Wielu jest mistrzów krótkiej formy, choćby Boccaccio, Leonid N. Andrejew (Леонид Николаевич Андреев),Stefan Żeromski, Władysław Reymont, Roland Topor, John Updike, Julio Cortázar, Edgar Keret (אתגר קרת)...
ale to dwóch nowelistów darzę szczególną sympatią, Guya de Maupassanta i Антона Павловича Чехова.
Powiem dziś słów kilka o tym pierwszym; de Maupassant zmarł śmiercią tragiczną, w szaleństwie, głębokiej demencji i schizofrenii odizolowany od społeczeństwa. Lecz zanim odszedł zostawił literaturze światowej swoje nowele. Genialne nowele!
Długo by o nich pisać, są bliskie losowi człowieka, przenikliwe, humanistyczne, przekonujące, pozostawiające wartościowe pokłady emocji, przede wszystkim te pozytywne (nie tam jakieś negatywne, postmodernistyczne banały Houellebecqa), ale dziś, w ten szczególny wieczór myślę o jednej noweli.
„Na wsi” opowiada o zakupie jednego z dzieci wiejskiej rodziny Vallinów przez bezdzietne, ale bardzo bogate małżeństwo państwa d’Hubières. Zakup był wynikiem odmowy tego typu sprzedaży przez najbliższych sąsiadów Vallinów, Tuvache’ów, którym bogata para pierwsza zaproponowała następujący rodzaj układu: synek Karol stanie się dziedzicem majątku, będzie miał odłożony spory kapitał na prowadzenie niezależnego życia, będzie wiedzieć skąd pochodzi, kim jest, a dodatkowo jego naturalni rodzice będą otrzymywać regularnie dożywotnią, comiesięczną pensję; nie trzeba przy tym dodawać, że obie rodziny wieśniaków były dość ubogie, więc pokusa w obu przypadkach była ogromna.
Tuvachowie zdecydowanie odmówili, matka będącego przedmiotem zainteresowania państwa d’Hubières – Karola bardzo mocno wyraziła swoje zdanie o bogaczach: „Chcecie, żebym wam sprzedała Karola? Nic z tego nie będzie! Kto to żąda takich rzeczy od matki! Co nie, to nie! To byłoby straszne!”, a na ponowne naleganie i kuszenie stwierdziła już z jawną wściekłością: „Wiemy, rozumiemy wszystko… Nie ma się nad czym namyślać, wynoście się państwo… Nie pokazujcie mi się więcej na oczy! Trzeba nie mieć wstydu, żeby chcieć zabrać komuś dziecko!”, poczym brutalnie wypędziła za drzwi nachalne małżeństwo. Ci ostatni nie zrezygnowali, przyszli z propozycją do sąsiadów rodziny Tuvache’ów, a rodzina Vallinów się zgodziła.
Nie pierwszy i nie ostatni raz handluje się dziećmi, i nie jest to wynalazek naszych czasów, najważniejsza jest jednak niezłomna postawa rodziców, przede wszystkim matki Tuvache, która wyrzuca małżeństwo, a tym samym odrzuca nieoczekiwaną i intratną ofertę, która 18 lat później doprowadzi i tak do utraty syna Karola (wściekły, że pozostał chłopem, mając w perspektywie możliwość bycia panem jak jego sąsiad).
Maupassant nie moralizuje, nie ocenia, która postawa jest właściwa, czy Tuvachowie zmarnowali szansę, czy nie, gdy pozostali w zgodzie z zasadą: dzieci się nie sprzedaje. Żeby jeszcze bardziej utrudnić osąd, Maupassant dodał figlarnie, że syn rodziny Vallinów odwiedził swoich staruszków, sypnął groszem, wyszedł na ludzi, nie zmarnował się, a Karol Tuvache w pocie czoła robił przy gospodarstwie rodziców, klepał biedę i nie wytrzymał próby, gdy zobaczył swojego kolegę z dzieciństwa podjeżdżającego pod zagrodę w karocy, wyglądającego jak królewicz, z rękawiczkami, laseczką, cylindrem… powiedział rodzicom, że nigdy im nie wybaczy tej odmowy, bo dziś byłby dosłownie na aktualnym miejscu swojego kolegi z lat młodości.
Przytoczę bezpośredni fragment tej noweli z 1882 r.:
I dodał: „Słuchajcie, czuję, że lepiej zrobię, jeśli tu nie zostanę dłużej, bo wyrzucałbym wam to od rana do nocy i zamęczyłbym was. Tak, ja wam tego nigdy nie daruję!”.
Starzy milczeli, zgnębieni, ze łzami w oczach.
„Nie, za ciężko byłoby żyć z tą myślą! Wolę poszukać chleba gdzie indziej”.
Otworzył drzwi. Z sąsiedniej chaty dochodziły głosy. To Vallinowie biesiadowali z odzyskanym dzieckiem. Wtedy Karolek tupnął nogą o ziemię i obracając się do rodziców krzyknął: „Ciemne chłopstwo!”. Po czym znikł w ciemnościach nocy.
Właściwie każdy może odczytywać tę historię po swojemu ją interpretując, oceniając, lecz jeśli chodzi o mnie, ja ją postrzegam jednoznacznie:
Mam to szczęście, że moja Mama była typem Tuvache, choć nikt nie dawał jej oczywiście takiej propozycji, zawsze walczyła o swoje dzieci jak lwica.
Wolałbym dziś stokrotnie żyć w największej biedzie z moją Mamą, niż się z nią rozstać, i nie musieć jej dziś żegnać. Moja Matka jest/była skarbem.


Komentarze
Pokaż komentarze