Wciąż nie daje mi spokoju podróż premiera Tuska do Indii i Wietnamu, szczególnie do komunistów z Wietnamu.
Nie mogę sobie wyobrazić, aby wywodzący się z „Solidarności” rząd, w znacznej przecież części, tak łatwo zapomniał o pewnych zobowiązań, doświadczeniach…
Na stronie Kancelarii PRM szczególnie mocno brzmią słowa:
„W czasie rozmowy poruszona została także kwestia mniejszości wietnamskiej w Polsce”.
Nie wróży to najlepiej uciekinierom z kraju totalitaryzmu komunistycznego, którzy wybrali sobie za dom i drugą Ojczyznę Polskę, skoro porusza się ich temat podczas rozmowy premiera Polski z prezydentem Wietnamu.
A rozśmiesza i tumani taka oto informacja:
„Szef polskiego rządu zaznaczył, że wielu członków wietnamskiej delegacji witało go polskim pozdrowieniem „dzień dobry”, co – według niego – od razu zbudowało dobrą atmosferę spotkania obu delegacji. Niektórzy przedstawiciele wietnamskich władz studiowali w Polsce – w związku z tym znają nasz język. W śród nich są m.in. minister środowiska Pham Khoi Nguyen czy prezydent Hanoi Nguyen The Tao”.
Jakie to wzruszające, że prominentni działacze komunistyczni, aparatczycy potrafili pięknie powitać naszego dzielnego premiera, który aż tak daleko się wybrał (wiadomo, że Azja to piękny kontynent na odbywanie podróży z małżonką).
Zapewne panowie komuniści odbywali swoje studia w czasie najlepszego „rozkwitu, dobrobytu i wolności” PRL!
A mówiąc już bez sarkazmu, choć z domieszką żalu, ileż to razy biadoliliśmy i biadolimy wspominając historię, że obojętne, syte państwa Zachodu odwróciły się od nas, że nikt nas nie wspomógł w walce, z nazistami, komunistami…, czy z tyranami w ogóle.
I teraz te uściski dłoni, umowy handlowe, wojskowe, to mocno przygnębiające.
A sprawa krzyża jakoś w tym wszystkim też ma swoje miejsce, dlatego poświęcę ten felieton ponownie aktualnej sytuacji chrześcijan w Wietnamie, (kiedy zaś indziej przyjdzie czas na Indie, aby teraz nie mieszać wątków. Choć jest o czym pisać, oj jest).
Może ktoś zauważy prostą analogię:
Choć Socjalistyczna Republika Wietnamu, obszarowo jest niewiele większa od Polski, to mieszka w niej ponad 87 milionów ludzi. W pierwszej połowie XVI wieku na obszar kraju przybyli pierwsi misjonarze katoliccy, natomiast ideologia komunistyczna pojawiła się dopiero w latach 30-tych XX wieku, lecz w ciągu kolejnych lat stała się głównym źródłem tragedii milionów mieszkańców, nie tylko Wietnamu, ale też państw sąsiednich, przede wszystkim Laosu i Kambodży. Obecnie działania rządu wietnamskiego starają się przykryć zasłoną milczenia zbrodnie lat 70-tych i 80-tych XX wieku. Od 1976 r., a więc od momentu powstaniaSocjalistycznej Republiki Wietnamu, do dnia dzisiejszego zginęło niemal pół miliona Wietnamczyków, z czego wielu to chrześcijanie! Męczennicy Wietnamu wciąż wołają do Chrystusa: „z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź” (Rz 8,36 oraz Ps 44,23).
Doktryna komunistyczna wyklucza istnienie duchowej sfery w świecie, promuje swój zdehumanizowany materializm gniotąc godność człowieka. Do dziś księża i pastorzy są torturowani i skrycie mordowani w piekielnych więzieniach, inni skazywani na długie lata wiezienia wychodzą jako osoby kalekie, chore, pozbawione ludzkiej natury, zdeptane i zepchnięte na margines, jak chociażby bohaterski ksiądz katolicki Tadeusz, to osoba szczególnie znienawidzoną przez komunistów, jest współczesnym męczennikiem, o którym już pisałem (Zob.Dziś myśląc: „bł. ks. Jerzy” widzę o. Tadeusza), świadek Chrystusa i ofiara brutalnych prześladowań, który swoim życiem pokazuje czym jest całkowite oddanie słusznej sprawie.
Wietnam to nieszczęśliwy kraj, nieszczęśliwych, udręczonych ludzi.
Prześladowania chrześcijan wietnamskich mają swoją długą historię, można powiedzieć, że zaczęły się natychmiast po przybyciu pierwszych misjonarzy wraz z dekretem królewskim Le Trang Tona zakazującego w 1533 roku głoszenia Ewangelii Chrystusa. Prześladowania zbierały wówczas swoje krwawe żniwo w postaci 130 tysięcy zamordowanych chrześcijan. Jak podaje znawca historii Kościoła w Wietnamie, werbista, ks. Edward Osiecki: „Kościół katolicki w Wietnamie był budowany na fundamencie męczenników, których liczba przewyższa wszelkie wyobrażenie. Papieże Leon XIII, Pius X i Pius XII spośród tej rzeszy świadków wiary beatyfikowali razem 117 osób (…) w 1988 roku Jan Paweł II zaliczył wszystkich w poczet świętych, wyznaczając ich wspomnienie na 24 listopada (...) Kościół wietnamski szczególnie chlubi się pierwszym męczennikiem bł. Andrzejem z Phu Yen, który oddał życie za Chrystusa podczas panowania króla Nguyen w 1644 roku. W chwili męczeństwa miał zaledwie 18 lat”.
