Nie milkną echa po ataku wojska izraelskiego na konwój z pomocą dla Hamasu.
Uczestnicy prowokacyjnej wycieczki, uciemiężeni przez Żydów działacze propalestyńscy, są witani dziś w Europie i Azji (Turcja), jak bohaterowie. Świat islamu się cieszy, radykalni prawicowcy składają hołd lewakom za ich pełne poświęcenia zabiegi na rzecz rehabilitacji Hamasu, świat zachodu politycznie potępia Izrael, a antysemici różnej maści wznoszą hymny pochwalne na cześć ekstremistów palestyńskich.
Niemniej nie o tym chcę dziś pisać. Warto w tym całym zamieszaniu poświęcić chwil kilka państwu rozkwitu „tolerancji i wolności”, czyli świeckiej Turcji, która najmocniej i najgłośniej zareagowała na „morski incydent”.
Wczoraj, tj. 3 czerwca został zamordowany jeden z najważniejszych działaczy na rzecz praw człowieka w Turcji, biskup katolicki Luigi Padovese.
Obrońca zanikającej wspólnoty chrześcijańskiej w Turcji; kraju, do którego Ewangelię Chrystusa przyniósł św. Paweł; w kraju, gdzie po raz pierwszy wspólnotę chrześcijańską nazwano chrześcijanami; w kraju, gdzie odbywały się pierwsze Sobory; w końcu, w kraju, w którym rozwijały się wspólnoty, o których wspomina w Apokalipsie św. Jan Apostoł.
Jest to już kolejne zabójstwo kapłana katolickiego w tym kraju.
Antychrześcijańska kampania rozpoczęła się od czasu dojścia do władzy partii Recepa Tayyipa Erdoğana, AKP (Partia Sprawiedliwości i Rozwoju) w 2002 r., a dodatkowo wzrosła w ostatnim czasie, gdy prezydentem republiki w 2007 r. został wybrany Abdullah Gül.
O wątpliwej kandydaturze Turcji do Unii Europejskiej pisałem więcej m.in. w swojej książce „Młodzi w dialogu z Papieżem”, niemniej, przypomnę tylko, że premier Erdoğan sparafrazował wiersz poety Ziya Gökalpy stwierdzając, że „meczety to nasze koszary, kopuły to nasze hełmy, minarety to nasze bagnety, wierni to nasi żołnierze”.
Zarówno Erdoğan, jak i Gül są związani z islamskim środowiskiem walczącym o zniesienie świeckiego państwa, by w jego miejsce powołać republikę islamską, której konstytucja oparta byłaby na koranicznym prawie szariatu. Na drodze do tej islamskiej rewolucji stoi wojsko i generalicja.
Lecz władza islamistów może szkodzić słabszym, szczególnie mniejszości chrześcijańskiej. I czyni to w nadmiarze i chętnie.
Bowiem nie od dziś wiadomo, że chrześcijanie w Turcji są obywatelami drugiej kategorii. Nie mogą służyć w policji, wojsku, obejmować wysokich stanowisk w administracji publicznej. Zmiana wiary jest traktowana jak zdrada narodowa, a księża i misjonarze postrzegani przez opinię publiczną, media, władzę, urzędników tureckich, jako „wrogowie wewnętrzni”, o czym wielokrotnie mówił zamordowany bp Luigi Padovese.
Katolicy i protestanci nie posiadają statusu prawnego, ponieważ nie wspomina o nich Traktat z Lozanny z 1923 r. Nie mogą budować kościołów, prowadzić szkół, seminariów, ośrodków socjalnych. Ponadto nie mogą posiadać, kupować, ani dziedziczyć majątku, czy zatrudniać personelu. Kościoły nie mogą odbudowywać starożytnych kościołów, które się rozsypują i niszczeją, ci niemi świadkowie pierwotnego chrześcijaństwa w Anatolii. Część kościołów przebudowano na meczety, część na biblioteki, szkoły i muzea.
Kościoły uznane przez Mustafę Kemala Atatürka są wolne tylko na papierze. Bartłomiej I., patriarcha Konstantynopola wciąż walczy o prawa do wolności Kościoła prawosławnego. Po bp. Padovese, teraz on jest celem numer jeden.
Kwestiami religii zajmuje się departament Diyanet.I żeby było jasne, chrześcijanie nie mają żadnego przedstawiciela w tej instytucji, która zajmuje się ich sprawami, często dość znaczącymi, od których zależy ich codzienne funkcjonowanie w kraju.
18 kwietnia 2007 r. w mieście Malatya (środkowa Anatolia) trzem chrześcijanom z wydawnictwa Zirve (dystrybuującego Biblię) poderżnięto gardła, zgodnie z rytuałem. Aresztowani muzułmanie przyznali się do mordu, podsumowując swój czyn jako dobro uczynione dla ojczyzny. Prasa lokalna i opinia publiczna broniła bandytów.
