Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński
390
BLOG

O secesjonistach, PiS-ie i innych tam takich Cz. I./III

Tomasz M. Korczyński Tomasz M. Korczyński Polityka Obserwuj notkę 0

 

W sobotę „wpolityce.pl” i „Rzeczpospolitej” ogłoszono, że bardzo znane twarze PiS-u (niegdyś twórcy sukcesu tej partii) oficjalnie pożegnały się z formułą kreowaną w ostatnim czasie przez osobę prezesa i Komitet Polityczny PiS-u.

Oczywiście świetny materiał do analiz przez zwierzęta polityczne.

Natomiast nie o polityków, publicystów, wyznawców partii i hobbistów tu chodzi, ale, i tego przede wszystkim dotyczy mój wpis, o społeczną percepcję.

Percepcję społeczną, szarych ludzi, którzy np. decyzję, zezwolenie i wykonanie skopania, zmaltretowania, na oczach wszystkich, secesjonistów (a przede wszystkim secesjonistek), odebrali jako przejaw „talibolandu”, w jaki przemieniło się, czy też przepoczwarza się, Prawo i Sprawiedliwość.

Tak jakby doktryna SOWWA (skopać, ośmieszyć, wyszydzić, wywalić, atakować) przeprowadzona brutalnie na posłankach PiS-u, wiernych, dodam, służebnic śp. Lecha Kaczyńskiego, była nowym drogowskazem tego ugrupowania.

Ludzie mogą dużo wytrzymać. Polacy zniosą dużo, ale braku szacunku do kobiet? O nie…

O nie, w Polsce na to nie było, nie ma i nie będzie przyzwolenia.

A taki jest przekaz ostatnich decyzji personalnych Komitetu Politycznego tej organizacji.

W związku z tym, decyzji secesjonistów, wiele osób się po prostu nie dziwi. Mało tego, uważa się, dość już powszechnie, że było to jedyne rozsądne rozwiązanie i wyjście. Ale i to mało.

Za chwilę zacznie im rosnąć poparcie.

Również i ja się nie dziwię tej decyzji, nie dziwią się też moi przyjaciele, ani bliżsi i dalsi znajomi, ani rodzina, ot, po prostu, reprezentanci zdrowego rozsądku i umiarkowania.

Wszyscy ci co z dala od polityki (wiem, wiem, już słyszę, omamieni i otumanieni przez media).

A więc, powtórzę, zwolennicy umiarkowania.

To, co nam bowiem serwują populiści z lewa i prawa załamuje i zniechęca do polityki jako takiej, i to zniechęca tych nawet najbardziej wytrwałych, pozostawiając na udeptanym od krwi, potu, i nie będę pisać czego jeszcze, polu albo zawodowców, którym się płaci za analizę naszej chorej rzeczywistości politycznej, albo zapaleńców-amatorów, którzy zajmują się polską sceną polityczną w ramach sadomasochistycznego hobby.

Wystarczy spojrzeć na frekwencję wyborczą w wyborach samorządowych 2010.

To po prostu czerwona kartka obywateli dla polityków.

Ostatnie wybryki radykalizującej się formacji Prawo i Sprawiedliwość zniechęciły nawet najbardziej zagorzałych sympatyków tej partii, obecnych nie tylko na obrzeżach, ale też w centrum, np. mojego środowiska społecznego (naprawdę bardzo szerokiego kręgu).

Wystawianie się przez PiS do odstrzału „jedynie prawdomównym mediom”, jak „GW”, „Wprost”, „Polityka”, „TVN”, „Polsat”, i inne, to fatalistyczne samobójstwo.

I właściwie na własne życzenie.

Roztrwonienie potencjału zwycięstwa po wyborach prezydenckich (chociaż wybory zostały przegrane), szaleńczymi, radykalnymi, brutalnymi, (ordynarnymi) decyzjami personalnymi, musiało w prostej konsekwencji prowadzić do fiaska projektu pod tytułem PiS w oczach dotychczasowych zwolenników i sympatyków, a także spowolnienia procesu zjednoczenia centroprawicy.

