Moje postrzeganie rzeczywistości jest stosunkowe proste. Świat został stworzony przez Pana Boga, ja w nim także, Bóg na początku stworzył mężczyznę i kobietę, aby się rozmnażali i poddali sobie świat cały pod swe stopy. Polska jest moją Ojczyzną. Ma swoje wady, ale to mój Dom. Historia Polski jest bolesna, ale moja, gdyż tu od wieków żyła moja rodzina.
Od 15 lat nieprzerwanie pracuję w pocie czoła na swoje, swojej rodziny, ale też na polskie dobro wspólne, przyczyniając się do jego rozkwitu, aby Polska stała się „drugą Irlandią”.
Wiele rzeczy mnie boli, więc mogę to wyrazić, mogę się nawet w tym wyrażaniu kłócić, polemizować. Mam do tego prawo, ponieważ jestem polskim obywatelem i widzę wszystko z bliska. Niemniej w swoich kłótniach nie wychodzę poza granicę zasadniczej i standardowej przyzwoitości, staram się też być sprawiedliwy w ocenie.
Znalazłem dziś taką oto informację na stronie Kampanii Przeciw Homofobii:
„31 maja 2010 (poniedziałek) w Brukseli, w godzinach 15.00-18.30 odbędzie się posiedzenie Komisji Petycji Parlamentu Europejskiego, na którym rozpatrywana będzie petycja Kampanii Przeciw Homofobii (KPH) – polskiej organizacji działającej na rzecz równych praw gejów I lesbijek, w sprawie dyskryminacyjnych praktyk polskiej administracji publicznej”. (Za: www.kph.org.pl)
Oskarżanie własnego kraju za granicą, uważam za formę zdrady narodowej
Występowanie na forum publicznym, ale zagranicznym przeciwko Polsce, postrzegam jako działania przeciw polskiej racji stanu, opowiadanie, co to u nas źle, jaka tu u nas panuje beznadzieja i zaścianek, jest po prostu obrzydlistwem (a w ten sposób popełnianych obrzydlistw nie uniknęli pani Tokarczuk, pan Bartoszewski, pan Wajda, pan Michnik, i wielu innych przedstawicieli uciskanych i dyskryminowanych elit).
Poszukiwanie pomocy u zagranicznego sojusznika, odwoływanie się do sądów „wyższej” instancji niż te w Polsce, uważam wprost za haniebny brak patriotyzmu, coś na zasadzie działań niektórych rodzin arystokratycznych w Polsce szlacheckiej tuż przed jej ostatecznym upadkiem.
Gdy Sejm Czteroletni chciał zreformować dogłębnie państwo, znaleźli się tacy, którzy nowe prawo (Konstytucja 3 Maja) zakwestionowali i udali się po pomoc do Rosji, która im pomogła…
Dziś osobom, które się tego dopuszczają, mogę poradzić jedno: „Jeśli nie odpowiada Państwu nasze polskie prawo, nasza polska rzeczywistość, możecie zawsze opuścić te zacofane rubieże Wschodu nowoczesnej Europy i pędzić co sił do Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Holandii, czy gdzie tam jeszcze zalegalizowano śluby gejów i lesbijek”.
Wszystkie te kraje łączy niejedno, ale w aktualnym kontekście felietonu przede wszystkim możliwość przyznawania, zgodnie z prawem tzw. „małżeństwom” - Bogu ducha winne niewinne dzieci do wychowania (totalna makabra, oto forma opieki państwa nad bezbronnymi).
Szybko dopowiem, że nie istnieje coś takiego jak prawa geja, tak samo, jak nie istnieje coś takiego jak prawa heteroseksualisty, listonosza, czy socjologa.
Istnieją prawa człowieka. a to już znacząca różnica. Ani Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, ani obowiązująca Konstytucja RP nie przewidują takich przypadków, o których wspomina pan Biedroń i jego środowisko.
Ba, nawet „Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej”, na którą środowisko gejów i lesbijek się notorycznie powołuje, choć na szczęście nie obowiązuje ona jeszcze u nas, w art. 9 stanowi, że „Prawo do zawarcia małżeństwa i prawo do założenia rodziny są gwarantowane zgodnie z ustawami krajowymi regulującymi korzystanie z tych praw”.
(Przy czym znowu dopowiem swoje zdanie na temat tego, dlaczego ten dokument kompromituje się w moich oczach, i to już na samym wstępie. Oto art. 2.1. i art. 2.2. stanowią, że „Każdy ma prawo do życia”, oraz że „Nikt nie może być skazany na karę śmierci ani poddany jej wykonaniu”. Zatem więc NIKT, to nikt, a przecież codziennie mordowane są nienarodzone dzieci, zgodnie z prawem tej „wspaniałej”, aczkolwiek niekonsekwentnej UE. Choć może jednak konsekwentnej, uznawszy fakt, że dla znacznej części prawodawców europejskich, człowiek nienarodzony to NIKT).
A więc to, co mogę zalecić panu Biedroniowi, to jak najszybsze opuszczenie granic tego więzienia gejowskiego, jakim jest Polska i poszukanie wolności poza jego obrębem w nowoczesnych krajach, jakże tolerancyjnych i światłych.
Nie proponuję tu oczywiście żadnej długotrwałej banicji, chodzi tylko o tzw. przeczekanie, aż skończy się u nas czarny, klerykalny terror i dyktatura katoendecji, czy w jaki tam jeszcze sposób są dziś obrażani chrześcijanie i patrioci w Polsce.
A na poważnie, mam kilka pytań retorycznych:
Czy pana Biedronia ktoś chociaż raz pobił za to, że jest gejem? Czy wyrzucono go za to z pracy? Czy poszedł za to do więzienia? Czy państwo zabrania działać jego organizacji pożytku publicznego Kampanii Przeciw Homofobii? Czy ktoś mu odbiera prawo głosu? Czy nie jest zapraszany do rozgłośni radiowych, telewizyjnych? Czy nie pisze swoich felietonów tu i ówdzie? Czy ktoś odmówił mu kupna chleba w sklepie albo mieszkania, czy samochodu? Czy nie ma miejsc w Warszawie, gdzie może się spotykać z innymi gejami?
Odpowiedź na wszystkie powyższe pytania brzmi: NIE.
Miast więc głupstwa pleść, niech będzie sprawiedliwy wobec Polaków i Polski, społeczeństwa i kraju pełnej tolerancji, tolerancji, której tak bardzo brakuje w Unii Europejskiej, np. dla chrześcijan.
Jako pierwsze postscriptum, poleciłbym panu Biedroniowi wywiad dla „Gali” udzielony przez mojego imiennika, pana red. Tomasza Raczka oraz jego partnera życiowego, pana Marcina Szczygielskiego, którzy zgodnie przyznali, jak bardzo byli MILE zdziwieni, gdy po swoim coming out, społeczeństwo polskie zareagowało pozytywnie na ich osobiste wyznanie:
„Okazało się, że Polacy wcale nie są tak agresywni i nietolerancyjni, jak się powszechnie uważa. Przez ostatni rok, odkąd powiedzieliśmy światu, że jesteśmy parą gejów, nie spotkało nas nic niemiłego. Przeciwnie, wielu ludzi doceniło naszą odwagę”.
Ani nie byli dyskryminowani, ba, mało tego, mogli normalnie funkcjonować. Wreszcie, nagrodę od czytelników „Gali” dla najpiękniejszej pary zdobyli!
Taka to u nas dyskryminacja.
Oczywiście rozumiem, jaki jest cel działań KPH. Chodzi po prosto o działanie, pokazywanie się, szokowanie, bycie celem rzekomej wszechobecnej, polskiej homofobii, pogłębianie stereotypu Polaka-homofoba, a Polski jako kraju nietolerancyjnego i zaściankowego.
Jeszcze raz napiszę, działanie mało patriotyczne i obrażające Polaków jako społeczeństwo.
P.S. 2: Niemniej ów cel KPH został osiągnięty, chociażby, przykład pierwszy z brzegu, pojawieniem się w Salonie24.pl tego felietonu.
P.S. 3: Największym zaś homofobem w moim domu jest mój komputer. Zauważyłem to podczas pisania tego tekstu. Z uporem maniaka stara się mnie przekonać, że takie pojęcie jako „homofob” nie istnieje. Najpierw zamienia mi to słowo na „homofon”, a „homofobię” na „homofonię”, a następnie, gdy już go przekonam, że ma jednak zostać „homofob”, czy „homofobia”, to mi je złośliwiec nieokrzesany podkreśla, ukazując, że jestem jakimś ignorantem. Muszę więc porządnie wyedukować i resocjalizować tego homofoba, bo mi go zaraz oskarżą o homofobię.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)