16 grudnia 2007 r. pchnięto nożem włoskiego kapucyna Adriano Francini w Smyrnie. Na szczęście przeżył.
Księża nie są wpuszczani do kraju, a ci, którzy narażają się władzom swoją misyjną działalnością, pod byle pretekstem wydalani są z kraju. Najczęściej wykorzystuje się fakt, wygaśnięcia ważności ich wiz. Podobnie jak na Białorusi nie przedłuża się im pobytu i żegna.
Obecnie wspólnota katolicka liczy zaledwie 32 tysiące wiernych, a wszyscy chrześcijanie stanowią ok. 0,5% populacji (eksperci jeszcze zaniżają ten odsetek, do ok. 0,15%).
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski od wielu już lat niezmordowanie przypomina o zbrodniach tureckich dokonanych na Ormianach i Asyryjczykach, a także o łamaniu praw człowieka w tym kraju. Z tego powodu, a wiem to bezpośrednio od niego (spotkaliśmy się przy okazji organizowania konferencji upamiętniającej ludobójstwo Ormian w 2006 r. na UKSW w Warszawie), nie został wpuszczony do Turcji, i nigdy zapewne tam nie wjedzie.
Wolność słowa jest fikcją. Można publikować tylko te informacje, które pozostają w zgodzie z linią rządu, inną opcją jest linia ekstremistyczna, zarówno ta nacjonalistyczna, jak i islamistyczna. Niezależni dziennikarze są sterroryzowani, podobnie jak w Rosji (wprawdzie Rosja stoi niżej od Turcji w ostatnim rankingu organizacji dla 2009 r. „Reporterzy bez granic”, ale wymienione pozycje, dla Turcji 123., dla Rosji 153. raczej nie są wizytówką i powodem do chluby: polecam: http://en.rsf.org/turquie.html).
Morderstwo Hranta Dinka, dn. 19 stycznia 2007 r. przez 17-letniego Oguna Samasta z ekstremistycznej organizacji Great Union Party (odgałęzienie „Szarych Wilków”) bardzo mocno wstrząsnęło światem dziennikarskim w Turcji. Zanim Dink został zamordowany, nie miał lekko. On i jego rodzina byli notorycznie zastraszani przez władzę, policję, ekstremistów.
W lipcu 2006 r. Dink został skazany prawomocnym wyrokiem za „obrazę tureckiej tożsamości narodowej” w związku ze swoją „wywrotową” i „antyturecką” działalnością na rzecz oficjalnego uznania przez władze tureckie, że ludobójstwo Ormian było wyreżyserowanym działaniem antyormiańskim, realizowanym przez ówczesne rządy tureckie, a nie efektem operacji wojennych prowadzonych podczas pierwszej wojny światowej, jak się oficjalnie uznaje.
Jeszcze tego samego roku, w październiku Arat Dink, syn zamordowanego dziennikarza został skazany na rok więzienia w zawieszeniu za naruszenie art. 301 kodeksu karnego za opublikowanie wywiadu z zabitym Hrantem Dinkiem, przeprowadzonego tuż przed jego śmiercią.
Mógłbym…
Mógłbym jeszcze napisać o oczernianiu przez tureckie media, tuż po jego śmierci, osoby Jana Pawła II, że jakoby miał liczne kochanki. Mógłbym opisać wściekłą reakcję społeczeństwa tureckiego na przyjazd Benedykta XVI do Turcji…
Mógłbym także napisać o stosunku sunnickiego rządu do sunnickich Kurdów, o torturach stosowanych przez policję na komisariatach, gwałtach i katowaniu kurdyjskich kobiet i mężczyzn, którzy narazili się władzom tureckim (przypomnę też, że stosunkowo cicho, jeśli w ogóle, oburzano się, kiedy Turcja zaatakowała terytorium Kurdystanu w Iraku pod pretekstem walki z terroryzmem w październiku 2007 r.).
Mógłbym w końcu napisać o egzekucjach i wypędzeniach alewitów, którzy traktowani są jak zdrajcy (w Niemczech przyjaźniłem się z tureckim alewitą, który bardzo dużo mi o tym opowiadał).
No, ale antysemici wiedzą swoje, i gloryfikują bez umiaru Turcję, przemilczają bombardowania i naloty autonomicznego Kurdystanu, ignorują wycieczki armii tureckiej przekraczającej granicę Iraku.
Dobrze by było, gdyby podnoszący lament w obronie Flotylli tak zwanej „wolności”, prześwietlili listę pasażerów statków płynących z darami dla Hamasu.
Dzięki lewackim i terrorystycznym zabiegom, przy aktywnym wsparciu radykalnej prawicy, Izrael został ponownie potępiony, Hamas ideologicznie i duchowo dowartościowany, Turcja obwołana państwem wolności, a Erdoğan – mężem stanu.
I znowu głupota i niesprawiedliwość tryumfują...


Komentarze
Pokaż komentarze (10)