Nigerii (inna sprawa, że rozwścieczyło to również muzułmańskich imigrantów przebywających w UE). Tak jakby dziennik „Morgenavisen Jyllands-Posten” miał coś wspólnego z chrześcijaństwem.
Albo inwazja na Irak. W ideologii irackich (i nie tylko) ekstremistów islamskich, wojska amerykańskie to krzyżowcy, więc w akcie zemsty i odwetu morduje się codziennie, od marca 2003 r. do dziś (z różnym nasileniem w obrębie różnych regionów) Irakijczyków wyznających Jezusa Chrystusa, głównie obrządku chaldejskiego, przedstawicieli społeczności, która przebywa w Babilonie od samych zaczątków chrześcijaństwa (przypomnę, że islam pojawił się po chrześcijaństwie).
A dlaczego na początku tego tekstu napisałem słowo „słusznie”? Po pierwsze dlatego, że jestem przeciwnikiem obrażania jakiejkolwiek religii, w tym islamu.
Po drugie, jedną z rzeczy, której zazdroszczę muzułmanom, to ich mocnego, choć często zbyt emocjonalnego, przywiązania do religii i jej symboli, których zaciekle bronią, gdy uznają, że są one spotwarzane.
Wprawdzie nie popieram metod i akcji odwetowych za prawdziwe bądź rzekome lżenie islamu, które sprawiają, że niemal wszystkie kraje, w której oficjalną i państwową religią jest islam prześladują m.in. chrześcijan, niemniej chodzi mi tu zwłaszcza o mobilizację społeczną, zaangażowanie, które sprawia, że tzw. cywilizowany świat okcydentalny dwa razy przemyśli, zanim podejmie jakieś działania przeciw islamowi. Szczególnie na obszarze politycznym (inna rzecz, że jeśli już takowe podejmie, to mało go interesuje, co się stanie np. z chrześcijanami w odległych miejscach świata, o czym wspominałem).
Wprawdzie amerykański Facebook może sobie pozwolić na internetowy bojkot ze strony Pakistańczyków (w tym 180 milionowym, pod względem ludności kraju, zaledwie 111 osób na 1.000 ma dostęp do Internetu, dla porównania w USA jest to ok. 712 osób na 1.000; za: alert.net.org), którzy go zapowiedzieli, ale jeśliby kampania antyfejsbukowa ogarnęła wszystkie kraje islamu, kto wie, czy firma nie odczułaby tego dotkliwie (niemiło jest stracić ponad miliard potencjalnych klientów).
Inaczej zaś z obrażaniem chrześcijaństwa (nie chodzi mi tu wcale o kraje islamu, gdzie jest to na porządku dziennym, w mediach, podręcznikach szkolnych, na uczelniach, w meczetach…), przede wszystkim w krajach Unii Europejskiej (więc czego wymagać od państw islamu, które tym bardziej mają zielone światło dla antychrześcijańskich działań).
Bierność europejskich chrześcijan pod tym względem jest rozbrajająca.
Szkoda tylko, że w Europie (w tym w Polsce) środowiska chrześcijańskie nie zdają sobie sprawy ze swojej siły obywatelskiej, i przy okazji nie są na tyle zwarte i zaangażowane do obrony wartości chrześcijańskich, a przynajmniej symboli religijnych i osoby Jezusa Chrystusa, aby bojkotować to i owo, czy tego i owego.
Tych przykładów dyskryminacji chrześcijaństwa w UE jest w końcu z każdym rokiem coraz więcej. Tylko, że wówczas obrażający powołują się na wolność słowa, wolność artystycznego wyrazu, obrony innych „wartości”, itp.
Chwalebne są protesty środowisk intelektualnych po słynnej akcji magazynu „FOCUS Extra” („JesusDressUp”), czy reakcja na to wydarzenie Rady Etyki Mediów, ale wciąż jest to kropla w morzu potrzeb, bez potężnej siły intelektualnego, humanistycznego rażenia.
A w Pakistanie życzyłbym sobie w miejsce eksplozji samochodów-pułapek, egzekucji, kary śmierci, podpaleń kościołów i wiosek, raczej eksplozji miłości, szacunku i prób wzajemnego zrozumienia w miejsce krwawych prześladowań chrześcijan.
Boję się bowiem, że zamiast mordowania „Facebooka”, skończy się na pogromach chrześcijan, czego byliśmy już świadkami, chociażby w Gojra (w sierpniu 2009 r. gdy kilkutysięczny tłum pakistańskich muzułmanów dokonał pogromu na chrześcijanach w tej miejscowości, w wyniku czego spalono żywcem 8 osób, w tym 7-letnią dziewczynkę i cztery kobiety).
Zob. http://www.youtube.com/watch?v=KINccZg0EMg
(Ostrzegam: Zdjęcia są drastyczne, a komentarze do nich bardzo emocjonalne)


Komentarze
Pokaż komentarze (2)