Marzenia czasem się spełniają, pierwszy wynik, który NAPRAWDĘ mnie uszczęśliwił!!!
Nawet najlepszy w drużynie niemieckiej, jakby bohater z „Koszmaru z ulicy wiązów” Freddy Krűger, tylko bez kapelusza, Bastian Schweinsteiger nie dał rady – jakby wokaliście AC/DC Youngowi, czyli Puyolowi.
Mecz dla niektórych (moja Żona) był nudny (zasnęła na pierwszej połowie), dla innych (mnie) okazem istotnym dla koneserów. Ach ten Iniesta i jego sztuczki, wspaniały, skuteczny i podejrzany o aktywny homoseksualizm Piqué!
„Sie sind wunderbar!” zakrzyknął zapewne w myślach Lew. Choć teraz będzie mieć przynajmniej okazję, aby w końcu uprać niebieski pulowerek.
Najważniejsze, że głębinowy ekspert się nie pomylił!
Jest jeszcze jeden sen, nie ten mały, czyli ten, w którym sobie śnię, że Hiszpania wygrywa z Holendrami, ale ten naprawdę wielki sen, istne marzenie, aby Urugwaj, no właśnie… aż boję się wypowiedzieć to na głos.
Paul, sag mir bitte: „Was denkst Du?”


Komentarze
Pokaż komentarze (1)