Chciałbym się jednak skupić na ostatnich wydarzeniach w tym kraju.
Na początku b.r. roku doszło do gwałtownych zamieszek w Wietnamie, uzbrojone oddziały policji starły się z dwoma tysiącami wiernych parafii Dong Chiem na peryferiach Hanoi. Dodatkowo funkcjonariusze ochraniali sprawną akcje saperów, którzy w tym czasie wysadzali na miejscowym cmentarzu monumentalny krzyż umieszczony na wzgórzu Nui Tho.
Zaalarmowani odgłosami wybuchów katolicy przybyli na cmentarz, ale natrafili na kordon policyjny, który użył gazów łzawiących, broni i policyjnych pałek. Wielu wiernych, w tym młode kobiety, policja dotkliwie pobiła. Wielu parafian skatowano pałkami do utraty przytomności. W obronie krzyża wyruszyli też mieszkańcy okolicznych wiosek, zatrzymały ich jednak oddziały tajnej policji. Osoby spieszące na cmentarz zostały pobite i zatrzymane. Źródła wietnamskie podkreślają, że koszty spektakularnych operacji policyjnych, których celem jest walka z Kościołem, są coraz wyższe.
Ogromne sumy wydane na pacyfikacje demonstrantów, patrole, blokady drogowe, posterunki policyjne na miejscu, gdzie wysadzono krzyż przekraczają setki tysięcy dolarów. Do wojny z katolicyzmem i katolikami wykorzystuje się media, które dopuszczają się znaczących przekłamań i obrażają wartości chrześcijańskie. Kiedy komuniści myśleli, że po wysadzeniu krzyża, sprawa chrześcijaństwa, została rozwiązana, katolicy przeszli do ofensywy, w formie duchowego oporu. Pomimo blokad drogowych, szwadronów policji, odcięciu miasta Dong Chiem od świata, wierni rozpoczęli pielgrzymki do miejsca zniszczonego krzyża, na wzgórzu Nui Tho, w tym miejscu całkiem spontanicznie powstała nagle Góra Krzyży.
Od momentu, gdy katolicy dowiedzieli się o zniszczeniu zabytkowego krzyża liczącego 100 lat tysiące katolików z północnego Wietnamu próbowało dostać się do Dong Chiem. Nguyen Van Hau wiceprzewodniczący Komitetu Ludowego powiedział, że krzyż został wysadzony w powietrze ponieważ został „wzniesiony nielegalnie”. Według niego konstrukcja ta narusza przepisy budowlane, a wzgórze nie należy do parafii, ale do Komitetu Ludowego miasta. Wznoszenie krzyży bez pozwolenia właściwych władz, podkreślił jest naruszeniem rozporządzeń odnoszących się do kultu religijnego i wiary.
Napaść na wiernych z parafii Dong Chiem przypomina metody stosowane wobec osób wierzących z innych parafii, z Tam Toa i Bau Sen (diecezja Vinh) oraz parafii Loan Ly (archidiecezja Hue). Obie diecezje były sceną aktów przemocy ze strony urzędników państwowych i policji, którzy niszczyli symbole religijne, bili i aresztowali wiernych i księży oraz przywłaszczali mienie katolików. A dziś? Dziś trwa wypędzanie katolików z miejscowości Con Dau. Wietnamskie władze nakazały wyludnić znajdującą się w pobliżu miasta Da Nang chrześcijańską wieś Con Dau na rzecz budowy kurortu dla prominentnych działaczy i bogatych ludzi partii (Zob. „Podróżnik po Azji przyjacielem komunistów?”).
Ataki na chrześcijan w Tam Toa, Dong Chiem, Bau Sen, Loan Ly, wysiedlanie chrześcijan z wioski Con Dau, historia ks. Tadeusza, który jest jednym z wielu bezimiennych męczenników, są znakiem terroru i nienawiści jaka panuje obecnie w Wietnamie rządzonym przez komunistów. Media państwowe oskarżają katolików o nienawiść do swego kraju, a policja wysadza krzyże. Tymczasem ruch antykomunistyczny nie jest tym samym co antypatriotyzm. Walka o wolność religijną, wolność sumienia, wolność zgromadzeń nie są tożsame z walką z ojczyzną, ale działaniem obywatelskim przeciw niesprawiedliwości, totalitaryzmowi, urzędniczej mafii, przestępcom, i tyranom, których podstawowym celem jest okiełznanie sił wolności jakimi przepełniony jest Kościół i Ewangelia (Por. Wietnam, jak Polska, kostką domina?).
Tylko szkoda, że ci, którzy wczoraj mieli na ustach wielkie i szczytne hasła, o wolności, sprawiedliwości i solidarności, dziś jeżdżą do komunistycznych dyktatorów i pospolitych przestępców obiecując im przyjaźń i pełną współpracę.
Na pewno nie jest to wiatr w skrzydła dla walczącej w podziemiu o niepodległość i wolność opozycji, a także powiew nadziei dla prześladowanych chrześcijan.
Oni po prostu tej wizyty pana Tuska nie rozumieją, ale bo i też trudno ją zrozumieć humaniście. Może łatwiej ekonomiście, ale i uczciwy ekonomista wie i czuje, że istnieją granice tępej pazerności.
Panie Premierze, osobiście się za Pana wstydzę.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)