Z Anią poznaliśmy się przy okazji kręcenia odcinków w Telewizji PULS jeszcze w 2006 r. Już od dawna była działaczem na rzecz praw człowieka, a ja raczkującym dopiero co aktywistą.
Robiliśmy program o prześladowaniach chrześcijan w Wietnamie, dowaliliśmy kilka razy porządnie komunistom i reżimowi zła. Dla mnie to była wielka przygoda, która nadal trwa.
Potem regularnie spotykaliśmy się przy okazji kilku ważnych inicjatyw.
Podczas audycji radiowych, podczas czuwania modlitewnego we wrześniu 2010 r., na konferencji w Sejmie, w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa...
Rozmawialiśmy na temat wielu spraw przez telefon, podrzucaliśmy sobie informacje na strony internetowe, itp. (nie liczę tu spotkań z Robertem).
Pamiętam szczególnie jedno wydarzenie, gdy Ania, pomogła, przeżywającej traumę młodej Wietnamce.
Dziś sama potrzebuje pomocy. Grozi jej deportacja do Wietnamu, do więzienia, do totalitarnego państwa. Jej, dziennikarce Radia Wolnej Azji! Jeżeli dodatkowo uwzględnimy dramat osobisty Krzysztoniów, to doprawdy łzy się same cisną do oczu.
Zawsze jej osoba i zaangażowanie budziły mój pełny szacunek i inspirację. Taka piękna wojowniczka, stojąca w pierwszym szeregu na polu bitwy.
Polskie władze, które często zawodzą, mówiąc wprost, tak po prostu, po ludzku rozczarowują, mają ogromną szansę, aby zrehabilitować się za liczne wpadki, których są autorem.
Kilka z brzegów przykładów: za usługiwanie na granicy oficjelom komunistycznym, za umożliwienie im przesłuchań wietnamskich uchodźców, za wyproszenie z Sejmu, pomimo posiadania akredytacji dziennikarskiej, Ani, wyłącznie na prośbę i życzenie komunistów, za wycieczki premiera do Wietnamu...
Jeśli Ania otrzyma polski paszport i polskie obywatelstwo, będzie miała szansę walczyć dalej. O życie swojego, mam nadzieję, przyszłego Męża, o innych, ofiary cywilizacji śmierci, dyktatury komunistycznej.
Aż strach pomyśleć, co by się z nią mogło stać, gdyby nagle straciła status legalności w Polsce i musiała wracać do komunistycznego kraju. Ciarki mnie przechodzą na samą myśl o tym… a to jest po prostu realne.
Przed Prezydentem RP, panem Bronisławem Komorowskim niezwykle ważny test z solidarności do idei “Solidarności”, na które tak chętnie się powołuje.
Ton Van Anh wystąpiła do niego o polskie obywatelstwo. Prezydent ma takie uprawnienia. Właściwie jest dziś Panem życia i śmierci tej kobiety.
Są takie szczególne momenty, gdy pewne kwestie stają się ważniejsze od politycznych animozji, pretensji, gier politycznych, tym czymś są prawa człowieka albo lepiej, człowiek i jego ciężki los. Dola człowiecza.
Dlatego również zwróciłem się do Prezydenta RP o przyznanie obywatelstwa polskiego mojej serdecznej koleżance, Ton Van Anh.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)