Czy jest to tylko naiwny indukcjonizm za chwilę ukażą wyniki wyborów, kolejne przegrane wybory przez Prawo i Sprawiedliwość (rozbawił mnie Leitmotiv piątkowego wydania „Dziennik. Gazeta Prawna”: „Platforma bierze miasta, PSL na krawędzi”, w podtytule artykułu: „Słaby wynik ludowców w wyborach samorządowych zmusi PO do koalicji z SLD. To oznacza konflikt w rządzie”, o PiS-ie w nagłówku, co niegdyś właściwie nie-do-pomyślenia, ani słowa, w samym tekście mało, maleńko, bo też właściwie cóż, nie ma co się zajmować tą partią, sama się wykończyła, sama zatopiła, choć już wiadomo, kto będzie za tę klapę odpowiedzialny, wszyscy, tylko nie pan Jarosław Kaczyński i Spółka, a więc panowie Błaszczak, Macierewicz, Ziobro, Kuchciński, Jurgiel, Brudziński…, tak, ci ostatni, „potwory ze spółki”, to tytani rozwoju partii i twórcy jej sukcesów, prawdziwi mężowie stanu z zapędami prezydenckimi, co niektórzy).

Ofiarą potworów ze spółki jest chyba przede wszystkim pan Jarosław Kaczyński. Otoczony, osaczony. Tym większą ofiarą, że jako Prezes odpowiada za kolejną porażkę, za załatwienie się z secesjonistami.

Przy okazji jestem ciekaw, kiedy mit Jarosława Kaczyńskiego-geniusza polityki rozpłynie się we mgle lub kiedy zostanie rozpylony przez zdrowy rozsądek? Ile jeszcze bowiem wyborów musi przegrać, on i jego partia? Choć znam wyznawców innego guru, Janusza Korwina Mikke, on dla swoich wiernych, pomimo stałych porażek, wygrywa.

Pewnie z panem Jarosławem Kaczyńskim będzie tak samo. Bo w jednym i w drugim przypadku, przegrana nie jest winą ich, tylko TYCH, a więc wszystkich pozostałych, no i do tego te czynniki zewnętrzne, a przede wszystkim złe media (ponownie przywołam świetny wynik wyborów prezydenckich, wrogowie robili wszystko co mogli, a i tak prezydent-elekt bladł przed widmem porażki, nie wykorzystano tego potencjału).

Wiadomo, złej baletnicy…

Wynik PiS-u może właściwie uratować wyłącznie słaba, niska frekwencja. Szturmowcy pójdą do urn, a zniechęceni powszechną nienawiścią w polityce, zostaną w domach. Tak nasi politycy bronią racji stanu i dobra jakim są wolne, demokratyczne wybory (chociaż jak wygra Platforma Obywatelska, to pewnie pojawią się zaraz głosy na temat masowych fałszerstw).

Wracając do głównego wątku rozważań, dla obserwatora z zewnątrz, zwykłego, szarego obywatela, PiS zredukowało się do poziomu zakonu iluminatów, którego loża wyznaje prostą zasadę, ale która zobowiązuje na całe polityczne życie: „Jeśli przeżywasz podczas rozmowy z Prezesem, albo gdy czytasz Jego listy do członków, mocną iluminację intelektualną, odczytujesz właściwie znaki i symbole starodawnego rytu. Jak nie, to wypad”.

Takie jest odczucie, nie twierdzę, że tak jest.

Wiem, wiem, w Salonie24.pl jest jeszcze wielu Iluminatów, ale na zewnątrz już ich coraz mniej. Życzeniowością się nie zwycięża.

Nawet tych, którzy nie byli w zakonie, partii, w kręgu zdefiniowanych sympatyków, a sobie podpatrywali i głosowali, kibicowali PiS-owi, teraz już chyba ostatecznie zrazili się, tymi irracjonalnymi wybrykami. Raczej bez powrotu.

