Wczoraj uderzyły mnie dwie wypowiedzi osób znanych szerokiej publice, ale nie tyle pod względem merytorycznym, treściowym, ale pod względem ich formy.
W różnym czasie, w różnych miejscach, wypowiadali się pan premier Oleksy oraz pan prof. Wawrzyniec Konarski. Coś ich jednak łączyło. Obaj podczas wywiadu mieli na głowach… kaszkieciki.
Niby drobnostka, w końcu zima idzie, zdrowie już nie te, ale jednak jakoś mnie to zraziło… (czułem lekki absmak).
Rozmawiali z dziennikarzami (z kobietami), ale zdawali sobie sprawę, że rozmawiają w tym samym czasie z ludźmi z całej Polski (także z kobietami).
Starszych od siebie trochę głupio wychowywać, upominać, ale wydaje mi się, że tak jak się nie wchodzi z czapką na głowie do instytucji (tego nauczyła mnie moja Mama), tak też podczas analizy sytuacji, bądź co bądź ważnej dla Polski (pan premier mówił o zaproszeniu gen. Jaruzelskiego na obrady RBN, a pan profesor o wyborach samorządowych) warto zachować te same standardy.
W takim bowiem kontekście uczestniczy się już w instytucji, bez gmachów, niewidzialnej instytucji (dramaturgia E. Goffmana).
Obu panów usprawiedliwia nieco wszechogarniające zimno, ale te wypowiedzi nie były znowuż takie długie.
Raptem trzy minuty premiera i 30 sekund profesora.
Wydaje się, że zasadnym byłoby, aby w takich okolicznościach nie mieć nakrycia głowy.
A może się czepiam i jestem małostkowy, tworząc złośliwą ideologię?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)