Gdy się wszystko postmodernistycznie miesza…
Prowokacja goni prowokację, a groteska groteskę, świat trochę powariował… nie pierwszy, ale też nie ostatni raz.
Tym razem w rolę obrońcy pokoju i gnębionych, zaraz po Turcji, wraz z jej „mężem stanu”, premierem Erdoğanem, wczuwa się Iran i jego prezydent. Państwo wolności i rozkwitu dobra. Tak bardzo w tę rolę się wczuwa, że zaraz będzie z tego wojna na Bliskim Wschodzie.
Iran to taka przeciwwaga zła do zła Arabii Saudyjskiej. Tylko nie w wersji sunnickiej, ale szyickiej. Dwa różne przypadki religijnych totalitaryzmów.
Wydawałoby się, że wszyscy wiemy, jaki jest ten reżim irański, ale ja jednak przypomnę i powiem, dlaczego przypominam.
Irański system polityczno-kulturowy to reżim zniewolenia człowieka pod każdym względem, od „a” do „ż”. Zaczynając od sposobu ubierania się (i nie dotyczy to tylko kobiet, kwestii hidżabów, zakazu makijażu, proszę mi wierzyć, ale także mężczyzn, którzy nie mogą nosić krawatów, krótkich spodenek, koszulek z krótkim rękawem), po sprawy naprawdę poważne, jakimi są chociażby swoboda i wolność religijna, zgodnie z art. 18 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, którą Iran podpisał (mało tego, w 1968 r. ONZ zwołała pierwsząMiędzynarodową Konferencję Praw Człowieka w Teheranie właśnie, obwieszczono tu rok Praw Człowieka…).
Chociaż zakazu noszenia krótkich rękawków i spodenek przy 40-stopniowym upale wcale nie nazwałbym sprawą błahą… co dopiero mówić, o kobietach w czerni.
Jeżeli ktoś był w świecie tej wolności irańskiej (ja ją znam tylko z opowiadań mojego znajomego Irańczyka), wie, o czym mówię. Zakaz wspólnego podróżowania środkami transportu publicznego, wspólnego chodzenia na kawę, imprezy... Patrole skromności kontrolują wszystko to, co „nieprzyzwoite”. Nieprzyzwoitością jest korzystanie z Internetu, co dla mnie byłoby szczególnie dotkliwym ciosem…
Chrześcijanie żyją w „getcie”, a konwertyci są nielegalnymi obywatelami. Ostatnio nawet w dopracowywanej ustawie antykonwersyjnej, art. 225, twórcy wskazują na dwa typy apostazji: „wrodzoną” i „dziedziczną”. Nie bardzo rozumiem, w czym rzecz, skoro za jedną i drugą grozi śmierć, bo są zdradą islamu szyickiego.
Przypominam to dlatego, że niektóre teksty, komentarze, jakie pojawiają się tu i ówdzie, także w Salonie24.pl, przypominają swoją retoryką hasła rzucane przez Ahmadinedżada, co w aktualnie trwającym konflikcie jest nieco dwuznaczne i sprawia wrażenie, że jego faszystowski populizm pada na podatny grunt także w Europie.
W związku z tym, wielu osobom, obecnym na tzw. statkach wolności (nie, nie generalizuję tego na wszystkich pasażerów!, bynajmniej), zarówno lewicowym i prawicowym obrońcom ideologii propalestyńskiej, która obawiam się, w gruncie rzeczy, okazuje się zwykłą legitymizacją działań i racji bytu terrorystycznego Hamasu, polecam, aby wybrali się na wycieczkę do Iranu, patrona uciskanych, obrońcę umęczonych.
(O wycieczce do Turcji, kraju wolności swobód obywatelskich, mówiłem w innym miejscu).
Przed podróżą powinni jednak poczytać konstytucję Iranu opartą na Koranie, np. artykuł o prawie do bicia żony i metodach tego bicia.
Będąc na miejscu, mogliby przyjrzeć się egzekucjom na osobach homoseksualnych, bo, jak wiadomo, w Iranie homoseksualizm, podobnie jak w innych krajach islamu, jest grzechem, za który należy się śmierć. To do działaczy lewicowych.
Ciekawe, czy panie i panowie lewej strony polityczno-światopoglądowej, ci z Europy oraz z USA, przyjęliby z radością deportację do Iranu?
W najlepszym położeniu i sytuacji byliby jednak prawicowi antysemici i neonaziści, ponieważ istniałaby nawet znaczna szansa na porozumienie z Ahmadinedżadem w sprawie Holocaustu i wykreślenia Izraela z mapy świata. Mogliby tworzyć wówczas taką sui generis Euroirańską bojówkę na całą Europę, takie antysemickie, czy też, jak kto woli, antyizraelskie Internazionale.
Gdyby zaś lewicowcy zechcieli tak trochę pomyśleć, to może wybraliby się chętniej i na dłużej do Izraela? Mogliby zaliczyć m.in. Gay Pridei zapewniam, że nie zostaliby pobici na ulicy ani wytknięci palcem. A i radykalni prawicowcy mogliby spokojnie podyskutować z izraelskimi neonazistami i wykombinować razem jakiś happening. Ot, taka tam demokracja i wolność…
Kończąc już, może mniej sarkastycznie swoją wypowiedź, i pisząc na poważnie, gwarantuję, że Europie bliżej dziś „ideologicznie” i „kulturowo” do Izraela niż do krajów islamu, o czym w szumnych atakach na Izrael wciąż się zapomina.
Zapomina się, że bądź co bądź, to jedyne państwo demokratyczne na Bliskim Wschodzie, z próbą robienia tej demokracji na serio, pomimo ekstremalnych warunków dnia codziennego.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)