Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński
81
BLOG

Antypolityczne świadectwo

Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński Rozmaitości Obserwuj notkę 2
 
A teraz ze zdumieniem odkryłem, TERAZ kiedy już powoli wracam do „normalnego” życia, że cała ta „wielka” polityka polska, przestała mieć dla mnie nagle znaczenie, że znowu poczułem się jak w dniu 10 kwietnia, tylko ten mój 10 kwietnia był teraz moją osobistą, a nie publiczną, powszechną własnością społeczeństwa polskiego.
 
Na razie zapewne, przez chwilę wszystko się zatrzymało, to wokół, wielkie, znaczące, istotne dla Polaków, stało się bezbarwne, bez smaku, bez polotu, bezwonne.
 
Mój ból, był wyłącznie moim bólem, powszechnie niedostrzegalnym, nieznaczącym, choć jakże wielkim i znaczącym dla mnie.
 
Dla człowieka, który od dawna interesuje się polityką, i nagle dostrzega jej brzydotę, jakiś taki nonsens, rachityczność, absurdalność, śmieszność, jego sytuacja podobna jest do oszukanego narzeczonego, który dzień, albo godzinę przed ślubem odkrywa jakiś wstydliwy, dwuznaczny fakt z życia wybranki serca.
 
Nagle obojętnymi wydały mi się, ta ciągła walka, zacietrzewienie, niesnaski, nienawiść, polaryzacja poglądów, potyczki słowne, słowa, nieoczekiwanie weszły w cień moich aktualnych zainteresowań, wypłowiały, okazały się groteskowe!
 
Przez chwilę, byłem obojętny, ale nie szczęśliwy, wolny, ale nie wyzwolony. Nawet nie czułem tęsknoty za tym politycznym nałogiem.
 
Oczywiście miałem świadomość, że walka się toczy dalej, poza mną, beze mnie, trwały kampania, potem cisza wyborcza, wybory, kolejne dni po wyborach i znowu walka, ja to ominąłem z boku, mnie to minęło z boku, choć oczywiście znalazłem czas na oddanie głosu.
 
Ludzie polityki istnieli, ale wystarczyło wyłączyć telewizor, radio, by zniknęli, ba, jeszcze śmieszniej było włączyć telewizor, nacisnąć „mute”, a wówczas człowieczki coś tam sobie i innym glindziły, gestykulowały, poruszały ustami, co było naprawdę zabawnym widokiem; po ich bezpłodnych podrygach wystarczyło ponownie wyłączyć odbiornik, i znikały, a ja ich nie poszukiwałem, nie miałem ochoty, ani przysłuchiwać się poszczególnym wypowiedziom kandydatów, ani tym bardziej komentować, bo też i co tu komentować? Z góry wiem, co mój kandydat powie, wiem, co powie kandydat, którego nie poprę, itd.
 
Jeszcze większe zdumienie mnie ogarnia, gdy sobie uświadamiam, a wypowiadam się tu jako fan piłki nożnej, że mecze MŚ także płynęły sobie obok mnie, i także przy wyłączonym głosie telewizora, a gracze z całego świata, wydawali się jakimiś kolorowymi kukiełkami, które podskakiwały, machały rękami, przebierały nóżkami, jak w śnie, albo w filmie animowanym. Dowiaduję się teraz o jakiś tam niespodziankach, Hiszpania przegrała ze Szwajcarią, Niemcy z Serbią, Francja i Italia odpadły w zatrważającym stylu hańby… i nic, żadnego poczucia straty, poczucia straconych widowisk…
 
Bo też jak można mówić tu o jakiejś stracie, w okolicznościach jakich doświadczyłem w ciągu ostatnich 10 długich dni hibernacji, próżni, zawieszenia?
 
Znowu egzamin zdał Bóg, najbliższa rodzina, sztuka, a reszta nie miała najmniejszego znaczenia. Potrafię w jakiejś mierze wczuć się, choć trochę w sytuację powodzian. Co ich mecze? Co ich wybory?
 
Nie miały one, powtórzę, ani zapewne dla nich, a dla mnie NA PEWNO żadnego znaczenia, i nadal nie mają znaczenia, tak jak nie ma znaczenia debata w najbliższą niedzielę, czy mecz Argentyna-Meksyk.
 
Więc z dwojga „złego”, po uprzedniej selekcji, jeśli nie będę miał ochoty na pójście na spacer z Żoną albo czytanie B. Hrabala, lub słuchanie nowej płyty Anathemy, wybiorę zapewne mecz Argentyna-Meksyk, chyba, że mi się akurat odwidzi. Teraz jestem wolny, jeszcze przez jakiś czas, wolny, choć mało szczęśliwy.

Centroprawicowiec

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości