Pod koniec sierpnia b.r. do katolickich Włoch przybył z wizytą dyktator Libii, władający nią od 41 lat, pułkownik Muammar al-Kaddafi. Spotkał się z premierem Włoch Silvio Berlusconim z okazji dwuletniej rocznicy podpisania włosko-libijskiego traktatu o przyjaźni próbując w ten sposób odmienić historię, wzajemnych, trudnych relacji (okupowanie Libii przez Włochy na początku ubiegłego tysiąclecia, obozy koncentracyjne Mussoliniego w latach 30-tych, z jednej strony, z drugiej strony wyrzucanie obywateli włoskich z Libii i nacjonalizacja własności włoskiego państwa w latach 70-tych, ataki na konsulat włoski w 2006 r., itp.).
Są też pozytywne akcenty wzajemnych relacji, jak choćby fakt, że prawdziwym włoskim wkładem kulturowym i cywilizacyjnym w rozwój Libii jest spaghetti all’arrabiata, niekiedy lepsza od oryginału włoskiego, choć w sumie trudno sobie to wyobrazić, ale wiem, co mówię, próbowałem wielokrotnie…
Wielu włoskich polityków (nawet PeDeków, bo właściwie szał UDC jest zrozumiały) oburzyło się po wypowiedzi dyktatora, lecz watykański naukowiec, doradca Papieża, Samir Khalil Samir powiedział, że słowa Kaddafiego, jakie wyrzekł on w Akademii Libijskiej w Rzymie do pięknych dziewcząt, gdy stwierdził, że islam powinien stać się religią Europy, należy brać, jak najbardziej poważnie. Wypowiedź dyktatora ma swoje podstawy i nie można jej bagatelizować, nawet jeśli nosi znamiona życzeniowości Kaddafiego, który w latach 70-tych marzył zjednoczyć Afrykę pod sztandarem islamu oraz swojej skromnej osoby.
Europa, przede wszystkim Zachodnia, staje się coraz bardziej antychrześcijańska, odcina się od swoich korzeni, a nikły przyrost naturalny, oraz wzrastająca liczba wielodzietnych rodzin muzułmanów–emigrantów są znakiem zmian, jakie nadchodzą.
Według danych demograficznych, w 2050 r. jedna czwarta mieszkańców Starego Kontynentu będzie wyznawać islam. W państwach islamu, w tym w Libii, chrześcijańska działalność misyjna jest zakazana, ale jednocześnie zadaniem i obowiązkiem każdego muzułmanina, także emigranta, jest nawracanie nie-muzułmanów na islam.
W Libii wśród niemal 6 milionów mieszkańców, żyje zaledwie 50 tysiące katolików, którzy w większości są obcokrajowcami; w sumie chrześcijanie stanowią tu 3% populacji. Wprawdzie dyktator uchwalił w 1977 r. konstytucję, ale jest ona fikcją, kraj nie posiada oficjalnych praw, które mogłyby chronić i zapewniać wolność religijną. Islam jest również i tutaj religią państwową, a życie społeczne i kulturowe jest determinowane przez Koran, chociaż urzędnicy państwowi mają pełne prawo ingerować w życie prywatne obywateli, a system państwowy jaki tu obowiązuje to hybryda islamu i socjalizmu z elementami nacjonalizmu panarabskiego.
Chrześcijanie, oraz wyznawcy innych niż islam religii, nie mogą praktykować swej religii publicznie, ale wyłącznie prywatnie, w mieszkaniach. Niemniej w porównaniu do innych krajów islamu, sytuacja chrześcijan nie jest tak dramatyczna, jak w Pakistanie, Arabii Saudyjskiej, Indonezji, na Malediwach, czy w Afganistanie.Dyktator docenia działalność społeczną Kościoła, kapłani, misjonarze oraz siostry zakonne posługują przede wszystkim w szpitalach, domach później starości, w ośrodkach dla osób upośledzonych umysłowo, czy fizycznie.
Nie muszę dodawać, że żaden polityk z Europy, nawet rzekomy i domniemany katolik jak Silvio Berlusconi, przyjaciel dyktatora, nie mógłby sobie pozwolić, w świecie islamu, a więc i w Libii, na takie słowa, jak te wypowiedziane przez pułkownika-misjonarza.
Europa to jednak tolerancyjny kontynent… no może nie dla chrześcijaństwa, albo inaczej, kontynent, co to coraz mniej dla chrześcijaństwa pozostawiający miejsce w przestrzeni społeczno-kulturowej.
Cóż, niewdzięczność dziecka wobec rodzica.
Zdarza się…




Komentarze
Pokaż komentarze