Abstrahując też jednak od histerii fanów PiS-u, którzy wietrzą wszędzie i zawsze palikotowo-tuskowo-komorowskowo-schetynowo-rusko-szkopski spisek będący źródłem, w makroskali - kondominium, w mikroskali - powstania np. PJN, mam nadzieję, że nowe środowisko, przeobrażone w partię, po pierwsze, wykorzysta niezaorany elektorat, umiarkowanie centroprawicowy, conservative-light, po drugie, uszczknie nieco elektoratu PO, SLD, PSL, a także PiS-owi, po trzecie, zablokuje palikotowe apetyty i ambicje, po czwarte, unormuje niezdrową atmosferę w polskiej polityce, po piąte, wejdzie klinem między coraz bardziej sekciarską (wiem, wiem, naczytałem się pana Lisa, jestem spętany) organizację pana Jarosława Kaczyńskiego a populistyczną doktrynerię pana Donalda Tuska i Spółki.

Po szóste, odświeży atmosferę, przetasuje rzeczywistość, zaproponuje w końcu dyskurs na miarę opozycji, bez glindzenia, osobistych utarczek, obrażalstwa, nienawiści, agresji, wprowadzi, powtórzę, normalny dyskurs, za którym tęsknię, choć przecież nie tylko ja.

To sześciokrotna życzeniowość.

Ponieważ projekt PJN może się skończyć fiaskiem, jak to już zresztą było z Polską Plus, porządnie zamarzonej i wymyślonej, w swej idei przewodniej - partii, ale która została wchłonięta przez PiS, kastrując, przepraszam za brutalność sformułowania, politycznie buntowników.

Przy czym w tym kontekście politycznym liberałowie i muzealnicy nie mają co liczyć na powrót. Co może być wystarczającym argumentem mobilizującym do działania i wygrania Dawida z Goliatem. (Chociaż, chociaż, pamiętam wściekłą nagonkę na panów Dorna, Selina, Polaczka, Ujazdowskiego, wymyślania im od zdrajców, działo się wtedy ostro, a dziś tylko pana Dorna nie ma wśród nawróconych schizmatyków, z których, pan prezes łaskawie zdjął klątwę. Kto wie, czy po fiasku PJN, PiS, głosem pana posła Górskiego - to ten poseł od „końca cywilizacji białego człowieka” - nie wypowie słów, jakie już raz padły przy reaktywacji członkostwa post-plusiaków: ogłaszam „powrót synów marnotrawnych”, w tym nowym układzie także i córek).

Niemniej, życzę secesjonistom (próbującym przyjąć nazwę reformatorów) wytrwałości w tym i tak przecież nierównym pojedynku, a przynajmniej utrzymania się na scenie politycznej.

Jeśli zaś przegrają, no cóż, będzie trochę żalu, polska scena polityczna wciąż będzie zabetonowana wojną polsko-polską, przy stałym zaniku siły PiS-u, i wzmacnianiu sił SLD, nowej lewicy panów Sierakowskiego i Sutowskiego – to ci od czerwonych gwizdków, zachwaszczona indolentnym dyskursem, obolała od pojedynków harcowników wojny plemiennej (choć, w końcu nie wykluczam także, że nowy projekt PJN zostanie sprowadzony do bijatyk jego PR-owców z PR-owcami PO-wców i PiS-owców) splątana niskimi emocjami nienawiści, agresywna, jak zawsze bez polotu.

A jest tyle słabych punktów, w które można uderzyć nieudaczników z aktualnego rządu.

Ostatnio można ośmieszać pamiętną wizję Polski-zielonej wyspy, kreowaną przez POpulistów, która, jeśli będzie, jak chcieli jej twórcy, gonić swój prototyp, to zatonie, jak Irlandia w kryzysie gospodarczym.

P.i. S.: Rozmawianie ze zmarłym bratem w spocie propagandowym uważam za wymysł cynicznego umysłu (czy to nie pan Kurski podpowiedział?). To straszne nadużycie, zagranie na emocjach, w wyniku którego, co wrażliwsze osoby mogły zostać nabrane, może przynieść odwrotny skutek. W czasie ciszy wyborczej, po ochłonięciu przychodzi niesmak i rozczarowanie. Wiele można zrozumieć, ale podpinanie tragedii smoleńskiej pod wybory, zredukowane właściwie do podpinania kubeczków i czapeczek pod spot propagandowy, jest moim skromnym zdaniem, dwuznaczne i zniechęcające.

CDN

Centroprawicowiec

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka