Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński
69
BLOG

Z nocnej ciszy żal utkany cicho łka

Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński Rozmaitości Obserwuj notkę 0

 

„Moja matka jest fantastyczna; należy się jej bać i podobać” napisał w „Racach” (1855-1862) Karol Baudelaire. Poeta „przeklęty” miał to egoistyczne szczęście, że jego ukochana matka umarła po nim; pani Karolina zmarła dopiero w 1871 r.

Nie musiał zatem przeżywać jej śmierci. Nawet i tym sposobem wymknął się naturze, której przecież tak bardzo nienawidził, którą odtrącał, którą pogardzał…
 
Trudno znaleźć Artystę-geniusza, który tak dobrze poznał głębię ludzkiej duszy, ale też cielesność cierpienia; który potrafiłby lepiej wypowiedzieć prawdę o człowieczym losie za innych, posługując się „wyłącznie” słowem lekkim jak obłoki, tą ruchomą architekturą, „którą Pan Bóg buduje z oparów”, brzmiącym jak muzyka, która poetę „ogarnia niekiedy jak morze”.
 
Tak, właśnie ze słów, a nie z myśli, bo nie te ostatnie budują sztukę, ale te pierwsze! jeżeli przypomnimy sobie skrupulatne założenie Stephana Mallarmégo wznoszącego sobie świątynie poezji bez boga (natomiast „każda myśl jest rzutem kości”).
 
Liryki Baudelaire’a…
 
[Tekst napisany przeze mnie i oznaczony kursywą można opuścić]
 
czyste jak serce dwuletniego dziecka,
zniewalające jak łyk krwistego arcydzieła z Bordeaux w czerwcowym słońcu,
poruszające jak dźwięk organów w kościele św. Tomasza w Leipzig,
 
płomienne i szalone jak rajd anioła światłości w ostatni krąg piekieł,
zatrute zdradą jak pocałunek Judasza,
ciężkie jak szara kopuła nieba zanurzona w Spleenie,
krwiożercze jak wampir, jak puchacze leśne,
bezkresne jak nicość lub otchłań Pascala,
 
skąpane w skowycie Śmierci, która ślepa,
bezwzględna przychodzi po piękną kobietę w sile wieku,
MATKĘ
 
…mogą pomóc przeżywać rozpacz i samotność po Jej stracie.
 
Zafascynowany twórczością Baudelaire’a napisałem poniższy sonet, gdzieś tak w 1997 r.
 
Dziś, po 13 latach banicji, zapomnienia odkurzony wiersz zabrzmiał niezwykle świeżo, chociaż zrobiłbym wszystko, żeby nie musieć go odszukiwać (tekst powstał do „Adagia” Albinoniego).
 
„Porwanie”
 
Trzymając w zemdlałej dłoni Kwiat umarłej pieśni
Sącząc na ciało Gai pereł naszyjniki
Podążałem przy dźwiękach jesiennej Muzyki
W Odmęt snu głębokiego gdzie się Hades mieści
 
Okrywam Twe nagie ciało mej pamięci płaszczem
Ostatni raz całując zsiniałe usta Twoje
Ty mnie już nie czujesz otwierasz podwoje
Pałacu w którego Komnatach pozostaniesz na zawsze
 
O blada Śmierci dumna Królowo Snu wiecznego
Zabrałaś mi wszystko nie dając nic w zamian
Teraz świat pustką miażdży w niebie moje łkania
 
Nie są słyszane Tam panuje cisza wieczysta
Której nic nie wzruszy nawet modlitwa najczystsza
Człowieka przez Boga do życia Bólem przybitego
 
Źródła:
 
Ch. Baudelaire, Moje obnażone serce, Pracownia Borgis, Wrocław 1997, s. 26.
Ch. Baudelaire, Paryski spleen. Poematy prozą, PIW, Warszawa 1959, s. 112.
Ch. Baudelaire, Kwiaty zła, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1994, s. 185.
Stéphane Mallarmé. Wybór poezji, A. Ważyk (red.), PIW, Warszawa 1980, s. 20.
M. A. Ruff, Baudelaire, PIW, Warszawa 1967, s. 10.

Centroprawicowiec

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości