Najpierw przytoczę moje zdanie na temat polityków, następnie je sfalsyfikuje, na końcu zadam sobie pytanie, potem na nie odpowiem, czyli zrobię to, co czynią codziennie kandydaci na urząd prezydenta RP (por. Michał Karnowski, „Polska. The Times”, nr 125(798), s. 2.).
Co jakiś czas mam przykre poczucie, że nasi politycy są oddzieleni od społeczeństwa szklaną szybą, i to szybą matową, przez którą nie docierają do nich nasze problemy. Bo też, czy jeżdżą oni z nami autobusami, zatruwani, tak jak my, spalinami starych Ikarusów? Czy stoją w ścisku porannym tramwajów albo walczą o miejsce na schodach ruchomych na stacji Centrum? Czy zadają sobie trud podróży kolejką albo pociągami podmiejskimi, które notorycznie się spóźniają (do tego w środku, w lato są gorące, a w zimę zimne?) W końcu czy muszą stać w kolejkach w zatłoczonych sklepach, czy oglądają seanse w kinie, czy chodzą do ZOO, do czytelni, bibliotek?
Wydaje mi się, że niestety nie, nawet jeśli, to nikt z nas w to nie uwierzy, tak są mało dla nas przekonujący.
Teraz falsyfikuje główną tezę tego wpisu, czyli „(nasi/wszyscy) politycy są oddzieleni od społeczeństwa szklaną szybą, i to szybą matową, przez którą nie docierają do nich nasze problemy”.
1) Moja Żona jechała wczoraj KM-ką, kiedy wszedł ON. ON czyli pan Janusz Korwin Mikke.
Nie wiem, czy był to przypadek, czy wola polityczna pana Mikke, niemniej pokazał się wczoraj w pełnej krasie ku uciesze codziennych gapiów i to pierwsza falsyfikacja mojej tezy.
2) Niedawno miał miejsce arcyciekawy happening z udziałem najważniejszych władz miasta, prezydenta i wiceprezydenta Gdańska. „Przebrani” za niepełnosprawnych ruszyli w miasto dokonując marszu przez instytucje. Okazało się, że niewiele, jako niepełnosprawni mogą, a podlegający im urzędnicy też niewiele wiedzą o konkretnych przepisach ułatwiających życie osobom poszkodowanym przez los. (A tak na marginesie, to do Gdańska, mam akurat sentyment, z tej racji, że moja ukochana Babunia mieszkała przed wojną jako nastolatka w tym mieście. Jej rodzice mieli wspaniałe mieszkanie do czasu wypędzenia ich z niego przez niemieckich nazistów, tuż przed wybuchem wojny. Mieli 20 minut na opuszczenie swej nieruchomości. Jak sobie o tym myślę, to zalewa mnie fala gniewu. Następnie rozmyślam, co ja bym na ich miejscu zabrał, co można zabrać w 20 minut, kiedy stoją ci nad głową bandyci uzbrojeni po zęby… warto czasem ponieść wodze fantazji na ten temat, szczególnie kiedy inny wróg u bram, czyli powódź… - przepraszam za dygresję).
Dwa pytania dla falsyfikowanych tez:
1) Ale, ale! Czy pan Mikke był prawdziwy? Wiem, że pan Mikke jest zapalonym kierowcą, a teraz wybory, więc może właśnie to tłumaczy jego obecność w KM-ce…? A może miał niesprawne auto, albo tysiąc innych powodów…
2) Zastanawiam się tylko, czy ta ważna i odważna z punktu widzenia politycznego akcja nie jest właściwie przykrym potwierdzeniem mojej tezy?, że politycy są od nas odlegli, że żyją za matową szybą nie wiedząc nic o naszych codziennych sprawach. Zaczynając od poważnych utrudnień i ograniczeń w codzienności dla osób niepełnosprawnych poruszających się na wózkach inwalidzkich, po trudności osób starszych, ale także zwyczajnych i zdrowych młodych (może nie tak dramatycznych jak brak wind przed wysokimi schodami, wysoko umieszczone podłogi w autobusach i ciasne drzwi na klatki schodowej…), doskwierających każdego dnia, jak dziurawe ulice, chodniki narażające na złamanie nóg, zniszczenie podwozia w samochodzie, zniszczenia kół roweru, brak przejść dla pieszych, brak ścieżek rowerowych i tysiące innych spraw.
Albo, co gorsza, nie wynika to z troski i chęci sprawdzenia, jak to się dziś żyje niepełnosprawnym Gdańszczanom, ale po prostu zbliżają się wybory samorządowe i jest to zagranie PR-owskie i chwyt polityczny.
Podsumowując: to straszne, jak mało we mnie wiary w polityków, w obu omawianych przypadkach. Czy słusznie?
Komentarze
Pokaż komentarze (3)